KE



share

Nic nie poradzę, muszę się podzielić pierwszym wrażeniem, jakie miałem po pierwszym medialnym spotkaniu z Fransem Timmermansem, brukselskim traktorzystą, który poczuł się kierownikiem całego PGR-u. Na tym samym oddechu przepraszam wszystkich traktorzystów, których szanuję, bo to ciężka praca, ale wiadomo o co chodzi. Jest taki szczególny archetyp tej profesji, mianowicie pan w „beretce” z atenką, odziany w siatkowy podkoszulek, drelichowe spodnie i nieodłączne gumiaki. Cała ta „stylówa” też mi niespecjalnie przeszkadza, pamiętam dziadka z lat dzieciństwa i wyglądał bardzo podobnie. Syndrom traktorzysty, którego mam na myśli zaczyna się dopiero wówczas, gdy rzeczony „bierze się za robotę”.



share

Niestety albo na szczęście zawsze trzeba myśleć i od tej powinności od czasu do czasu każdy z nas robi sobie urlop, a potem takie mamy efekty jakie mamy. Banalny zabieg propagandowy i nikt, absolutnie nikt nie zauważył grubymi nićmi szytej sensacji europejskiej. Buzek, Lewandowski, szyszki z partii unijnych chadeków i jeszcze kilku gwiazdorów klęło się na wszelkie świętości, że Tusk w roli szefa KE to nie żaden żart, ani też plotka tylko realna, bardzo poważna kandydatura – faworyt. No i co? Nie wstyd nam wszystkich publikującym rozmaite mądrości? Nie wstyd? W elementarzu propagandy na pierwszej stronie i w streszczeniu, stoi jak wół: „Gdy frajer i jego otoczenie głośno krzyczy, że jest faworytem na wysokie polityczne stanowisko, to pali swoją kandydaturę nie przebierając w środkach”. Zgadza się? Niestety po czasie. Przez kilka tygodni niejeden się wyrwał jak smarkaty, siebie nie wykluczam, skoro wszyscy to wszyscy.



share

Trochę psuję zabawę, pytając i odpowiadając na jednym oddechu, ale co tu robić sensację. Wybory w tym roku w teorii są dla Tuska najrozsądniejszym rozwiązaniem, tylko jak do takiej komfortowej sytuacji doprowadzić, żeby nie przerżnąć wszystkiego? Nijak! Zwyczajnie, tak po ludzku, jak się do niedawna mawiało, nie da się. Namaluję tło niemożności i sądzę, że reszta się sama poukłada. Przede wszystkim trzeba znaleźć pretekst dla wcześniejszych wyborów i tutaj możliwości są mikre. Znany i obrabiany na wszelkie sposoby manewr z ustawą budżetową byłby niezły, ale partia i cała koalicja, która leci w sondażach głównie z powodu nieróbstwa i fatalnego stanu gospodarki, brakiem uchwalenia budżetu podtrzymałaby opinię o sobie. Druga możliwość – rozpad koalicji, przypadek szeroki w działaniu, ponieważ dałoby się sprokurować bez trudu aferę w PSL lub wywołać inne karygodne wydarzenie z obszaru obyczajowego, dające dobry pretekst do zerwania koalicji.

Strony