dzieci



share

Najlepsze teksty wcale nie rodzą się w bólach, ale błyskawicznie wynurzają się z adrenaliny, przynajmniej tak się dzieje z moim organizmem twórczym. Wydawałoby się, że wieść o belgijskim zwyrodnieniu wytworzy taką dawkę adrenaliny, że samo pisanie tekstu ograniczy się do trafienia w odpowiednie litery na klawiaturze. Nic podobnego, ogarnęła mnie apatia, słabo mi się zrobiło fizycznie i na umyśle. Zupełnie przypadkowo wpadłem na zwyrodnienie belgijskie, wcześniej nie miałem żadnej wiedzy i organizm po atomowym zderzeniu po prostu się poddał. Ręce opadły, we łbie absolutna pustaka, bezsilność obezwładniająca i gdzieś pod koniec wyświechtane skojarzenie z III Rzeszą Adolfa Hitlera. Bywają takie chwile, gdy się widzi coś lub kogoś bezgranicznie głupiego, przerażająco podłego, głęboko spaczonego, ale tu mamy do czynienia niemal z całym narodem, bo 75% Belgów wypełniło czaszki morową próżnią i oczekuje od ciężko chorego dziecka świadomej decyzji samobójczej.



share

Gryzłem się w jęzor kilka ładnych dni, chociaż temat jest nośny i w zasadzie sam się pisze, ale tytułowa kumulacja przesądziła o podjęciu tematu. Szybciej sobie klejnoty odetnę tępym, zardzewiałym, brzeszczotem niż tonącemu socjopacie Niesiołowskiemu podam brzytwę, ale powaga sytuacji wymaga czegoś więcej niż taniego kabaretu. Z kumulacją jest tak, że się musi zacząć kumulować i od tego miejsca demaskuję idiotyzmy. Podstawą idiotycznego traktowania problemu głodnych dzieci jest samo przykre zjawisko, na które trzeba popatrzeć z głową, nie bieżącą emocją, zwłaszcza polityczną. Sprawa wbrew wszelkim pozorom i komplikacjom ma bardzo prosty rachunek, o ile nie mówimy o Afryce i Korei Północnej, ale PRL lub PRLII: głód dzieci równa się patologia rodziny.



share

dla Jasmine, która zadaje właściwe pytania

Pan Ignacy Lajkonik stał na progu i wstrząsał nim dreszcz. Na szczęście był to próg w drzwiach z jego własnej klatki schodowej na podwórko, a dreszcz – obrzydzenia, a nie przeziębienia, ale sytuacja sama w sobie i tak była nieprzyjemna. Listopad tego roku nie rozpieszczał: padał deszczyk, który nie mógł się zdecydować, czy być zwykłą jesienną mżawką, czy jednak zamarznąć w błotnistą szadź. W efekcie na ziemi zalegała wstrętna, brudna kaszka, zniechęcająca do spacerów i wychodzenia z domu w ogóle.

Strony