gówniarze



share

Wczoraj nie było felietonu i co mnie cieszy, część Czytelników poczuła się zawiedziona. Zdarzyło się tak pierwszy raz od wielu lat, za co przepraszam i niestety kiepskie mam usprawiedliwienie. Mówiąc krótko wpadłem w niedyspozycję żołądkową, między innymi po wizycie w Lubinie. Pojechałem do siedziby KGHM na zakupy i akurat trafiłem na wielkie święto mieszkańców, którzy kłębili się wokół straganów postawionych w ramach „Dni miasta Lubina”. Lubię miejskie festyny, dla mnie to prawdziwa socjologiczna kopalnia, godzinami potrafię chodzić i podsłuchiwać nastroje społeczne, obserwować zachowania grupowe i masowe, bo to jednak coś innego. Co widziałem to opiszę i zacznę od topografii miasta. Klasyczny układ budowli, jakie powstały w ciągu 25 lat wolności. Dokładnie nie mierzyłem, ale wydaje mi się, że kwadrat, gdzie „dzieje się wszystko” ma bok o długości góra 2 km. I co znajdziemy w kwadracie?



share

Polityczne wieki temu toczyła się ożywiona dyskusja na temat naszych relacji z Ukrainą, nie takich w ogóle, ale dotyczących wspólnej organizacji Euro 2012. Tusk i Komorowski grzmieli jak zwykle, że Kaczyński zamierza popsuć święto Polakom nawołując do dyplomatycznej choroby, która miała wykluczyć spotkanie polskich władz z Janukowyczem. Jak zwykle pojawiały się te same parafialne ogłoszenia dotyczące braku kultury, tolerancji, gościnności i skandalu politycznego, co zaowocuje wojną z Rosją. W wyniku znanej, bełkotliwej kampanii opierającej się na samodyscyplinie władz kolonialnego państwa, na stadionie w loży prezydenckiej zasiedli ruscy biznesmeni, a na trybunie Komorowski z Janukowyczem. Wszystkie telewizje pokazały ten piękny, wzruszający obrazek, potem na ekranie pojawiła się przebitka z Kaczyńskim krzyczącym na wiecu. Po co o tym wszystkim piszę?



share

Zastanawia mnie jedna rzecz. Ilu speców od technicznych aspektów prezentacji materiałów naukowych, przed konferencją smoleńską w agendzie umieściłoby następującą pozycję: „Zabezpieczenie Skypa przed gówniarzami?”. Jeśli mnie ktoś poprosi o odpowiedź, to szczerze napiszę, że w ogóle by mi do głowy taki punkt programu nie przyszedł. Myślałem i ciągle myślę o dziesiątkach, setkach i chyba już tysiącach rzeczy związanych z tą tragedią, ale o podobnych pierdołach do dziś nie myślałem. Łatwo usiąść i po fakcie rzucić worek dobrych rad, ale tak naprawdę wnioski z sabotażu telekonferencji można wyciągnąć jedynie post factum. Niestety przed następną prezentacją trzeba sprawdzić, czy ktoś nie podkłada pierdzących zabawek, nie wpuszcza robaka do komputera, nie zamieścił zdjęcia porno na pulpicie Biniendy, nie wlał denaturatu do modemu.

Strony