Prześlij dalej:

Nie ma dnia, żeby ktoś nie wypomniał Stanisławowi Piotrowiczowi przeszłości prokuratorskiej w PRL i jest to argument najcięższego kalibru. W przeciwieństwie do polityków i zwolenników prawicy, nie kupuję tej bajeczki, że Piotrowicz był w prokuraturze po to, aby ratować opozycjonistów. Być może zachowywał się niestandardowo, jednak w tym i w każdym tego typu przypadku zasada jest jedna. Sam udział w skompromitowanej formacji jest kompromitacją i tyle. Zupełnie inna rzecz to porzucenie złej drogi i wstąpienie na drogę dobrą. W tym miejscu Stanisław Piotrowicz odkupił swoje winy, bo bez wątpienia jest to jeden z tych ludzi, którzy walnie przyczynili się do wprowadzenia reformy sądowniczej.

Ocena polityka PiS ze strony tych, którzy zazwyczaj brzydzą się lustracją i „grzebaniem w życiorysach” jest jednak znacznie bardziej surowa niż wobec ewidentnych bandytów takich jak Kiszczak, czy Bauman. Gdy się słucha umoralniających uniesień, to trudno oprzeć się wrażeniu, że opisywany jest prawdziwy potwór, jakaś hybryda Hitlera i Stalina co najmniej. Taką metkę przyklejono Piotrowiczowi i chociaż jego obecność w peerelowskiej prokuraturze chwały mu nie przynosi, to szkody jakie wyrządził można uznać na kosmetyczne. Nijak się ma faktyczny grzech Piotrowicza do skali nagonki, jaką wokół niego urządzono. Po przeciwnej stronie mamy Józefa Iwulskiego, klasycznego oportunistę, który karierę zbudował na ludzkiej krzywdzie i pełnym oddaniu władzy ludowej, potem III RP. Nie można powiedzieć, że o jego przeszłości w mediach się nie mówi, tak nie jest, ale warto spojrzeć jak się mówi. Przede wszystkim dokładnie odwrotnie niż o Piotrowiczu.

Opinia publiczne jest częstowana pakietem bredni i figur retorycznych, jakie słyszymy od 30 lat: „takie były czasy, trzeba wziąć pod uwagę kontekst historyczny”, „po prostu stosował prawo, sędzia od tego jest”, „kto nie żył w PRL, ten nie ma prawa oceniać”, „obrzydliwe grzebanie w życiorysie, bo nie ma argumentów merytorycznych”. Czym wytłumaczyć te dwie, skrajnie różne, miary, jakie się przykłada do byłych funkcjonariuszy PRL-u? Dałoby się wytłumaczyć przynależnością do określonej formacji politycznej, ale to zbyt płytka analiza. Wbrew pozorom media i „elity” III RP potrafią się zaprzyjaźnić ze skrajną prawicą, jeśli tylko mają w tym interes, no i są jeszcze tak zwani „cywilizowani przedstawiciele prawicy”. Wyjaśnienie leży gdzie indziej, a przynależność partyjna to tylko desygnat, jakby powiedział intelektualista Rafał Trzaskowski. Chodzi o rzecz bardzo prostą albo jesteś z nami albo przeciw nam.

Stanisław Piotrowicz mógłby spokojnie być Józefem Iwulskim, a nawet Andrzejem Rzeplińskim i nikt by mu przeszłości nie wypominał, gdyby reprezentował właściwe interesy. Tak samo się dzieje z kompetencjami. Wróg PRL i III RP natychmiast popełnia „błędy warsztatowe”, ma niedostatki w wykształceniu i nie jest konstytucjonalistą. Zaangażowani w jedynie słuszną walkę o demokrację ludową lub liberalną, mogą się błaźnić dokumentnie, w życiorysie mieć same kompromitujące akapity, ale tak zostaną przez media i „autorytety” zaprezentowani, że przyjmą rolę wyroczni. Znów łatwo to pokazać na przykładzie dwóch nazwisk. Julia Przyłębska to sędzia, która spędziła na sali sądowej ponad 20 lat. Małgorzata Gersdorf jest prawnikiem, ale z tytułem radcy prawnego, nawet nie adwokata i nigdy nie orzekała w składach sędziowskich, za to reprezentowała TVN i jest politycznie związana z PO. Jak się przedstawia obie panie?

Strony

Źródło foto: 
11162 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Matka Kurka

Autor artykułu: Matka Kurka

8 (liczba komentarzy)

  1. No i ta zasadnicza różnica: Piotrowicz już od dawna jest nieczynnym "szatanem" stanu prawojennego i oficjalnie przeszedł do polityki. Rzepliński, Żurek, Gersdorf  i wulski wciąż mieszają w kotle. I są, no, jak to mówią? A, polityczni.

  2. Może bardziej obiektywna metoda oceny sędziów to kontrola skarbowa zdobytego majątku? Ponoć żaden polski sędzia by jej nie przeszedł z sukcesem. Te ich pałace za cholerę nie bilansują się z zarobkami.

  3. Iwulski z całym swoim życiorysem jest produktem Dudowego grzebania w reformie wymiaru sprawiedliwości.

  4. Tacy jak Iwulski mogli czuć się pewnie i bezpiecznie, gdyż chronieni byli przez przestępcze struktury lewackie, nawet takie o wymiarze międzynarodowym, a jest ich co niemiara z Amnesty International na czele. Odniosłem wrażenie, że dzisiejsze spotkanie Trumpa z Putinem dotyczyło właśnie tego tematu i chłopcy doszli do porozumienia jak tą najgroźniejszą dla ludzi zarazę unieszkodliwić. Była mowa o lewych pieniądzach i padło nazwisko Sorosa. Pozostałe sprawy odłożono na później.

  5. Gdyby tak było, to byłoby wspaniale. Osłabienie NWO leży w polskim interesie.

  6. Ewangelia Łukasza 15,7
    „W niebie większa będzie radość z jednego grzesznika, który się nawraca, niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy nie potrzebują nawrócenia".

  7. avatar

  8. Jest jeszcze inna zasadnicza i trudno powiedziec dlaczego pomijana roznica miedzy przykladowym Piotrowiczem i Iwulskim. Piotrowicz jest poslem wybranym przez Polakow w demokratycznych wyborach. Tak jak swojego czasu PREZYDENT... Magister-Kwasniewski byly czlonek KC PZPR instytucji zrzadzajacej w praktyce calym PRL lacznie ze wszystkimi tajnymi i nietajnymi sluzbami SB, WSW itp. Iwulskiego "wybral" nam PRL i przekazal w spadku w ramach umowy  Okraglego Stolu

  9. Strony