Kultura



share

Madzia Środa, znana szerzej, jako prof. Magdalena Środa, oburzyła swoimi ostatnimi naukami z fejsbukowej katedry nauk wszelakich i jakichkolwiek, liczne środowiska prawicowe.

Nie rozumiem tego oburzenia. Po pierwsze Madzia twierdzi, że należy chodzić tam, gdzie można spotkać ludzi prawdziwie wierzących w Boga:

Nic się nie zmieni dopóki nie zaczniemy bojkotować kościołów lub chodzić tylko tam, gdzie są księża wierzący w Boga…

Implicite mamy tutaj powiedziane, że jest źle, a poprawić się może, jeśli zaczniemy.. itd.

Następnie, Madzia strasznie psioczy na kulturę i elementy naszej tożsamości narodowej sięgające średniowiecza. Wszyscy wiemy, na jakim nieśrdniowiecznym poziomie jest profesura Madzi Środy. Profesura  -   czyli średniowieczny wynalazek i  nasz kulturowy, żywy do dzisiaj, fenomen intelektualny. Tutaj też by się zgadzało.



share

Pan Hartman i inni fiksaci intelektualni usiłują od lat nawrócić Polaków na nową świecką tradycję nazywania małżeństwem grupy pederastów uprawiających swoje seksualne ekscesy, czy też umożliwieniu starym wstrętnym babsztylom, z mentalnością importowaną ze starożytnej wyspy Lesbos, adopcji dzieci

Chodzi o zaproszenie przez red Memchesa na dyskusję do Polskiego Radia pana Hartmana, intelektualnego zboka i polakożercę, za co został wyrzucony z roboty

Od razu podniósł się głos obrońców niezależności dziennikarskiej oraz wolności słowa, a przy okazji kolegów pana Memchesa - poszukiwacza prawd objawionych ukrytych w umysłach dewiantów seksualnych

To, że  Polskie Radio ma ustawowy obowiązek realizowania misji społecznej w oparciu o określone wartości, nie ma tutaj najmniejszego znaczenia - kolega został wyrzucony z roboty, nieważne za co, ale trzeba go bronić do upadłego



share

Obym się nie mylił i czegoś nie wykrakał, ale wydaje się, że przynajmniej w Polsce złoty wiek dla tęczowych zboczeńców i postępowych ideologów minął. Nie twierdzę, że wszystko jest normalne i nastał błogi spokój, ale najgorsze chyba już za nami. Jeszcze kilka lat temu istniało realne zagrożenie w postaci „dżenderyzmu”, który miał trafić do przedszkoli i szkół. Podstarzałe aktywistki, aż piszczały na samą myśl, że Polska może się zbliżyć do modelu skandynawskiego. Szczęściem do postępu nie doszło i z całą pewnością powodem jest religijność Polaków, jednak nie przeceniałbym jednego elementu, tu raczej zadziałał szerszy kontekst kulturowy. Bez względu na wyznanie i preferencje polityczne Polacy po prostu takiego ideologicznego łajna, jak wybieranie przez dzieci płci nie są w stanie zaakceptować.

Strony