afera



share

Jak nigdy jestem rozdarty moralnie i intelektualnie, co ma wpływ na moją reputację nieomylnego i wszystko wiedzącego geniusza. A tak poważnie, to nie cierpię hamletyzowania i tych wszystkich fraz „zgoda, ale”. Tym razem jest inaczej, zgadzam się ze wszystkim sceptykami, że ekstradycja Dariusza Przywieczerskiego z USA nie będzie żadnym przełomem i niczego nowego do najgłośniejszej afery z początku lat 90-tych nie wniesie. Jestem też skłonny przyznać rację, że jest to swego rodzaju spektakl polityczny, ale tu się pojawia pierwsza i główna wątpliwość.



share

Trudno uwierzyć, że PiS zareagował mądrze i jak na PiS dość szybko. Od blisko dwóch lat to chyba pierwszy taki kryzys, który został w miarę sensownie i sprawnie przygaszony. Nie zazdroszczę w związku z tym wszystkim dziennikarzom-patriotom tych kilku dni spędzonych w roli obrońców przegranej sprawy. Ciężko nawet zgadywać, kto stał za tymi idiotycznymi artykułami i wypowiedziami sponsorowanymi, które „wyjaśniały”, że Pięta padł ofiarą spisku wrażych niemieckich i radzieckich sił. Śmiesznie i głupio, ale też moralnie dennie. Jak mawiają ludzie radzieccy: „cnotę stracił, rubelka nie zarobił”.



share

Od dwóch dni Internet huczy po aferze rozporkowej z udziałem posła PiS, Stanisława Pięty i seks modelki Izabeli Pęk vel Czarna Pantera, ale to jest „afera” dla ubogich. Rzecz ma znacznie poważniejszy i głębszy wymiar i o tym chcę pisać. Pomiędzy dziennikarzami i politykami różnych opcji, wbrew sztucznie kreowanym różnicom i takim różnicom, które istnieją rzeczywiście, znajdziemy wiele cech wspólnych. Jedną z takich cech jest bezrefleksyjny rechot, jako odpowiedź na działania służb specjalnych. Po prawej i po lewej stronie spotkamy tę samą manierę, którą trudno wytłumaczyć w kilku słowach.

Strony