Polityka



share

Życie nie tylko polityczne, jest wyjątkowo przewrotne. Gdyby kilka lat temu, w gorącym czasie składania wet przez Andrzeja Dudę, co wywołało wściekłość najwierniejszego elektoratu PiS, ktoś powiedział, że w kampanii prezydenckiej 2020 roku sądownictwo będzie największym atutem Andrzeja Dudy, usłyszałby ode mnie: „wypad pajacu”. No i co? No i dziś musiałbym sam wypaść pajacem, bo to już niemal przesądzone, że nowelizacja ustaw sądowniczych i wybory nowego prezesa SN będą osią kampanii wyborczej i co więcej silnym elementem mobilizującym elektorat prawicowy. Mało jest rzeczy tak jednomyślnie odczytywanych i przez „beton” i tych umiarkowanych. Kasta ciągle wzbudza odruchy bezwarunkowe, w tym odruch wymiotny.



share

„Na sali wielkiej i błyszczącej tak jak nocne Buenos Aires, które nie chce spać” – w tym miejscu muszę wersy z hitu „Budki Suflera” brutalnie uciąć, bo dalsza treść nijak do kolejnej debaty o praworządności w Polsce nie pasuje. W sali Parlamentu Europejskiego orkiestra nie stroiła instrumentów, by zagrać nowe tango, tylko puściła z playbacku kompletnie zużytą śpiewkę. Debata w sprawie przekazania przez KE skargi do TSUE ekscytowała wyłącznie grupkę deputowanych i to tę samą od lat.



share

W natłoku zajęć nie mam tyle czasu, aby przeanalizować każdy paragraf z podpunktem i jeszcze prześledzić orzecznictwo, ale podstawowe dane wystarczą, żeby ocenić najnowszy ruch KE. Przede wszystkim zacznijmy od rzeczy podstawowych. Mamy dwie duże sprawy na stole europejskim, to jest odwieczna walka ideologiczna i budżet, do którego pierwszy raz nie dołoży się rozsądna i uciekająca z UE Wielka Brytania. „Wartości europejskie” to neomarksizm w czystej postaci i tutaj Polska z Węgrami zawsze będą na cenzurowanym dla samej zasady. W Polsce mogłoby nie być sądów albo pierwszy sekretarz PO mógłby wydawać wyroki i żaden TSUE, by tego nie kwestionował.

Strony