Gdzie była żandarmeria i dlaczego marsz bez żadnych formalnych przeszkód odbędzie się za rok?

Prześlij dalej:

Wystarczy popatrzeć na scenariusz zdarzeń, aby wiedzieć, że jest to rzecz idealnie spisana i odegrana pod Prezesa PiS. Bóg jedyny wie jaka łaska spadła na Kaczyńskiego, że podjął jedyną słuszną decyzję i nie dał się wciągnąć na plan inscenizacji, ale gdyby się dał wepchnąć w kadr, to największy grafoman dalsze sceny dopisałby idealnie. Płonie tęcza zboczeńców, płonie ruska budka na terenie ambasady, łysi biją lewackich „bezdomnych”, a w opuszczonej ruderze są dzieci. Na wszystko patrzą najznamienitsze delegacje z całego świata, które obradują jak uratować Ziemię gasząc światło w Polsce. Nie ma rady, wojsko musi wyjść na ulice i uratować nie tylko podpaloną przez Kaczyńskiego Polskę, ale ma obowiązek ratować świat zgromadzony na stadionie z dachem. Taki Psycho Killer był przygotowany i końcową sceną byłaby skrzywiona twarz Kaczyńskiego z uniesioną w górę ręką, na tle płonącej Warszawy. „Będziemy silni!” – krzyczy Kaczor w ostatnich słowach i wtedy upada płonąca sylwetka lewicowego nie wiadomo co, które jeszcze nie wybrało sobie płci, ale jako nieletnie było i jest molestowane przez księdza. Kaczyński popsuł film, z wielkiej sensacji zrobiła się mydlana komedia, a reżyser Tusk wyszedł po projekcji i kompletnie załamany mówił coś o nieistniejących statystach, którzy zawalili produkcję. Żandarmeria nie wyszła z koszarów, na ulicy pojawił się tylko jeden czołg Komorowskiego, światowe delegacje chyba nawet nie wiedziały co się dzieje, jedynie Ruscy zrobili musztrę chłopcom od Sikorskiego i całej ekipie rządzącej. Takiego obrotu scenariusza twórcy komedii mydlanej się nie spodziewali, trudno w to uwierzyć, ale jestem przekonany, że się nie spodziewali. Włożyli w produkcję nadludzki wysiłek i pokładali niewyobrażalne nadzieje. Warszawa w ogniu plus ciche błaganie o krew płynącą po ulicach, to był ostatni wielki sen Tuska, zakończony brutalnym przebudzeniem. Trudno dociekać jak sobie Donald wyobrażał szczęśliwy dla niego finał, skoro od wielu dni było wiadomo, że Kaczor nie wejdzie do pułapki. Przypuszczam, że to wynik desperacji, że to balansowanie na ostatniej desce ratunku z brzytwą w łapie, ale być może są jeszcze głębsze, bardziej spaczone psychicznie powody, w które boję się wnikać.

Strony

20946 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Matka Kurka

Autor artykułu: Matka Kurka

30 (liczba komentarzy)

  1. się stare powiedzenie, że tak czy owak, winien Nowak. PiS powinien powołać zespół prawników, który za wypowiedzi, że to "dzieci PiS-u" brały udział w zainscenizowanych burdach, wytaczać sprawy sądowe.
    Na ten jeden raz stanę się wredny i zapytam organizatorów marszu: czujecie się spełnieni? Czy do twarzy wam z obrazami TVN wyrywanych drzewek, kostek brukowych i płonącej tęczy? Teraz weźcie to po męsku na klatę. Nie wiem co wam przyświecało, ale wiem, że doświadczenie poprzednich marszy nakazywały czujność. I gdzie teraz jesteście? W czarnej dupie, gdzieś pomiędzy Sienkiewiczem, a ruską ambasadą.

  2. avatar

    Dzisiaj  u  Morozowskiego   Sowa  zwany  księdzem  uderzył  wlaśnie  w  tę  narrację, tzn. "no  tak.. Kaczyńskiego  nie  było, ale  właściwie  to  tak  jakby  był". Potem  przypomnieli  beznadziejnie  głupią  wypowiedź  Tuska  z  lotniska. A  potem  przeczytałam, że  ambasador  rosyjski  to  samo  gada: pewnie  podrzucono  mu  gotowca. Swoją  drogą  Kaczyński  musi  mieć  niezły  ubaw. Zakładam, że  to  go  już  nawet  nie  denerwuje. To   wrabianie  Kaczora  we  wczorajszą  hucpę  jest  tak  durne, że  aż  śmieszne.
    Obawiam  się  tylko, że  znajdzie  się  jeszcze  całkiem  pokaźna  gromadka  idiotów, których  to  przekona.

  3. G@llux, cóż to za pretensje, nie chcę ja być wredny, ale to seria pytań z tvn-u albo i innej szczekaczki.

    Nie byłem organizatorem tego marszu, ale byłem uczestnikiem. Tak się przypadkowo stało, że szedłem akurat w takim miejscu pochodu, że dobrze widziałem, co się działo w okolicach "skłotu" i tęczy. Jedno i drugie wydarzenie było w miejscach oddalonych od trasy pochodu.  Nie będę wnikał w szczegóły topograficzne, a więc ogólnie. "Skłot" był odgrodzony przez policję (szereg pancernych) od uczestników marszu. W pewnym momencie dało się słyszeć zza pleców kordonu policyjnego intensywną, równomierrną kanonadę petard (mam to nagrane), wtedy z kolumny wyrwało się kilkunastu dryblasów, pozasłaniali twarze i ruszyli w stronę huków. Efekt był taki, że zostali pogonieni przez policję, uciekali szybko i gdy się wbili w marsz to było dosyć nieprzyjemnie (jedyny moment taki), ale szczęśliwie wszystko się szybko uspokoiło. Tęcza była parę kroków dalej. Akurat pochód się zatrzymał i miałem widok wprost na plac Zbawiciela, odległośc tęczy od pochodu to jakieś 200 metrów, na tym odcinku widać było bardzo niewiele osób i nagle kłęby czarnego dymu, a dalej piękna pochodnia tęczowa. A co się działo na placu Zbawiciela to widać dobrze na zdjęciu pod wczorajszym tekstem MK.

    Właściwie lista wykroczeń organizatorów i uczestników marszu mogłaby zostać znacznie wydłużona. Pewnie wczoraj w Warszawie było jakieś włamanie (a może i kilka), pewnie też kogoś okradziono gdzieś na Bemowie (dzielnica daleko od centrum) a może i jakieś morderstwo się trafiło. Z tym organizatorzy marszu też się powinni zmierzyć, nieprawdaż?

  4. A ile mogło być gwałtów,samogwałtów,wystawiaczy w parku-a wszystkiemu winien Kaczyński  i jego bojówki:))))

  5. No to chyba nie byłeś tylko wymyślasz-ten cały skłot jak piszesz nie był ogrodzony kordonem policji,ani innym  kordonem-policja znajduje sie od skłotu około 600 m.Policja w jakimś momencie dała znać organizatorom,żeby mieli na uwadze skłot bo tam znajdują sie nie bardzo  normalni ludzie,którzy mogą prowokować-ochrona marszu w ilości kilkunastu młodych gniewnych udała sie pod ten skłot i zaczęła go ochraniać przed ewentualnymi prowokatorami i wtedy zaczęły na nich lecieć butelki z benzyną i inne przedmioty ciężkie-i wtedy zaczęła sie jatka-policja zawiadomiona zjawiła sie po 20 min.-to nawet ciotka sienkiewicz potwierdza-

  6. Nie byłeś tam --policji tam nie było tylko ochrona marszu powiadomiona przez policję ,że pod tym skłotem jak piszesz może być niebezpiecznie pobiegła w dużej ilości i zaczęli ochraniać tam  koczujących osobników lewaków-lewactwo stało na dachu i zaczęło walić z góry butelkami z benzyną i przedmiotami ciężkimi-zaczęła się jatka-zawiadomiona policja przybyła dopiero po 20 min.-posterunek policji znajduje sie od tego miejsca ok.70m-nawet to potwierdził sienkiewicz-ide po was-

  7. Zazulo, ja pisałem, że policja blokowała możliwość wejścia w Skorupki. Z tego, co piszesz rozumiem, że to skłoty zaatakowały ochronę marszu, to niby skąd obwinianie marszu o atak? Faktem, że słyszałem dzisiaj w słowotoku, że już tydzień temu policja ostrzegała skłoty, że mogą być zaatakowani w czasie marszu, tym się tłumaczy ich przygortowanie bojowe.

  8. O planowanej zadymie w Warszawie wiedzieli wszyscy, ale ja tak sobie prywatnie typowałem, że będzie sie działo w Krakowie. Tymczasem u Kaczyńskiego był spokój w najlepsze.
    Zobaczymy jak mudżahedin Sikorski będzie tłumaczył się swoim szefom z Rosji, bo to jest najśmieszniejsze po wczorajszej operze mydlanej.

  9. Muszę przyznac, że cieszą mnie wszelkie rozruchy antypaństwowe. Szkoda że coraz cześciej musi je organizować władza. To niestety oznacza iż ona krzepnie zamiast się rozpadać, ale nie traćmy nadziei.
    W telewizji twierdzą, że wrogowie władzy powinni demonstrować cicho, spokojnie, godnie i niezauważalnie. Dopiero wówczas dziennikarze przestaną się wstydzić za naród.
    Aglikom, Szwedom, czy Francuzom wolno spalić pół miasta, ale wiadomo -  to wyższa cywilizacja, nie ma co porównywać.

  10. avatar

    może  na  przyszły  rok  inscenizacja  światło - dźwięk  będzie  jeszcze  bardziej  okazała  i  do  wyższej  cywilizacji  doszlusujemy  ;)

  11. Strony