Giertych



share

Na pierwszy rzut oka bezsensowne pytanie i niewarte uwagi nazwisko, ale od wczoraj myślę całkiem inaczej. W programie Lisa, gdzie jak zawsze było żenująco, swoje pięć minut zaliczył Jacek Kurski, popularny „Kura”. W swoim stylu poustawiał rozmówców i zrobił to tak sprawnie, że i sam Lis nie zdążył odpowiednio zareagować. W czasie szarży Kurskiego dowiedziałem się, że Roman Giertych nie jest już tylko mecenasem władzy i celebrytów, ale wskoczył na najwyższą półkę adwokacką. Pan Romek będzie bronił mafii z WSI. Informacja zrobiła na części widzów wrażenie, niestety powierzchowne, bo jeśli nawet ktoś się oburzył, to na oburzeniu się skończyło, a rzecz wymaga głębszego zastanowienia. Nie zajmowałbym się Giertychem przez trzy sekundy, gdyby nie jedna okoliczność. Trudno się oprzeć wrażeniu, że mamy do czynienia z dość klasycznym rozwojem kariery i dlatego tak ważne jest pytanie, od kiedy się Giertych z odpowiednimi ludźmi dogadał?



share

Tak się głośno zastanawiam, czy jestem medium i nie wizje przyszłości mam na myśli, ale przekaz ekranowy. Jestem medium, czy taki zwykły „blogier” ze mnie? Wykrzesałem z siebie ambitne pytanie, ponieważ chciałbym dostąpić zaszczytu pozwania medium. Skompromitowany mecenas władzy, który publicznie podżegał do popełnienia przestępstwa i to w ramach zorganizowanej grupy przestępczej, obiecał, że pozwie każde medium piszące o skompromitowanym mecenasie. W przyrodzie to się chyba nazywa „ucieczka do przodu” i jest dość charakterystycznym ruchem dla tego typu elementu społecznego, jakim jest Roman Giertych. Pierwszy krok po kompromitacji prowadzi wszelkich Romanów albo na ambonę albo na salę sądową i jest to o tyle zabawne, że pomimo jawnej kpiny z prawa oraz rozumu znajdują się przerażeni słuchacze. O Matko Bosko, Roman mnie pozwie, a przecież to taki znany mecenas.



share

O zmarłych nie mówi się źle, ale o martwych politycznie i cywilnie chyba można sobie odrobinę pożartować. Giertych przestał istnieć i przy okazji pocieszył swoim blamażem klienta Sikorskiego, który zbłaźnił się do imentu nie tylko taśmami, ale i prywatnym rachunkiem za wino do służbowej kolacji. Dalej się upieram, że te wszystkie podsłuchy zabijają rozmówców nie skalą przekrętów, tylko prymitywizmem postaci. Okazuje się, że wzięty mecenas rozmawia i zachowuje się poniżej poziomu peerelowskiego cinkciarza, czy innego „biznesmena” z bazaru, który otwiera poły marynarki i oferuje zegarki z bransoletą. Dokładnie takie te typy są, prostactwo wymuskane światłem kamer, wytresowani do składania kilku zdań, które zrobią „łaskę” komu wypada i przyłożą gazrurką komu trzeba. Giertychem w zasadzie nie ma się co zajmować, bo jego już zwyczajnie nie ma, ale z drugiej strony to doskonały przykład na karierę w stylu RP III.

Strony