Komorowski



share

Nie zmieniam zdania, moja ocena dotychczasowych działań Pawła Kukiza jest stała. Jego sztab to niezbyt skomplikowana zagdaka, z której wyłażą ludzie Schetyny, dolnośląskiej PO i część kumpli Dutkiewicza. Na tydzień przed złożeniem podpisów w komisji miał 30 tys., po tygodniu 200 tys. Czasu antenowego w TVP i TVN dostał więcej niż zwycięzca I tury wyborów Andrzej Duda. Znani i lubiani nie brzydzą się Kukizem i publicznie popierają jego kandydaturę. Wreszcie fraza klucz: „kanalizacja buntu” przesądza o powtarzającym się schemacie promowania odpowiednich ludzi dla odpowiednich celów. Niech się obraża kto chce, w każdym razie to nie jest przypadek, że 36% elektoratu Palikota i 15% elektoratu PO poparło Kukiza. Scenariusz i reżyseria spektaklu produkowanego przez mistrzów marionetek są niezmienne, tylko obsada się zmienia, ale i to według ściśle określonego castingu.



share

Wiemy sporo i nawet jeśli wyniki wyborów zostaną skorygowane na zwycięstwo „Naszego Bronka”, czego nie tylko nie można wykluczyć, ale znając życie należy założyć, to do większych przekrętów raczej dojść nie mogło. Bardzo dobra wiadomość, widać, że presja robi swoje i „paranoje” z długopisami przynoszą skutek. W tytule zawarłem najważniejszą zagadkę, wynik Dudy cieszy niesamowicie, zwłaszcza, że przebija „szklany sufit”, czyli pokonuje Komorowskiego z kabaretowym 65% poparciem, ale kluczem do II tury jest oczywiście Kukiz. Porządkując ten fonemem nadal się upieram, że facet, który dostaje czas antenowy od TVN i TVN Info, a wokół niego kręcą się ludzie Schetyny, to nie jest przypadkowy dżin i chyba wiem kto trzyma lampę. Robi wrażenie dzisiejsza jazda Kukiza po TVN24, rzecz w tym, że wcześniej Lepper i później Palikot też walili w nietykalnych ile wlezie.



share

Kampania wyborcza jest równie męcząca, jak trawienie niezliczonej ilości analiz, ale taki to urok politycznej zgadywanki. Chętnie i od zaraz zamieniłbym wszelkie spekulacje, które rzekomo są taka atrakcją łatwą do sprzedaży, na twarde dane pozwalające sensownie ocenić, co w trawie piszczy. O zakazanych tabelach, wykresach i informacjach można sobie pomarzyć, one istnieją, ale są w rękach kreatorów rzeczywistości. Co konkretnie mam na myśli? Nie, nie plany ataku nuklearnego ze strony Związku Radzieckiego, ani sprzedaż akcji przez główne banki należące do „Indian”. Zadowoliłbym się porządnymi badaniami socjologicznymi, przeprowadzonymi według sztuki i nauki, a nie zamówienia. Nie dla psa kiełbasa, tylko władza i być może największa partia opozycyjna dysponuje podobnym skarbem, z tym, że proporcje w jakości i ilości z całą pewnością przemawiają na rzecz władzy.

Strony