Prześlij dalej:

Zanim się cała akcja ze szczuciem i opluwaniem Kaczyńskiego rozkręciła na dobre, napisałem parę słów o tym, jak to się skończy. Moja „przepowiednia”, owszem była dowcipna, ale to nie znaczy, że nie zawierała poważnego zagrożenia dla Geralda Birgfellnera. Jak najbardziej serio pisałem, że wybór pełnomocników grozi austriackiemu klientowi postawieniem zarzutów karnych. Póki co takich zarzutów jeszcze nie ma, ale Gerald Birgfellner już zapłacił 6 tysięcy kary za odmowę stawienia się w prokuraturze. Wiadomo też, że od faktury (refaktury de facto) na ponad 1,5 miliona złotych, którą każdy może wystawić każdemu, nie odprowadzono VAT, co jest przestępstwem karno-skarbowym.

Nie koniec na tym. Giertych w desperacji usiłował zmienić zeznania swojego klienta, bo na razie są to zeznania, a nie wyjaśnienia, co ma kolosalne znaczenie. Niewtajemniczonym wyjaśnię, że zeznania składa świadek, natomiast wyjaśnienia podejrzany lub oskarżony, z tym, że świadek często zmienia swój status na podejrzanego. Wreszcie wyjaśniła się inna okoliczność i desperacja Giertycha. Pełnomocnik Geralda Birgfellnera wysłał do Jarosława Kaczyńskiego i spółki „Srebrna” wezwanie przedprocesowe do uregulowania należności w kwocie 50 tysięcy i 1,5 miliona złotych. Jest to normalna procedura, wręcz wymóg przed wniesieniem pozwu, ale „Gazeta Wyborcza”, z którą Giertych jest w stałym kontakcie, napisała, że Gerald Birgfellner nie zamierza składać pozwu, jeśli nie odzyska środków, poprzez wezwanie.Dlaczego? Odpowiedź to banał, od każdego żądania zadośćuczynienia trzeba wnieść 5% opłaty i jak łatwo policzyć od 1,5 miliona złotych jest to 75 000 zł.

Giertych zamiast walczyć o interesy klienta poszedł z nieopłaconą „fakturą” na drogę karną, aby wywołać polityczną zadymę i najprawdopodobniej wiedział, że przy takiej „dokumentacji” w procesie cywilnym żaden sąd nie uwzględni roszczenia i do kosztów opłaty sądowej, dojdą koszty procesowe, które trzeba będzie Jarosławowi Kaczyńskiemu i „Srebrnej” zwrócić. W tym miejscu wypadałoby umieścić podsumowanie działań „mecenasów”, ale to ciągle nie koniec. Nadal nie wiemy, czy Gerald Birgfellner zamierza się stawić w prokuraturze, co wiąże się z nowymi karami finansowymi, ale jeszcze ważniejszy jest zgromadzony przez prokuraturę materiał dowodowy. Nie ma oryginalnych taśm z nagraniami, co obniża wiarygodność Austriaka, są za to nagrania, które niemal jednoznacznie świadczą o tym, że Austriak usiłował wręczyć Kazimierzowi Kujdzie łapówkę. Do tego zeznał, że łapówkę wymusił na nim Jarosław Kaczyński, co oznacza, że znów popełnił przestępstwo polegające albo na wręczeniu korzyści materialnej albo na składaniu fałszywych zeznań.

Dopiero teraz można przejść do podsumowania. Przy takim prowadzeniu sprawy, w mojej ocenie, obaj mecenasi powinni ponieść konsekwencje, co najmniej w wymiarze dyscyplinarnym. Krótko mówiąc adwokat pod żadnym pozorem nie może świadomie szkodzić swojemu klientowi i przedkładać interesy polityczne, nad interes mocodawcy, co w tej sprawie i dziecko gołym oczkiem widzi. Jakkolwiek nisko ocenimy kompetencje zawodowe Giertycha, a jest to najbardziej przereklamowany adwokat w Warszawie, to i Giertych musiał wiedzieć czym grozi przyznanie się do wręczenia łapówki, czym grozi nieodprowadzenie należnego podatku VAT i jakie są konsekwencje składnia, nazwijmy to na tym etapie, niespójnych zeznań pod rygorem art. 233 k.k., czyli składanie fałszywych zeznań i zatajanie prawdy.

Strony

Źródło foto: 
17948 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Matka Kurka

Autor artykułu: Matka Kurka

5 (liczba komentarzy)

  1. avatar

    Bo to wszystko to austriackie gadanie

  2. Ciekawe kto Austriakowi podsunął takich obrońców?

  3. Wypadałoby życzyć koniowi stu lat życia i dalszych sukcesów w uwalaniu swoich mocodawców :)

     

     

  4. Nie mogę się oprzeć wrażeniu że wspomniany mecenas wykonuje dobrą robotę dla PiSu. Niech dalej tak trzyma.

  5. Matka dobrze o tym wie.

    Duet G. i D. to nie idioci, ale politycy, a i sam "pan Bergfellner" nie wierzył w sukces. Wszystko ma się skończyć pozwem przed sądem Austrii i dopiero wtedy rozpędzi się propagandowy pociąg.

    Smutne jest tylko to, że poważną inwestycję od początku prowadzono, że "bo w rodzinie"?

    Chciałbym się w końcu dowiedzieć, ile takich inwestycji wcześniej prowadził "pan" B.

  6. Strony