Prześlij dalej:

Pierwsza część tytułowego zdania to już niemal związek frazeologiczny. Jak się dobrze przyjrzeć i wsłuchać w wypowiedzi celebrytów hołdujących nowoczesnym wartościom, to chyba nie dostrzeże się jednego, który by się tą frazą nie popisał. Rzeczywiście dla wielu jest gorzej jak za komuny, bo wielu z nich jako dorośli albo dzieci obserwowali świat zza żółtych firanek. Starsi wiedzą o czym mowa, młodszym wytłumaczę, że za „żółtymi firankami”, członkom PZPR i zasłużonym dla ludowej ojczyzny, sprzedawano towary reglamentowane, których zwykły Polak nie mógł nawet powąchać.

W PRL-u przywileje za wierność władzy były czymś na porządku dziennym i nie mogło być mowy o karierze, jeśli ktoś się oficjalnie stawiał władzy. Trzeba jednak dobrze rozumieć sprzeciw i w żadnym razie nie chodzi o jakieś tam wygłupy, typu nakręcenie filmu, czy napisanie książki. Nawet do „Solidarności” można się było zapisać i to władza ludowa też potrafiła uszanować, o ile w odpowiedniej chwili obywatel zachował się tak, jak od niego oczekiwano. Jedynymi autentycznymi buntownikami z wyboru byli albo przedwojenni przedstawiciele inteligencji albo dysydenci, czyli dawni miłośnicy partii rodzicielki, którzy zeszli „na złą drogę”. Do pewnego poziomu władza pozwalała żyć po swojemu, prowincjonalny aktor mógł chodzić do kościoła, studentowi pozwalano się doktoryzować. Bywało i tak, że w wyniku koligacji lub wieloletnich znajomości, pierwszy sekretarz PZPR ratując sobie stołek prosił bezpartyjnego kolegę, aby wziął robotę dyrektora i spróbował wykonać plan. Owszem, zdarzały się takie przypadki, ale wszystko do określonego pułapu.

Nikt w PRL-u nie miał prawa zostać rektorem, telewizyjną prezenterką, wybitnym aktorem lub naukowcem wykładającym na socjalistycznych i kapitalistycznych uczelniach. Zawsze i wszędzie władza od takich wymagała nie tylko lojalności, ale zaangażowania w budowanie realnego socjalizmu. Dzisiejsi moralizatorzy, choćby taki Stuhr, Olbrychski, Pszoniak, Englert, wygłaszają swoje demokratyczne tyrady i robią to bez najmniejszego zażenowania. Łatwo im idzie, bo po 1989 roku nagle poznikały wszystkie stare kroniki i uroczyste wręczanie orderów typu: „klapa, rąsia, goździk, buźka”. Przepadło, zagubiło się, nikt nie słyszał, nikt nie widział, kamień w wodę. Za to w nadmiarze można podziwiać „bohaterstwo” towarzyszy aktorów i towarzyszy pisarzy, którzy z narażeniem życia decydowali się zagrać lub napisać scenariusz do filmu krytycznego wobec władzy. Taki na przykład „Popiół i diament”, nie do pomyślenia, że coś podobnego za PRL-u powstało, przecież to o „Żołnierzach Niezłomnych” było. Nie, to była bajka towarzysza Jerzego Andrzejewskiego, który do PZPR wstąpił w czasach stalinowskich i przez dwie kadencje był posłem PRL-u. Z PZPR wystąpił dopiero w 1957 roku, po tak zwanej odwilży, gdy Gomułka wyszedł z więzienia i wziął rewanż na stalinowskiej żydokomunie.

Strony

Źródło foto: 
20966 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Matka Kurka

Autor artykułu: Matka Kurka

19 (liczba komentarzy)

  1. avatar

    Mimo tego nieefektywnego ustroju, jakim był socjalizm, Polska była potęgą gospodarczą. Zachód był za żelazną kurtyną, a towarzysze na wschodzie mieli interes w rozwoju gospodarczym, gdyż zabierali prawie wszystko, co produkowaliśmy. Gdyby nie zdrada, gdybyśmy pozostali przy potencjale po komunie, nie dali sobie go zniszczyć, nie zapisywali się do gremiów typu Unia, ale rozumnie dokonywali modernizacji technicznej i organizacyjnej, dziś bylibyśmy potęgą gospodarczą większą niż nasi zachodni sąsiedzi. Dziś rozdawalibyśmy karty w regionie.

    Obecnie jest kamieni kupa. Szkoda tych lat ciężkiej pracy po wojnie.

  2. avatar

    Trzeżwe(?) zdania, do przemyślenia, solidnego przemyślenia:

    "Po kolejnym złudzeniu odzyskania wolności, ludzie ciężko doświadczeni i głęboko niezorientowani zrobili odkrycie następujące – to nie wolność, to kradzież. Ograbili nas, a mieliśmy produkcję, przemysł, kopalnie i huty. Niczego nie mieliśmy. Kopalnie, huty i produkcja, są w istocie własnością tego, kto odbiera ich urobek, albowiem to on kreuje rynek. Powtarzam więc – nie mieliśmy niczego, a błąd który popełniamy stale, ma swoje źródło w innym miejscu i w innym czasie."

  3. avatar

    Ten cały przemysł, który był,  był zbudowany przez Polaków i na terytorium Polski. Zmiany polegały na tym, że już nikt nas nie zmuszał, żeby produktami załadowywać wagony i wysyłać w ramach "handlu RWPG". Wytwory przemysłu mogliśmy sobie w Polsce zatrzymać, albo je sprzedać na zewnątrz. Ci, którzy tu piszą, nie zdają sobie sprawy, jak było. Proponuję wyszukać jakąś książkę telefoniczną z tamtego okresu i zobaczyć, ile było firm. Chociażby tylko to. Może pamięć mam słabą, ale jeszcze pamiętam, ile było wkoło firm i o jakim potencjale.

  4. avatar

    Może czytaj 3 razy - Boh trojcu lubit - ze zrozumieniem "co, od czego, jak" zależy.

    Hinty: Facet który skopie mi ogródek nie będzie właścicielem ani ogródka ani plonów a  między  potencjałem a siłą  jest jeszcze działanie gradientu :)

  5. avatar

    Jak na razie jesteśmy u siebie i nie "kopiemy cudzego ogródka". No, chyba, że nie jesteśmy u siebie i nas "ma" jakaś inna niepolska, ciemna siła. Jeśli tak, to te wszystkie dyskusje tutaj nie mają żadnego sensu.

  6. avatar

    Pytanie 'kto nas "ma"' jest , jak dla mnie, za trudne.

  7. avatar

  8. avatar

  9. Aktorzy są po to by grając innych nas zabawiali. I tylko tyle. Robienie z nich autorytetów moralnych jest śmieszne.

  10. amen

  11. Strony