Czy ktoś pomógł PiS wygrać wybory?

Prześlij dalej:

To jest oczywiście retoryczne pytanie. Jest jasne, że podsłuchy z „Sowy” nie pojawiły się w przestrzeni publicznej przypadkowo i oczywiście organizatorami całego przedsięwzięcia nie byli kelnerzy czy jakiś pośledni biznesmen. Taśmy pojawiają się w 2014 roku tak, aby nawet stłumiony przez mainstreamowe media przekaz miał szanse dotrzeć do uszu większości Polaków. Cytaty z podsłuchów zostały prawidłowo wyodrębnione, tematyka i zawartość miały oburzyć wyborców – i tak też się stało. W żaden sposób nie chce rozgrzeszać cynicznych i pazernych na władzę politykierów z PO, chce tylko podkreślić, że operacja „Sowa” została przeprowadzona niezwykle profesjonalnie i skutecznie. Poza tym moja wiara w cuda jest bardzo ograniczona i jakoś trudno mi uwierzyć w przypadek, kiedy prezes Kaczyński, znany z fatalnej polityki personalnej (Marcinkiewicz, Migalski, miś Kamiński, minister Kaczmarek) w sposób niezwykle trafny typuje nieznanego nikomu kandydata na urząd prezydenta.

Co zatem się stało? Kto pomógł PiSowi dwukrotnie wygrać ostatnie wybory? Takie pytania pojawiły się już w 2015 roku, kiedy wielu obserwatorów sceny politycznej przecierało oczy ze zdumienia po tym, jak prawdziwa alternance democratique stało się faktem. Oto partia skazana na niebyt i wieczną opozycyjność, zmiażdżyła lewicowo-liberalny establishment. Przez pewien czas tego typu domysły były traktowane jako niedorzeczność. PiSowi po prostu się udało, mieli przysłowiowy fart, nastroje się zmieniły, wyrosło nowe pokolenie, trafili z hasłami i zdobyli te ekstra 7%, które otworzyło im drogę do władzy.

To nagłe „sprofesjonalizowanie” się Prawa i Sprawiedliwości i publikacja kompromitujących poprzednią władzę taśm zaczyna być bardziej zrozumiałe w kontekście ostatnich wyczynów nowej rządowej elity. Widać to jak na dłoni, że ktoś, bardzo mocny i wpływowy, kształtuje politykę polskiego rządu. Polska nie zachowuje się jak suwerenny kraj, ale jak podległy bantustan, który musi się za coś „odwdzięczyć” i za coś „zapłacić”.

Zaczęło się od setek milionów przeznaczonych na żydowskie cmentarze i muzea, co samo w sobie nie oznacza przecież nic złego, bo o zmarłych i pamięć historyczną trzeba dbać. Problemem jednak jest brak jakiegokolwiek rządowego nadzoru nad kadrą zarządzającą tymi muzeami, więc prezentują one zgoła niepolski punkt widzenia. Jest więcej niż pewne, że rząd nie ma również żadnej kontroli nad wydatkowaniem środków przeznaczonych na remonty cmentarzy. Elektorat Prawa i Sprawiedliwości słusznie uznał za skandal powołanie przez ministra Glińskiego polakożercy Schnepfa i tchórzliwego ex-ministra Rotfelda do rady muzeum Polin. To „zbliżenie” z Izraelem realizuje nawet krajowy przewoźnik lotniczy LOT, który otworzył regularne połączenia z Tel Awiwem z pięciu miast w Polsce. I znowu, ktoś powie, że przecież to dobry pomysł, im więcej połączeń, tym lepiej - w końcu LOT ma zarabiać. Tylko dlaczego tego typu rejsowe połączenia nie zostały otwarte na kierunku brytyjskim? Mamy tam przecież prawie milion polskich obywateli ciężko pracujących na chleb. Jeśli ktoś powie, że ośmiomilionowy Izrael jest ważniejszy dla Polski niż sześćdziesięciopięciomilionowa Wielka Brytania, narazi się tylko na śmieszność.

Strony

Źródło foto: 

wp.pl

7074 liczba odsłon

Autor artykułu: rewident

3 (liczba komentarzy)

  1. avatar

    Trzeżwa opinia, aż za bardzo jak na politykę. Rzecz w tym, że JK nie jest głupkiem.

  2. Przecież to oczywiste, że ktoś tu maczał palce. PiS zbyt gładko przejął władzę. Już samo tłuczenie w tv o uchodzcach w tamtym czasie było dość dziwne, skoro media nie należały wtedy do PiS. A każde wydanie głównych wydań programów informacyjncyh zaczynało się od pokazania tabunów uchodzców przedostajacych się do europy. Wybory się skończyły i od razu mniej się od tym zaczeło mówić.

  3. Kelnerzy u Sowy to był wywiad izraelski.

  4. Strony