Polityka



share

Odetchnęłam z ulgą, po komentarzu premiera w sprawie PZPNu. Dzisiejsze czytadło bliżej nie określonej frakcji " Dziennik" już od rana z wielkim uśmiechem głosiło , że minister sportu skapitulował na rzecz PZPNu i jego mafijnych koleżków z FIFA I UEFA. Już miałam wieszać psy na Drzewieckim i wytykać mu brak męskiego przyrodzenia, kiedy objawił się Tusk z zapewnieniem, że minister sportu nie ma zamiaru wycofywać kuratora ani ulegać szantażom PZPNowskiej familii.
"Co nam po eliminacjach, które będziemy przegrywali, po klubach, które będą masowo odpadały, co nam po piłce, gdzie strach wejść na trybuny i gdzie złodziej pogania złodzieja. Dosyć tego bałaganu. Najwyższy czas, aby umieć zaryzykować. Jeżeli Drzewiecki wytrwa w stanowczości, ma moje poparcie ." tak argumentował Tusk, swoje poparcie dla ministra sportu.
Brawo , tak trzymać.
*******



share

Jak podają media :"Wizytatorzy delegatury Małopolskiego Kuratorium Oświaty w Wadowicach rozdali oświadczenia dyrektorom małopolskich szkół, by ci uporali się z dramatycznie malejącą frekwencją na lekcjach religii. " Oto treść tego oświadczenia: "Będąc odpowiedzialnym za moje wychowanie w wierze, wyrażam życzenie uczestnictwa w zajęciach z religii katolickiej? i żądają pod tymi oświadczeniami podpisów zarówno dzieci jak i rodziców.
Nie ma takiego prawa , które siłą zaciągnęłoby kogokolwiek na lekcje religii, więc po co te szopki? To i tak nie poprawi frekwencji na lekcjach , które są jawną kpiną i nie sprawdzają poziomu wiedzy o religii .To są lekcje nauczania pacierzy, które powinny mieć miejsce , jak ongiś bywało w salkach przy kościelnych i powinny być dobrowolne. Żaden ksiądz nie jest w stanie zmusić kogoś do wiary w Boga , szczególnie poprzez klepanie pacierzy i opowiadaniu przypowieści z biblijnych.



share

Przychodzi baba do apteki... tak, wiem, zaczyna się jak dowcip z brodą dłuższą niż u Świętego Mikołaja. A nawet niż u Santa Clausa z reklamy Coca-Coli. Ale cóż począć, czasem się babom zdarza zachorzeć. Przychodzi więc baba do apteki i prosi o coś na chorobę prezydencką. Pigularz, myśląc mało-wiele, czym prędzej podaje jakąś smectę, stoperan, czy co tam daje się babom cierpiącym z powodu rozwolnienia, baba uszczęśliwiona - i w tym momencie włącza się kolejny pacjent ze stojącego przed okienkiem ogonka:
- Panie magister, ale ja to bym uważał. Ona już sama nie wie czego chce.
- ???
- Bedzie ze trzy lata, jak tak samo prosiła o alkaprim dla Józka, kiej se popił.
Kolejka w śmiech, aptekarz walczy o utrzymanie zawodowej powagi, i widać że przegrywa, baba czerwona niczym świeżo ugotowany rak, dzień jak codzień w małej apteczce na zadupiu...

Strony