Jeszcze raz o szczawiu, ale tym razem z bolesnymi niuansami…

Prześlij dalej:

Pakuje się na grząski grunt, bo ktoś, przynajmniej od czasu do czasu, musi to robić. Wszyscy dokoła mają pretensje do wolności słowa, do czytania ze zrozumieniem, do traktowania zjawisk łacińskim wzorcem ad rem, nie ad personam. Skoro takie są oczekiwania to trzeba się trzymać wytycznych i dodać niuanse. Gdyby jakikolwiek pisarz kierował się kategoriami politycznymi nie mielibyśmy klasyki literatury, a zamiast tej niepowetowanej straty biblioteczne półki zalałyby instrukcje obsługi ciemnego ludu. Przeczytałem wypowiedź socjopaty Niesiołowskiego i ze wstydem przyznaję, że pierwszy raz przeczytałem słowo w słowo. Trudno i tylko ja wiem jak bardzo trudno mi przechodzi przez klawiaturę wystukanie „ad rem”, ale w tej wypowiedzi, co do generaliów można się tylko przypieprzyć „ad personam”. Cytuję autentyk: „Pamiętam jak ja chodziłem do szkoły, to wtedy rzeczywiście jeśli ktoś miał bułkę, kawałek czekolady, to było daj gryza. Myśmy grali w piłkę, bo była przerwa, to wyjedliśmy cały szczaw z nasypu i wszystkie śliwki ulęgałki, mirabelki jedliśmy. Dzisiaj te wszystkie gruszki, śliwki leżą i nikt tego nie zbiera. Chłopaki grają w piłkę na tych samych boiskach, szczawiu nikt nie zjada. Ja nie mogę słuchać o przynajmniej 800 tys. głodnych dzieciach”. Tak po prostu było i jest, nawet za czasów mojego pokolenia było i w pokoleniu mojego dziecka nie jest. Odrażający typ przekazał autentyczny historyczny fragment tamtej rzeczywistości. Więcej to jest kawał bardzo dobrej roboty literackiej w gatunku naturalizm. I co się dzieje z tym dorobkiem przepuszczonym przez politykę? No właśnie, tu się zaczynają niuanse. Cierpiałem pisząc „ad rem” nie tylko z powodu „ad personam”, cierpiałem przede wszystkim z powodu kontekstu. Nie sposób wysłuchać spokojnie nawet najbardziej trafnej i cennej relacji, gdy słowa spisuje niewłaściwy człowiek w niewłaściwym kontekście.

Strony

7294 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Matka Kurka

Autor artykułu: Matka Kurka

7 (liczba komentarzy)

  1. Oddzielanie twórcy od tworzywa i produktu jest piekielnie trudne. Wczesne komuchy dla ułatwienia stosowały zasadę: "nieważne co kto mówi, ważne z jakich pozycji".
    Gdy mówił szczery komunista, to robił konstruktywną krytykę, gdy to samo rzekł przedstawiciel sił antysocjalistycznych, był psem łańcuchowym reakcji.
    Dla nas decydował fakt, że to Niesioł, ta łajza, śmiał zaniżać liczbę ofiar Tuska.
    Gadanie Wałęsy dało słabszy efekt dezorientujący, bo przywykliśmy.
    Istotne, że żadna wypowiedź Tuska, nie zrobi podobnej kariery. To co on sobie gada nie interesuje już nikogo naprawdę. Taki monotonny szum morza bez podstawy prawnej i mocy sprawczej.

  2. avatar

    Za każdym, a żeby nie przesadzać, prawie za każdym razem jak czytam Twój komentarz do tekstu, zastanawiam się, czy warto pisać strony skoro komentarz w trzech zdaniach powie to samo.

  3. Tak mi się robi kiedy zgadzam się z tekstem. Zamiast komentarza wychodzi streszczenie.
    Tak czy siak, muszę mieć podkładkę wysokiej klasy, sam z głowy bym nic nie napisał.

  4. Pewnie niewielu pamięta, ale za PRL w naszej telewizji doszło do niebywałego skandalu.
    Otóż w programie o tytule (z pamięci) "Tak jest, jak się Państwu wydaje" zebrano grono wybitnych znawców muzyki klasycznej. Nastepnie puszczono im 4 filmy z wykonaniem jakiegoś znanego, klasycznego utworu i poproszono o recenzję. Dodam, że dwa wykonania był światowej sławy wirtuozów fortepianu, a dwa studentów Akademii. Oczywiście nad wirtuozami cmokano, lubowano się w smaczkach, niuansach, po prostu miodzio. W przypadku studentów były zastrzeżenia, wskazywano na błędy, potknięcia itp. Potem puszczono sam dźwięk z podaniem wykonawców, tylko telewidzowie wiedzieli kto gra. No i wtedy się zaczęło. Znowu były oceny, krytyka, pochwały. Chwalono studentów, ganiono wirtuozów:-) Żeby było jeszcze śmieszniej okazało się, że podłożony pod filmy dźwiek byłą w 4 przypadkach tym samym wykonaniem. Siła sugestii:-) Wybuchł skandal, program zdjęto z anteny, ale mi do końca życia podważono zaufanie do opinii tzw. krytyków.
    Zgadzam się z tezam MK.

  5. Tak, pamiętam, puścili koneserom kilka razy tą samą taśmę w jakoby różnych wykonaniach. Niezłe jaja, jeden z ekspertów nawet potem jakoś się próbował tłumaczyć.
    Ale to nie był aby "Pegaz" czy "Camerata"?

  6. a powtórek w tym czasie nie było:-) Nawet gdyby były, to tego by drugi raz nie puścili. Kompromitacja po całości.
    MK ma całkowitą rację, ja Kaczora słucham bezkrytycznie, a na widok Tuska przełączam kanał.

  7. avatar

    Jest okazja...

  8. Strony