kopacz



share

Często przedstawiałem się jako odmieniec, który uważa, że popkulturowe zjawiska powiązane z patriotyzmem nie są niczym szkodliwym i przy odpowiednim zastosowaniu doskonale uzupełniają patriotyzm właściwy. Reguła sprawdza się doskonale, powstały mody na flagi narodowe i mit Powstania Warszawskiego, a to znacznie pożyteczniejsze zjawiska niż antypolskie paszkwile latami rozprowadzane w ośrodkach propagandowych. Lepiej, gdy normą staje się pożyteczny kicz niż szkodliwa tandeta, ale wyjątki musiały się pojawić. Wyjątkowa okazała się Ewa Kopacz, która w ramach łatania dłubanki „obywatelskiej” postanowiła sprzedawać chińskie koszulki z napisem „Kocham Polskę”. Oczy mnie zapiekły i uszy zabolały, zwłaszcza po kilkukrotnie wypowiedzianym synonimie „Tenkraj”. Jeśli nawet przyjąć, że wszystko jest na sprzedaż, to i tak nikt nie kupi środka na odchudzanie od stupięćdziesięciokilogramowej baby czy recepty na trądzik od pryszczatego dermatologa.



share

Wiadomość o śmierci słynnego „doktora Jana” z całą pewnością wywołała sensację w wielu środowiskach, ale jestem więcej niż pewien, że pierwsze „teorie spiskowe” nie powstały w prawicowych mediach. Oczyma wyobraźni widzę dziesiątki biznesmenów, polityków, dziennikarzy i pozostałe osoby ze świecznika, które teraz zadają sobie jedno pytanie. Kto się na to odważył i co to ma znaczyć? Nie Antoni Macierewicz, tylko Aleksander Kwaśniewski siedzi jak na szpilkach i myśli dlaczego „podrzucili pijaczka pod koła”. O to samo pytają rozmaici ludzie z branży, związani i niezwiązani z Kulczykiem, a wszyscy razem z rozdziawionymi gębami rozglądają się wokół siebie. I mało ważne jaka jest prawda o „zawale” oligarchy z PRL-u, właśnie w tym rzecz, że towarzystwo może się jedynie domyślać, skąd powiało taką grozą i w jakim kierunku ustawić żagle. Śmierć Kulczyka jest symbolicznym nahajem, bez względu na okoliczności zgonu i bzdury wypowiadane w telewizji.



share

Z Ryśkiem Karczewskim chodziłem do szkoły podstawowej. Później nasze drogi się rozeszły, ale wiedziałem, że jest dobrym i uznanym weterynarzem. Nie tylko od Mruczków i Reksiów, ale również zwierząt drapieżnych i egzotycznych - co niestety nie wyszło mu specjalnie na zdrowie. W 2000 roku z rozbitego na warszawskim Tarchominie cyrku Korona uciekły trzy tygrysy i Ryśka poproszono o pomoc. Fachową pomoc. Dwa tygrysy zagoniono do klatek, do trzeciego ze strzelbą z nabojem usypiającym zblizył się weterynarz. Tygrys przewrócił go na ziemię, po chwili głowę podnoszącego się weterynarza przeszyła policyjna kula.
Amen.
Mecenas Jacek Dubois - obrońca oskarżonego o nieumyślne spowodowanie śmierci Ryszarda Karczewskiego funkcjonariusza policji Krzysztofa S. stwierdził, ze na podstawie nagrań "trudno ocenić, kto oddał śmiertelny strzał do weterynarza, bowiem stało w tym miejscu i strzelało WIELE OSÓB".
Swojskie safari na warszawskim Tarchominie.

Strony