kara



share

Nasi starsi bracia w wierze wyznaczyli pewien starotestamentowy standard, chociaż akurat ten standard wykuwał się niemal współcześnie. Co i rusz prasa, telewizja radio i Internet całego świata podaje, że Izrael złowił dziadka z SS, babcię z gestapo albo prawie nieboszczyka pod respiratorem, który w Auschwitz strzelał do żydowskich ojców, matek i dzieci. Za każdym razem zwierzyna jest dumnie układana pokotem, bo jeszcze się nie zdarzyło, żeby upolowanie nie oznaczało wyroku. Niemieccy zbrodniarze łowieni przez żydowskich myśliwych odnajdują się w tysiącu zakątkach na ziemi, wielu z nich na parę chwil przed oddaniem ostatniego tchnienia słyszy wyrok skazujący. Być może kiepsko szukam, być może nie jestem solidnie poinformowany, ale nie słyszałem w Izraelu, ani w żadnej diasporze donośnego głosu sprzeciwu, że niby tak się nie godzi. Stary niemiecki zbrodniarz jest dla Żydów zbrodniarzem pozbawionym przymiotników, za to epitetów nigdy się pojmanym Niemcom nie szczędzi.



share

Przeciętnie zaangażowanym obserwatorom i czytelnikom wszelkich rewelacji płynących z siedzib „niezależnej prokuratury”, powyższy surrealistyczny tytuł nie wywoła najmniejszego grymasu zdziwienia, a nawet wzruszenia ramion. Ten rodzaj uodpornienia jest celem numer jeden, jaki sobie przyjęła „niezależna prokuratura” prowadząca te najważniejsze śledztwa. Skoro, powiedzmy, 20 milionów Polaków wyłączając dzieci i tych, którzy wyrzucili przez okna telewizory, nie podniosło żadnego alarmu po śmierci, było nie było wicepremiera Polski i kupiło bajkę o zawieszonym dekoderze, to szlak jest przetarty. Oczywiście nie sławetny dekoder wraz z argumentacją, że człowiek, który z powodzeniem grzebał w bebechach kombajnu marki „Bizon”, nie potrafił wyłączyć i włączyć telewizora, przetarło szlak.



share

Ilekroć zdarzy się przypadek zbiorowego zabójstwa, tyle razy społeczeństwa zastanawiają się jak przeciwdziałać, jak karać.
Nie uchronimy się od przypadków zbrodni dokonanej przez człowieka chorego psychicznie. Jakiś wewnętrzny imperatyw pcha go do zabójstwa. I zabija. Mniej czy więcej. Po zabójstwach czuje się jak głodny, który się najadł. Do następnego głodu - seryjny zabójca.
Jeżeli więc medycy uznają że był chory, to i musimy się pogodzić z tym, że nie są to choroby, które można całkowicie wyeliminować, wyleczyć. Będą się powtarzać i módlmy się, by nas taka choroba nie dopadła. A czy może? A czy jest wielu takich, którzy z ręka na sercu mogą zaprzeczyć, ze nie mieli takich myśli? A czy nie mieli ich najbliżsi?

Strony