dziennikarze



share

Michał Karnowski na portalu wpolityce.pl napisał ciekawy tekst, na temat środowiska dziennikarskiego oraz działalności tzw. rosyjskich agentów wpływu. Karnowski właściwie bez kamuflażu przedstawił to, "o czym się mówi na mieście".

Naczelny branżowego tygodnika - o którym wszyscy wiedzą, iż został wykupiony przez służby rosyjskie - staje się głównym ekspertem wyjaśniającym nam przyczyny katastrofy smoleńskiej zaraz po 10 kwietnia 2012.

Dziennikarz, który szwendał się po sejmie bez stałej pracy, aż w pewnym momencie przed opublikowaniem raportu MAK, otrzymuje on materiały dokładne zgodne z wersją Anodiny, które bezkrytycznie kolportuje w swojej książce. Wkrótce też, zaczyna uczęszczać na darmowe lekcje rosyjskiego do ambasady rosyjskiej.

Tekst Karnowskiego szybko znikł z portalu, być może był nadto śmiały.

Ale problem zachowania dziennikarzy, szerzej mediów po katastrofie smoleńskiej powinien być kiedyś przedmiotem badań socjologów.



share

A może czas bym odszedł - pomyślał Nowak, ale zaraz przeraził się tej myśli...Jestem Ministrem Transportu, a może kiedyś będę Premierem?...Tylko te trupy się zbyt często pojawiają tam gdzie tylko skieruję swoje kroki. Miało być przyjemnie. Skóra, fura i komóra, tłumy kobiet, dziennikarzy, kamer, wywiadów, fleszy i przede wszystkim pieniędzy, które spadają z nieba. Można by rzec za nic, bo przecież ja nie jestem specjalistą ani od transportu, ani od sportu, ani od polityki. Jedyne co potrafiłem to kopać Kaczyńskich i usmiechać się do dziennikarek TVN. To mi wychodziło naprawdę. Ta Pochanke jak siedziała parę metrów ode mnie zapominała o czym ma mówić i gdyby nie pomocnicy w słuchawkach to rozebrałaby się na wizji. Tak samo inne blondyny po dziennikarskich szkołach Żakowskiego i Paradowskiej. A teraz znów te ofiary i to przed Euro. To jakaś złośliwa przykrywka dla otwarcia Stadionu Narodowego. Ciekawe, czy ktoś z PiS-u nie zrobił naszemu rzadowi sabotażu...?



share

Bardzo jest fajnie z kolegami robić interesy, ale jeszcze ciekawiej jest kiedy dostrzegasz, kiedy twój friend zaczyna cię jak tani cinkciarz czy złotówa robić w człona. Zastanawiasz się wówczas jaką metodę przyjąć do rozliczeń z takim cieniasem, czy tą samą którą on prezentuje, czy inną zdystansowaną i spokojną. Jeśli wybierasz tę samą to walczysz z gościem aż mu udowodnisz oszustwa i go zniszczysz. Jeśli się dystansujesz i odpuszczasz jak Wilhelmi w sztuce (vide wpis http://www.kont...), to gość się cieszy, że cię oszwabił, ale ty nie masz ochoty do dalszej z nim współpracy i powiadamiasz o tym fakcie swoich zaufanych znajomych. Tak jest w małym i w dużym biznesie. Polacy są specjalistami w cinkciarstwie i oszukiwaniu, a to niestety metoda na krótko, na mały zysk i na stratę zaufania innych ludzi. Takimi cinkciarzami są obecnie nam rządzący.

Strony