bezsilność



share

Mam wrażenie, że etymologia często przywoływanych słów „seanse nienawiści” nie jest powszechnie znana, a szkoda, bo z tego powodu dochodzi do dramatycznych nieporozumień. O seansach nienawiści pisał Orwell, ale w Polsce zasłynął inny autor, jedna z najbardziej odrażających postaci, żydowski komunista Jerzy Urban. Określenie to Urban odnosił do mszy i kazań prowadzonych przez śp. Księdza Jerzego Popiełuszkę. Znając kontekst historyczny i literacki trudno uznać „seanse nienawiści” za adekwatne podsumowanie wydarzeń, które tak często bulwersują Polaków. Czy sejmowe wystąpienie socjopaty Niesiołowskiego w jakikolwiek sposób można odnieść do kazań Popiełuszki i bełkotu Urbana? Czy groteskowe przemówienie Rzeplińskiego do pustej sali sejmowej, ma jakikolwiek związek z Orwellowskim klimatem? W jednym i drugim przypadku mówię stanowcze nie.



share

Przyznam się od razu, że tytuł trochę podkradłem, resztę sparafrazowałem, ale przyzna każdy umęczony Polak, że wszyscy na taką zabawę zasługujemy. To celne zdanie odnosi się do kilku zjawisk naraz, bo walenie nie dość, że w mur to jeszcze na oślep. Niewielu potrafi taki widok wytrzymać, ale ja się zmusiłem z publicystycznego obowiązku do obejrzenie paru wywiadów i kilku produkcji propagandowych z udziałem „speców” PO. Czego tam nie ma? Ano właśnie jestem gotów postawić całkiem przyzwoite pieniądze, że nawet systematyczni obserwatorzy sceny politycznej wszystkiego, a właściwie większości zjawisk nie zauważyli i to pierwsza bardzo dobra wiadomość. Nie tylko upał i okres urlopowy sprawia, że Polska ma w bardzo głębokim poważaniu gorące zupy serwowane w Pendolino, czy stawianie loda ministrowi. Formuła się wyczerpała, jak mówią eksperci zaraz po tym, gdy ogłoszą koniec narracji.



share

Upał taki, że świętemu nie staje, jak mówił jeden z bohaterów opowiadań Marka Hłaski, to i sensu nie ma katować się poważnymi treściami. Kabarety też wychodzą bokiem, bo co nie przełączysz na Telewizję Publiczną, to jakieś powtórki z 2011 roku i śmieszne dialogi z pamięci można odtwarzać. Pozostaje zachować się humanitarnie i zaserwować Czytelnikom chłodnik. Studzę rozpalone głowy przełamanymi lodami. Dajcie sobie ludzie spokój z ogłaszaniem „Przemysłu pogardy II”, zbyt parno i duszno na takie przegrzane tematy. Nie ma żadnego przemysłu, a i pogarda zamieniła się… no nie inaczej tylko w samą frustrację. Żadną miarą nie da się porównać traktowania przez media i Internet Lecha Kaczyńskiego, z bezradnymi głupotami wypisywanymi o Andrzeju Dudzie. Czuję się szczególnie upoważniony do tak radykalnego wniosku, ponieważ w przemyśle pogardy jako polityczny idiota uczestniczyłem.

Strony