afera



share

Głowa mnie boli od walenia w mur, ale taka to robota w polskiej rzeczywistości medialnej i politycznej. Indolencja prawicowych mediów i polityków w zakresie kreowania i narzucania tematów: dnia, tygodnia, roku, jest przygnębiająca i anegdotyczna. Czasami człowiek ma wrażenie, że gdyby nawet podać na tacy głowę lewicowego polityka, to prawica w ciągu minuty zajęłaby się rozważaniami, czy możliwe jest przyszycie głowy albo zaczęłaby deliberować, czy nie doszło do profanacji wygrawerowanych wartości: „Bóg, honor, Ojczyzna”. Pewnie, że można uznać tak daleko posuniętą krytykę za efekciarstwo, ale do czasu zderzenia z rzeczywistością i konkretnym, niepoliczalnym już przykładem indolencji.



share

Coraz ciężej w przestrzeni publicznej o treść, która nie byłaby brednią, machloją, łgarstwem, zwykłą blagą. Twórcy tej moralnej i intelektualnej paszy dla ludzi, doskonale zdają sobie sprawę z mechanizmów rządzących tego rodzaju przekazami. Główny tryb mechanizmu to zwykle ludzkie lenistwo i niechlujstwo, nie chce się jednemu z drugim sprawdzić jaką paćkę połyka i tak się tworzy masowe przekonanie, że co się pojawi w gazecie, czy Internecie ma jakikolwiek związek z rzeczywistością. Z wybrzmiałej już ”afery” KNF zostały trzy słowa: „40 milionów” i „szumidła”. Taka jest percepcja masowego odbiorcy i taki przekaz do niego dostosowany.



share

Jak nigdy jestem rozdarty moralnie i intelektualnie, co ma wpływ na moją reputację nieomylnego i wszystko wiedzącego geniusza. A tak poważnie, to nie cierpię hamletyzowania i tych wszystkich fraz „zgoda, ale”. Tym razem jest inaczej, zgadzam się ze wszystkim sceptykami, że ekstradycja Dariusza Przywieczerskiego z USA nie będzie żadnym przełomem i niczego nowego do najgłośniejszej afery z początku lat 90-tych nie wniesie. Jestem też skłonny przyznać rację, że jest to swego rodzaju spektakl polityczny, ale tu się pojawia pierwsza i główna wątpliwość.

Strony