Bolek Wałęsa



share

Zacznę od uwagi ogólnej, smaczek z Bolesławem Wałęsą pozostawię sobie na później. Uwaga generalna jest następująca. W całej koncepcji polityki zagranicznej Kaczora mogę się podpisać pod wszystkim, z jednym, niestety niemałym, wyjątkiem. Zgoda na wielki dystans, niesamowitą ostrożność i czyszczenie wewnętrznych relacji z ruskich rezydentów. Zgoda na ostrożność i stanowczość wobec Niemiec, naturalnie nie na tym poziomie co z Ruskimi, ale mam wrażenie, że Kaczor czuje bluesa i tę różnicę. Pełna zgoda na racjonalizm w stosunkach z UE, żadnego poklepywania i fotek, warowanie przy polskim interesie i olewanie lewackiej mitologii. Jednak zgody na politykę machania ogonkiem przed USA nie ma żadnej.



share

Wczoraj napisałem kilka zdań na temat „bądźmy razem”, dziś mam już za sobą występy w gdyńskiej hali, czyli praktyczny obrazek do wczorajszej teorii. Mam to szczęście, a może i nieszczęście, że pamiętam rok 80, wcale nie jak przez mgłę, mimo że dzieckiem będąc, to co się działo zrozumiałem dopiero po latach. Zapewniam każdego, kto nie pamięta, że na podwórku powtarzało się nazwiska: Wałęsa, Jaruzelski, Lis, Jurczyk, Kuroń, Borusewicz, Walentynowicz, Gwiazda. Pomijając kto tu kogo i kim, w zapewnieniu dodaję, że nazwiska Jarosław Kaczyński, a już tym bardziej Donald Tusk na żadnym podwórku słychać nie było. Frasyniuk, Bujak, Jankowski, Kiszczak jeszcze się przebijały, Jarosława Kaczyńskiego i Donalda Tuska w 1980 roku po prostu nie było. Nie było też Śniadka i Wołka.

Strony