europa



share

W opozycji każdy może sobie gadać, co mu się podoba i narzekać ile wlezie. Wilcze prawa politycznych krytyków naturalnie mają swoje ograniczenia, ale rzadko kiedy granice są pilnie strzeżone. PiS będąc partią opozycyjną zapewniał, że da się zupełnie inaczej prowadzić polskie sprawy, tak wewnętrzne, jak i zewnętrzne. Ludzi się temu prężeniu muskułów przyglądali z różnymi nastrojami. Jedni wierzyli, że każde słowo stanie się ciałem, inni odnosili się sceptycznie, a w skrajnych reakcjach było słychać to co zawsze – ciemnogród i oszołomy. Po wyborach i kilku bataliach mogę się przyznać, że należałem do grupy środkowej. Znając polityczne realia nie miałem większych złudzeń, że opozycyjna narracja w zderzeniu z realną władzą przyniesie bolesne korekty. Z taką świadomością zaklinałem rzeczywistość w jednym celu. Trzeba było za wszelką cenę oderwać od żłobu największą patologię.



share

Toporna dyplomacja to jedna z krótszych definicji oksymoronu, ale zamierzam bronić tego szalonego pomysłu i od razu wyjaśniam w czym rzecz. Przez ostanie ćwierćwiecze Polska była postrzegana przez wszystkie znaczące kraje i rozmaite znaczące instytucje jako pionek i to dosłowny pionek. Wystarczyło kilka słów urzędniczyny średniego szczebla, czy nawet parę wersów w kolorowej, byle zachodniej, prasie i zaczynało się pokorne merdanie polskim ogonkiem. W końcu dożyłem czasów, w których polski rząd reprezentuje polski interes i jeśli to konieczne wbrew wszystkim innym interesom. Co do opisanego stanu rzeczy zgodzi się chyba każdy, również najostrzejszy krytyk, przecież główna krytyka PiS skupia się na powtarzaniu, że Polska nie szanuje europejskiej wspólnoty i wartości. Nawiasem mówiąc pierwsze nigdy nie istniało, a drugie skończyło się gdzieś tak pod koniec XIX wieku, ale do rzeczy. Skąd ten szalony pomysł, żeby dyplomację wyposażać w topór?



share

Swego czasu głośno było o tekście Tuska „Polskość to nienormalność” i jako człowiek pracujący ze słowem patrzyłem na ten esej zupełnie inaczej niż większość zbulwersowanych Polaków. Przyjmując pewien klucz, nakładając na tę treść odpowiednią matrycę da się go wręcz odczytać jako zgorzkniały, ale jednak manifest patriotyczny. Piszę całkiem poważnie, bo wyobrażam sobie na przykład bohaterskiego dowódcę jazdy w XVII wieku, którego pułk zdradził i przeszedł na stronę Szweda. Czy w takim kontekście słowa spisane przez Tuska nie brzmią zupełnie inaczej, niż są odbierane? Z całą pewnością tak jest, ale nie ma co nakładać matryc i szukać klucza, ponieważ mamy do czynienia z zupełnie inną i niestety brutalnie prostą sytuacją. Tusk nie jest dzielnym dowódca, ale sprzedajnym żołdakiem, zakompleksionym i cynicznym poza granice ludzkich możliwości.

Strony