celebryci



share

Jest jedna dziedzina, na której kompletnie się nie znam, pomimo tego, że znam się na wszystkim – to moda. Nie trawię zjawiska na żadnym poziomie, od wybiegów, po zimowe przeceny jesiennych kolekcji w hipermarketach. Blichtr, próżność, patologia, słowem dno moralne i intelektualne. Oczywiście jakichś tam aspektów większej całości można i da się bronić, ale nie zamierzam się tej ciężkiej roboty podejmować. W związku z tym, że na modzie się nie znam, tytuł „Vogue” mówi mi tyle, co McDonald’s. Wiem, że coś takiego istnieje i jest sławne na całym świecie, tylko strawić się tego nie da.



Niezły socjologiczny kabaret mamy od dwóch dni, ale cofnijmy się trochę dalej, tak gdzieś o rok, a był to czas intensywnych analiz profetycznych. Niemal każdy celebryta czuł się w obowiązku wyrazić swoje zatroskanie programem socjalnym 500+, z czego zdecydowana większość mówiła o patologii. Znamy wypowiedzi Agaty Młynarskiej, której rodziny z prowincji przeszkadzały ćwiczyć jogę, było dla Agaty za głośno i za bardzo przaśnie. Publikacje Lisiego Newsweeka szły jeszcze dalej, tam się wóda i patologia lała litrami. Jednak największym echem odbiła się publikacja matki gwałciciela, która zajmowała się wychowywaniem dzieci w TVN. Super niania pisała o jednej wielkiej sraczce w krzakach, bo polskie bydło byle co je i byle gdzie sra.



share

Maniery same w sobie są irytujące i nie chodzi mi o dobre wychowanie, ale zmanierowanie. Moją „ulubioną” manierą jest poszukiwanie oryginalności. Każdy szanujący się celebryta publicystyki, czy też inna aktoreczka musi ubrać stringi na lewą stronę albo założyć na głowę, żeby podkreślić swoją przenikliwą inteligencję. Maniera oryginalności najczęściej sprowadza się do zasady im głupiej i głośniej tym oryginalniej. Działa to mniej więcej tak, że jeśli normalni ludzie używają wody do picia i mycia, to oryginał zaraz wyjedzie z sublimacją, resublimacją i błądząc po Wikipedii dojdzie do poziomu fizyki kwantowej.

Strony