Polityka



share

Powoli rusza cała ta machina wyborcza ze wszystkimi jej wadami, zaletami i śmiesznostkami, a ponieważ to nie pierwsza kampania jaką obserwuję, to mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że mnie nic nie zaskakuje. Mamy kilkoro kandydatów i znów się powtarza ten sam scenariusz, czyli po pierwsze wszyscy przeciw PiS, choć wszyscy mówią, że mają program dla Polski. Po drugie nikt poza kandydatem PiS nie jest w stanie sformułować jasnych postulatów, ściśle związanych z codziennością, realnym życiem po prostu. Po trzecie przeciw konkretom jedynego poważnego kandydata, cała reszta rzuca bajki i baśnie opowiadane w takim rozkroku „zadowalającym wszystkich”, że aż kości trzeszczą.



share

Bywam przesądny, ale nie zamierzam się bawić w przesądy, chcę opisać rzeczywistość taką, jaka ona jest, bez marudzenia o pysze kroczącej przed upadkiem. W tej chwili po stronie największej partii opozycyjnej nie ma jednego polityka, który swoim potencjałem intelektualnym, nie mówiąc o moralnym, byłby wstanie się zbliżyć do polityków PiS z drugiego szeregu, na przykład Michała Dworczyka. O drugim Kaczyńskim, Dudzie albo Morawieckim nie mają co marzyć, a wybór Kidawy-Błońskiej ma tyle wspólnego z drugą Beatą Szydło, co piszący te słowa z czternastoletnią anorektyczką.



share

Zaledwie wczoraj popełniłem felieton, który już dziś nabrał pełnej mocy sprawczej. Nie był to jakiś wielki wyczyn, ustawienie tematu „kasty” jako osi prezydenckiej kampanii wyborczej nie grzeszy szczególną oryginalnością, ale stało się faktem. Przemówienie Andrzeja Dudy w Zwoleniu zrobiło prawdziwą furorę i spodobało się najbardziej wymagającemu elektoratowi, o co tak łatwo nie jest. Bardzo długo wielu zawiedzionych wyborców pamiętało o wetach „sądowniczych” i krzyczało, że nigdy więcej „ten zdrajca” głosu nie dostanie. Opadły emocje, a raczej przyszły nowe i wszystko zaczęło się zmieniać na korzyść Andrzeja Dudy.

Strony