Czasem sobie systematyzuję.

Prześlij dalej:

Przez ostatnie tygodnie byliśmy świadkami oczekiwania na to co dzieje się właśnie teraz , czyli ponownego otwarcia sprawy katastrofy smoleńskiej. O tym ,że wszyscy na w/w otwarcie oczekiwali świadczy przebieg  dotychczasowego sporu politycznego.  W wojsku mówi się na takie działania "rozpoznanie bojem".
"Taka głupia to ja już nie jestem , może głupia ,ale taka to już nie" i czego by nie powiedzieć to konfraternia , która przez ostatnie lata rządziła Polską nie była bandą idiotów ( no w każdym razie w części zarządzającej i nie mam na myśli rządu).  Chodzi mi o to , iż towarzystwo , które praktycznie bezboleśnie potrafiło przedzieżgnąć się  z wypróbowanych w boju z reakcją najlepszych synów partii w strażników demokracji i obrońców wolności obywatelskich raz już przećwiczyło manewr zmiany władzy z naszej na jeszcze bardziej naszejszą .
A warunki były trudne. Stan wojenny, zabójstwa polityczne, bliskie kontakty z pzryjacółmi z "bloku" , a jednak się udało. Inna sprawa , że przygotowania szły pełną parą mniej więcej od 1996 roku , kiedy to Gorbaczow w Reyklaviku wywiesił białą flagę i zaproponował zwinięcię namiotów w obozie. Inna sprawa , że nasi nowi sojusznicy  poprzyjmowali na garnuszek różnych takich dotychpór współpracujących i tylko kazali w nieco innych akordach śpiewać o demokracji , co to się nagle okazała liberalna  a nie socjalistyczna. Inna sprawa , że ogół społeczeństwa był oprócz WSI dość dokładnie infiltrowany przez SB. Mimo to warunki wydawały się absolutnie niesprzyjające.
A jednak się udało , ba w 1989 towarzystwo było już tak pewne swego , ze nie bało się wysyłać swoich najlepiej zapowiadających się oficerów na doszkalanie w Riazaniu , czyli tam gdzie według tego co pisał niejaki Suworow można było i z "kukłą" powalczyć a i innych umiejętności oraz kontaktów i przyjaźni na długie lata służby się dorobić.  I wszystko szło jak trzeba i płynęło życie jak w bajce , ale się parę rzeczy po drodze rypsło.
Jeszcze w okolicach magdalenkowych obrad zaczęły się w Polsce mnożyć "nieuzasadnoine przerwy w pracy", ale dzięki sprawdzonej byłej "stronie społecznej" jakoś się uspokoiły. Zaraz przed sławnym "czerwcem 89" w Krakowie doszło do "ulicznych awantur" próbujących delegitymizować osiągnięte kompromisy.  Też się sprawy zaczopowało ( w końcu przekaziory w jedynie słusznych rękach były). Poważny zgrzyt nastąpił z okazji wizyty naszego noblisty u prezydenta , który słyszał o trzeźwości , ale jakoś nigdy nie ciągnęło go do tego żeby sprawdzać co to takiego . Otóż w czasie tej wizyty miały być podpisane umowy , które dawały eksterytorialnośc spółkom zakładanym przez byłych 'żołnierzy wolności " na terytorium ich dawnych baz. Olszewski się zbiesił i nie chciał podpisać. A jeszcze ta nieszczęsna lustracja , cóż było robic trzeba się było w nocy zebrać i skończyc z tą hucpą A.D.1992.
Następne lata , aż do kłótni o nagrania u redaktora nanananajjaśniejszego przebiegały w obopólnym zrozumieniu i zgodzie. Sojusz puławsko-natoliński rozleciał się jednak na krótko , bo w oczy zaczęło zaglądać widmo złowrogiego Antoniego i niemniej straszliwego Prezesa. Wybory 2005 pozwoliły odetchnąć i wskazać nowy jasny kierunek , ku któremu jak za najlepszych czasów mógł za swoją partią podążać naród. Kierunek się zmienił , partia przewodnia też , ale jakoś tak się działo , że w salonce towarzystwo chwaliło sobie podróż. Niestety istniało podejrzenie , że wróg klasowy może znowu namieszać , szczególnie kiedy Prezydentowi Kaczyńskiemu "niechcący" wyrwało się "Stokrotko" z okazji wywiadu udzielanego tejże.

Strony

2053 liczba odsłon

Autor artykułu: Michał Kimak