afera



share

Od dwóch dni Internet huczy po aferze rozporkowej z udziałem posła PiS, Stanisława Pięty i seks modelki Izabeli Pęk vel Czarna Pantera, ale to jest „afera” dla ubogich. Rzecz ma znacznie poważniejszy i głębszy wymiar i o tym chcę pisać. Pomiędzy dziennikarzami i politykami różnych opcji, wbrew sztucznie kreowanym różnicom i takim różnicom, które istnieją rzeczywiście, znajdziemy wiele cech wspólnych. Jedną z takich cech jest bezrefleksyjny rechot, jako odpowiedź na działania służb specjalnych. Po prawej i po lewej stronie spotkamy tę samą manierę, którą trudno wytłumaczyć w kilku słowach.



share

Na wstępie pocałunek śmierci. Marek Pyza i Marcin Wikło, to jedni z nielicznych dziennikarzy, których z czystym sumieniem można nazwać śledczymi. Nie przypominam sobie jednej przestrzelonej afery przez nich ujawnionej. Dodatkowo Pyza był i jest precyzyjnym i wyważonym specjalistą od Smoleńska. Potrafił pisać teksty bardzo odważne i potrafił wykazać błędy i przerysowania Macierewicza. Komplementy, zwłaszcza wobec facetów, przychodzą mi z trudem, ale tym razem chodzi o coś więcej. Pewne jest, przynajmniej dla mnie, że Pyza i Wikło nie wzięliby się za taką bombę, jak gazowa afera z udziałem Pawlaka, gdyby nie mieli mocnych argumentów.



share

Uwaga! Felieton nie dotyczy Ryszarda Petru i jego koleżanek z Nowoczesnej, przynajmniej nie na tym etapie. Co do reszty tak zwanej opozycji, to bywa różnie, ale generalnie wszystko, co zostało zawarte w tytule się zgadza. Hanna Gronkiewicz-Waltz powtarzając głupoty o niekonstytucyjności Komisji Rewizyjnej doskonale wie, że robi z siebie sprawną intelektualnie inaczej, ale jaką ma alternatywę? Może się przyznać, że była odpowiedzialna i czerpała zyski ze złodziejstwa, które miało miejsce w ratuszu albo może robić z siebie niemądrą panią prezydent. Przy takim wyborze i przy tych kadrach nie ma wyboru. Proste, prawda?

Strony