Bolek



share

Burdel płonie na całego, ale kto się przy tym ogniu ogrzeje jeszcze nie widomo, za to ujawniły się pierwsze ofiary ciężkich poparzeń. Wałęsa zawsze był napakowany megalomanią, która zrywała mu wszelki hamulce, ale dziś jest najgorszy moment dla Wałęsy, by się megalomanią napawać. Właśnie traci swoje zaplecze, które go wykorzystywało jako „obwoźną legendę Solidarności” i jak zwykle nie zauważa, że pewien etap dziejowy się kończy. PO i wieczny halabardnik Wałęsy, były Donald Tusk, ma zupełnie inne problemy niż zajmowanie się kapryśną gwiazdą, po wtóre Wałęsa ugryzł rękę, która jeść dawała, po trzecie narobił na środku salonu. Są pewne świętości, których się nie dotyka, a jedną z najważniejszych jest omerta związana z „przepastnymi archiwami SB”. No i na końcu serii głupstw znajduje się błąd katastrofalny w skutkach. Ostatnią rzeczą, jaką Wałęsa powinien robić jest przypominanie i wznawianie ostrej dyskusji na temat agentów w Solidarności.



share

Od pierwszego zdania chciałbym się wyraźnie odciąć od mentalności peerelowskiej Lecha Bolesława Wałęsy i oznajmić, że mnie obecność Wałęsy pod bramą stoczni nie przeszkadza. Właściwie inaczej, przeszkadzać to przeszkadza, razi nawet, tylko nic ponad opisanie osobistych odczuć nie chciałbym z tym fantem robić. Zabranianie, odmawianie prawa i tak dalej, uważam za dziecinadę realnie socjalistyczną. O Bolesławie Lechu Wałęsie trudno myśleć inaczej niż krytycznie, niemniej najwięksi krytycy przyznają, że psim swędem udało mu się zaliczyć kawałek życiorysu, którego do końca nie musi się wstydzić. Chce sobie chodzić o siódmej rano pod stocznię, niech sobie chodzi, tak samo jak ten „brudny facet” z tablicą protestującą, który chodził za Bolkiem, żeby inni pamiętali, co się z Lechem stało.



Strony