Dwa tygodnie prezydentury Trumpa...

Prześlij dalej:

W Ameryce narasta nadzieja, chaos i histeria. Czy Ameryka jest w stanie dokonać przeorientowania z globalizmu w kierunku lokalnego patriotyzmu? Trump pozostał jednak sobą, nie jest czyjąś kukiełką, przypomina prezydentów marzycieli jak Ronald Reagan, czy JFK, ale to dopiero początek. Zwolennicy prezydenta Trumpa po dwóch tygodniach jego rządów są nim zachwyceni, jego przeciwnicy, już mają dość, są wprost przerażeni. Szybkość wprowadzanych przez Trumpa  zmian jest oszałamiająca, obserwatorów najbardziej bulwersuje to, że on rzeczywiście robi to co zapowiadał w kampanii wyborczej i to ma być polityk!?

W stosunku do krytyków prezydent nie przebiera w słowach, nie odpuszcza, atakuje, kosi,  ironizuje, miażdży. Drony medialnej kawalerii powietrznej lewicy, do niedawna pewne zwycięstwa swojego obozu, poduszkowi przygotowani do koronacji Hillary Clinton, jak kamikadze, wypatrują jakiegokolwiek potknięcia nowego POTUS-a gotowe go ośmieszyć, dokopać. Ich bratnie i siostrzane (Marsz Kobiet) jednostki protestują na skinienie dowodzącego lewackimi sotniami giełdowego spekulanta (jak niektórzy chcą Belzebuba) György Schwartz Sorosa.

Dla konserwatystów i ludzi wyznających zasady zdrowego rozsądku, Trump jest czymś tak oczywistym i pewnym, jak zapowiadane przez lewicę globalne ocieplenie, według ostatnich badań notowania nowego prezydenta podskoczyły już do 59%! Tyle, że Trump globalne ocieplenie uważa za chiński przekręt posklejany przez ośrodki globalistyczne, którego celem jest deindustrializacja Ameryki. Po marszu feministek oglądaliśmy coroczny Marsz dla Życia, w czasie którego po raz pierwszy wystąpił i przemawiał, ktoś tak ważny jak wice-prezydent Mike Pence. W tak powstałym kotle jedni przybierają uśmiech i nadzieję, inni zieją nienawiścią, wrzeszcząc o braku tolerancji i demokracji!

W nowej sytuacji ożywieni konserwatyści wierzą, że Trump jest Mojżeszem, który przerwie amerykańską podróż donikąd, najeżoną niepotrzebnymi kosztownymi wojnami na krańcach obcego zwariowanego świata, jak i będzie wierny swojemu wyborczemu hasłu: ”Przede wszystkim Ameryka!”. Jednak, nad coraz mniej pomarańczową czupryną głowy państwa zbierają się ciemne chmury. Jedne przysłaniają potęgę i wpływy już podupadającego  globalnego supermocarstwa, inne rzucają cień na przyszłość samej Ameryki.

Historycy powiadają, że z sekcji zwłok minionych imperiów wynika, że ich koniec spowodowany był zwykle samobójstwem. Przez ostatnie 250 lat obserwowaliśmy ciągły wzrost siły i znaczenia Ameryki na arenie światowej. Obydwie wojny domowe w Europie, rozlewające się następnie na cały świat, dały Ameryce okazję do osiągnięcia jej super mocarstwowej roli. Następnie jednak “interes narodowy” zaczął zanikać z radaru na korzyść globalnych interesów ponadnarodowych korporacji i banksterów.

To globaliści podbijając rynki świata swoją kontrolę nad nimi cementowali krwią amerykańskich chłopców w licznych interwencjach i wojnach. To oni w pogoni za wdzięcznie brzęczącymi srebrnikami pozbawiali Amerykanów szans na godną płacę i godne życie, przenosząc fabryki i stanowiska pracy do tańszych krajów w Chinach, czy innych krajach Azji. Dziś na fotografiach i filmach straszą puste, zaniedbane i czekające na wyburzenie, kiedyś tętniące życiem domy klasy średniej, gdzieś w zapomnianym Detroit, czy Chicago...

Strony

4531 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Jacek K.M.

Autor artykułu: Jacek K.M.