timmermans



share

Rozpoczął się mój ulubiony skecz, całe tabuny ekspertów i dziennikarzy, notorycznie mylących pozew, czyli prawo cywilne, z aktem oskarżenia, czyli prawo karne, zajęły się „bombą atomową” odpaloną przez Komisję Europejską. Jest to jeden z tych skeczów, w których przymiotniki zastępują artykuły i paragrafy. Czego to się człowiek nie naczyta: gigantyczne, precedensowe, dramatyczne, tragiczne, potężne i w końcu atomowe uderzenie w Polskę. Jak mantrę ignoranci i propagandyście powtarzają też inne „atomowe” słowo – sankcje!



share

Nic nie poradzę, muszę się podzielić pierwszym wrażeniem, jakie miałem po pierwszym medialnym spotkaniu z Fransem Timmermansem, brukselskim traktorzystą, który poczuł się kierownikiem całego PGR-u. Na tym samym oddechu przepraszam wszystkich traktorzystów, których szanuję, bo to ciężka praca, ale wiadomo o co chodzi. Jest taki szczególny archetyp tej profesji, mianowicie pan w „beretce” z atenką, odziany w siatkowy podkoszulek, drelichowe spodnie i nieodłączne gumiaki. Cała ta „stylówa” też mi niespecjalnie przeszkadza, pamiętam dziadka z lat dzieciństwa i wyglądał bardzo podobnie. Syndrom traktorzysty, którego mam na myśli zaczyna się dopiero wówczas, gdy rzeczony „bierze się za robotę”.



share

W swoim najnowszym wpisie blogowym korespondentka RMF z Brukseli K. Szymańska - Borginion odsłania przynajmniej część kulisów podjęcia przez KE decyzji o nadzorze nad PL:

"Z mojej rozmowy z Timmermansem wynika, że to właśnie nie merytoryczna odpowiedź Zbigniewa Ziobry na jego list z 23 grudnia była decydująca dla ostatecznego podjęcia tej niekorzystnej dla Polski decyzji o rozpoczęciu procedury. Postawiłem w swoim liście bardzo precyzyjne, prawnicze pytania i oczekiwałem precyzyjnych odpowiedzi - powiedział mi Timmermans. A przypomnę, że Ziobro w swoim liście apelował do komisarza, żeby nie pouczał, a sam to robił w co drugim zdaniu.