Kornatowski mnie bije! Ratunku jestem zrujnowaną ofiarą prawdy o stanie wojennym!

Prześlij dalej:

Nie zna życia, kto nie stracił pięciu stron tekstu z powodu gówna zwanego Avast, kasującego pliki Worda. Naturalnie gorąco polecam gówno uprzątnąć zwłaszcza tym, którzy posiadają Worda 2003, ale ten żal to na marginesie i mam nadzieję, że mi będzie wybaczony. Tekst dotyczył płaczki krakowskiej Jana Marii Władysława Rokity i zawierał bezlitosne oceny z przytoczeniem cytatów, orzeczeń sądowych i paru innych istotnych konkretów mających się nijak do lamentu płynącego z tarasu widokowego „Perugia all inclusive”. Nie zdążę odtworzyć całego tekstu, który pomimo najnowszych wieści, nie ma żadnej egzekucji komorniczej, byłby aktualny, dlatego z grubsza powtórzę elementarne fakty ukazujące, że nawet niezbyt rozgarnięty esbek przerósł krakowskiego intelektualistę. Przede wszystkim oddajmy szacunek ofiarom stanu wojennego i wszystkim ofiarom komunistycznego PRL, których płaczliwy Rokita zaprzągł do prywaty, udając pierwszego skazanego za „prawdę o stanie wojennym”. Szczerze mówiąc Rokicie należałoby wyrżnąć w pysk, ale to tak, żeby się z beretem pożegnał, bo takiego upadku dawno nie widziałem, nawet w wydaniu bimbrownika z Biłgoraja. Po kolei. Rokita nie dostał wyroku za nazwanie Kornatowskiego „nikczemnym prokuratorem”, w czym akurat miał rację, ale dostał wyrok za pozbawione rozumu uzasadnienie tej opinii. Kornatowski był zamieszany w sprawę niejakiego Wądołowskiego, 32 letniego malarza pokojowego, który na rauszu wracał z jakieś imprezy i padł ofiarą tępoty Milicji Obywatelskiej. Zwinęli nieszczęśnika pod zarzutem kradzieży kilku kur, co miało stanowić szkodę w kurniku trójmiejskiego kolejarza. W celi najprawdopodobniej Wądołowski dostał kilka pał i… zawału serca. Jakkolwiek brzmi to klasycznie dla tamtego okresu i bez względu na to, jak łatwo polecieć sztampą, warto nieco ochłonąć i przeanalizować bieg wydarzeń.

Sprawa absolutnie nie miała nic wspólnego ze stanem wojennym, ani z prześladowaniami politycznymi, zwyczajna milicyjna rozróba na tle kryminalnym. Akta sprawy nijak nie pasują do morderstw politycznych, bo kto kiedy słyszał, żeby do dziś w materiałach zachowały się próbki histopatologiczne pobrane od zmarłego, a tak było w przypadku Wądołowskiego. Esbecja i milicja nie bawiła się w żadne wielkie zamiatanie, nie wysilali się w najmniejszym stopniu, zwyczajnie uznali, że klient w trakcie rutynowego pałowania zszedł na zawał i nie ma się czym przejmować. Naturalnie pewne kwestie zostały uwypuklone inne pominięte, jednak w ogólnym rozrachunku tylko idiota porówna tę tragedię do śmierci Przemyka, czy Popiełuszki. Mordy polityczne PRL od strony "procesowej" znamy doskonale, wszystko sfałszowane i pozacierane, tutaj pełen luz. Rola Kornatowskiego w kuriozalnej i niestety tragicznej w skutkach sprawie była taka, że przybył na miejsce zdarzenia i zrobił oględziny, parę miesięcy później przesłuchał jeszcze biegłego. Śledztwa nie prowadził i nie umorzył, czego bym nie wiedział, gdybym się nie dowiedział od Jarosława Kaczyńskiego i Zbigniewa Ziobro – obaj w 2007 roku na podstawie materiałów archiwalnych przekazali tę wiedzę. Dodatkowo Kaczyński twierdził, że w Komitecie Helsińskim zajmował się politycznymi przestępstwami PRL, ale Wądołowski żadną miarą na ofiarę systemu się nie kwalifikował. Pomimo dość oczywistej sprawy i nie mającej związku ze zbrodniami komunizmu, katowicki IPN w czerwcu 2007 roku wszczął postępowanie i w 2010 roku umorzył z powodu braku jakichkolwiek dowodów na popełnienie przestępstwa. Biegli na podstawie zachowanych próbek orzekli niewydolność lewej komory serca i przypominam, że to IPN pod rządami PiS i ten sam IPN, który jest zwalczany przez układ, umorzył postępowanie, a nie rozgrzany sędzia.

Trzeba od czasu do czasu przyjąć do wiadomości, że w życiu choćby i peerelowskim, zdarzały się zwykłe grandy, takie jakie mamy w każdej epoce. Jacyś durni „ormowcy” złapali pierwszego lepszego na bańce i paroma pałami próbowali wydobyć z niego informacje, co się stało z kurami zawiadowcy z Gdyni. Nie ma powodu się pastwić nad tym człowiekiem i rodziną, nie ma powodu usprawiedliwiać ormowców, ale gdzie tu na miły Bóg „ofiara stanu wojennego”? Pamięć ludzka jest krótka i wybiórcza, ale ja pamiętam o co Rokicie chodziło i co się działo w 2007 roku. Rokita z Kaczyńskimi był w ostrym konflikcie, Lech Kaczyński za udział Rokity w tak zwanej inwigilacji prawicy w czasie rządów Suchockiej, poczęstował Jana Marię Władysława następującym epitetem: „Rokita był autorem zbrodni przeciw demokracji”. W rewanżu krakowski intelektualista odgryzał się i między innymi bardzo słusznie wyciągnął Kaczorowi serię katastrofalnych błędów, zapoczątkowanych dymisją Dorna i powołaniem na szefa MSW Janusza Kaczmarka, który to Janusz z przeciętnego esbeka Kornatowskiego zrobił komendanta głównego policji. Nieszczęście Jana Marii Władysława Rokity zaczęło się wówczas, gdy w politycznym zaangażowaniu spieprzył wszystkie argumenty jakie miał po swojej stronie i zamiast poprzestać na „niegodziwym prokuratorze” oraz politycznej katastrofie w MSW pod rządami Kaczyńskiego, poszedł w najgłupszym kierunku. Dodał całej sprawie pikanterii i podrzucił PiS-owi zbrodniarza komunistycznego mającego swój udział w mordowaniu więźniów politycznych, bo głupi prokuratorzyna biegający za kurami wydawał mu się mało efektowny.

Kornatowski nie zdzierżył, łapownikiem i esbekiem nazywali go wszyscy, ale na mordercę i wspólnika morderców się nie zgodził. Mnie zasrany los esbeka interesuje tyle, co niegdysiejsze śniegi, ale nauczmy się wreszcie wszyscy do kupy odróżniać inwektywy mniej lub bardziej słuszne od pomówień. Nazywanie kogoś głupkiem, pajacem, błaznem, debilem nie jest w żadnym systemie prawnym tożsame z POMÓWIENIEM, czyli bezpodstawnym postawieniem zrzutów. Mówiąc krotko Kornatowski to esbecki usłużny idiota, ale nie zbrodniarz i nie morderca komunistyczny. Proste do rozróżnienia? Bardzo proste i w związku z tym nawet wybitny prawnik celebrytów, Maciej Ślusarek, nie był w stanie wyciągnąć Jana Marii Władysława z bajzlu, w który sam wlazł. Może gdyby robił za swoją normalną stawkę coś by się udało wymyślić, ale że tyrał za frajer, to wyroki w trzech kolejnych instancjach były prawe i sprawiedliwe. Przy okazji warto wspomnieć o podstawie prawnej, którą podparł się papuga Rokity przy kasacji, a nie były to żadne wzniosłe cele i zbrodnie komunizmu, tylko…IMMUNITET poselski. W wyroku sądu, prócz obciążenia kosztami sądowymi, bodaj 1300 PLN, nie znalazła się żadna kwota, ponieważ Kornatowski nie domagał się zadośćuczynienia. 100 tysięcy i potem 350 tysięcy wymyśliła płaczka krakowska do spółki z Durczokiem. W ogóle nie ma mowy o żadnej kasie w orzeczeniu sądu, jest tylko mowa o przeprosinach w dwóch stacjach radiowych i jednym dzienniku ogólnopolskim. Chodzi o TOK Fm, Radio Zet i śp „Dziennik”. Google dysponuje cennikami reklam, Radio Zet sam sprawdziłem, koszt 30 sekundowej emisji w zależności od czasu nadawania to kilku do kilkunastu tysięcy, średnio 10 tysięcy. Nie sądzę, żeby w TOK Fm było inaczej, a w „Dzienniku” to Rokita pewnie pensję brał dwa razy wyższą.

„Zrujnowanie”, obciążenie finansowe ponad siły przez całe życie, do ostatniego grosza. Tyle wypłakał krakowski intelektualista w finale lamentu. Tymczasem komornik nie może zająć całej pensji, ale musi zostawić tak zwaną kwotę wolną od zajęcia, pozwalającą wegetować na poziomie 40% Polaków. W ostatnim oświadczeniu majątkowym Rokita wykazał 110 tysięcy dochodu i 3/7 własności 540 m2 w kamienicach czynszowych, co śmiesznie wycenił na poziomie kawalerki w Łomży (156 tysięcy). Kilka milionów ludzi w Polsce jest uwalonych kredytami hipotecznymi na 200 i więcej tysięcy, nie mają pensji w prywatnych uczelniach, kasy z wywiadów i książek, nie mają znajomych w lepszym towarzychu, a jak płaczą to w poduszkę, nie na tarasie widokowym w Perugii. Chciałbym mieć takie wyroki jak Rokita i takie problemy finansowe, takie nagłośnienie biedy i taką opiekę prawną za frajer plus zrzutki po 5 tysięcy od europosłów. Jan Maria Rokita, czy to się komu podoba czy nie, w politycznym amoku pomówił esbeka o współudział w morderstwie, za co esbek słusznie zażądał przeprosin i to skromnych jak na posła uposażenie. Gdyby Rokita zapłacił, co miał zapłacić, kosztowałby go to góra 30 tysięcy, przy zachowaniu godności osobistej, a tak „pobił go Kornatowski”. Szlag może człowieka trafić, gdy widzi tego pajaca z jednej strony i Krzysztofa Wyszkowskiego z drugiej. Wyszkowski nie wychodzi ze szpitala, uposażanie ma żadne i „Bolek” ten sam numer robi w TVN, za znacznie grubszą kasę. Różnica? Wyszkowski nie płacze i zababrania wszelkich zrzutek, choćby miał siedzieć.

Nie ma żadnych 100 tysięcy, to wymysł Kornatowskiego, kwota z sufitu wzięta, prosta zagrywka, prostego esbeka, ale na Rokitę wystarczyło. Tym bardziej nie ma 350 tysięcy, bo niby skąd się mają wziąć? W końcu nie ma żadnego błędu sądu, w tym konkretnym przypadku, który z rozpędu wielu pomyliło z patologią, jaką rzeczywiście są rozgrzane sądy RPIII. Ludziom się nie dziwię, po tylu akacjach w sądach odruchowo się pluje na telewizor, ale warto akurat w tej sprawie przywrócić elementarny ład, właśnie ze względu na walkę z patologiami, bo tutaj patologiczne są roszczenia emerytowanego celebryty Rokity. Nic się Rokicie nie należy, poza wybuleniem kasy na przeprosiny esbeka, któremu Jan Maria podłożył się jak dziecko. Swego czasu przepraszałem Rudecką-Kalinowską, to wiem jaki to ból, ale jak się daje dupy to się cierpi. Wyrok jest prawidłowy, ponieważ dotyczy pomówienia, które miało miejsce i nieważne, że pomówionym jest esbek, to już wyznacza poziom Rokity, nie sądów i esbeka. Płacz i płać. Tylko, że nie ma takiej płatności, którą Rokita uznałby za godną krakowskiego intelektualisty. Wisi 3 tysiące euro za legendarny numer w samolocie, swoją drogą broniłem wówczas tego barana, choć to było beznadziejne zajęcie. Wisi partii matce 3 stówy, co chyba najdobitniej wyznacza mentalność tego gościa. A, że za swoją głupotę płaci nie kasą, tylko ośmieszeniem, bo inni z jego głupoty żyją, to inna sprawa. Pytanie tylko, czy to dobrze świadczy o krakowskim intelektualiście, że został rozegrany jak smarkacz przez enerdowską stewardesę, przeciętnego esbeka i paru pachołków Tuska. Ja bym się pod ziemię zapadł, a Jan Maria Rokita idzie ogłosić swoją kompromitację w TVN24. No i w związku z tą ostatnią uwagą ciśnie się uwaga kolejna. Co się dzieje? Ten sam TVN24, który zrobił z Jana Marii Władysława pośmiewisko na całą Polskę i uruchomił dzwonki „Niemcy mnie biją”, nagle w sprawie śmierdzącej IPN i lustracją, staje w obronie nadziei… Czego nadziei? Nowej „cywilizowanej prawicy”? Złamanego gorsza na pajaca z Krakowa nie postawię, kto frajer niech się rozczula, ale jeszcze będzie okazja poznać niejedno kabotyństwo tego gościa bez klasy i rozumu, które będzie i śmieszne i szkodliwe.

6
7117 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Matka Kurka

Autor artykułu: Matka Kurka

7 (liczba komentarzy)

  1. Nie wiem czy aby nie wyszło zlecenie na zrobienie z Rokity durnia przy pomocy ochoczego TVN.
    No kurcze, tak to jaakoś dziwnie pokazali. Wywczasy pod palemką ściganego człowieka. Brakowało drinka w łapie i gołej laski u boku.
    A że tak łatwo dał się zrobić, to trochę o nim świadczy,  jako o histeryku zapatrzonym w siebie.

  2. Skompromitowany po wielokroć łeb, ofiara własnej niewyparzonej gęby, uznany przez "saloon" za wybitnego polityka, pobity przez Niemców, nagle staje się ofiarą. Zauważmy: sondaż PiS - 30%, PO - 23%. Mam dobrą pamięć, mam swoje sympatie, ale mam też w miarę obiektywne podejście do polityków.
    Oglądam Kazia Lowelasa w TVN i już wiem o co biega. Cienko i z bólem chodzi o uderzenie w Kaczora. Gdyby nie Kaczor o Rokicie wspomniałby tylko pudelek.

  3. avatar

    bez klasy i rozumu
    a czegóż to można wymagać od "płemieła z Kłakowa".
    Nada dziękować Bogu , że nas uchronił od rządów takiego "intelektualisty".

  4. avatar

    No, ale o jednym zapomniałem, chyba najważniejszym w tym kabarecie. Minęło 6 lat od prawomocnego wyroku i 3 lata od odrzucenia kasacji. Co Kornatowskiego nagle spięło, w tak ciekawym politycznie okresie?

  5. avatar

    On, zdaje  się, też  o  tym  wspomniał. Nieoczekiwanym zbiegu okolicznosci. Oczywiście połączył  to  zaraz  z  wywaleniem  z  PO  za  niepłacenie  stawek ;) 
    Główne  pytanie  jednak  pozostaje.

  6. avatar

    Jan Maria wybrał  sobie  fatalną  scenografię do  swego  przedstawienia. Mimo  to, przez  chwilę, nawet  mi się  żal  go  zrobiło. Ale  tylko  przez  chwilę. Nadmiar  środków  przekazu  i  rozpędzenie  się  w   lamencie (ruina  finansowa, czeka  mnie  praca  na  czarno  itp.) sprawiło, że  pozostawił  Jan  Maria  po  sobie  niesmak. 
      Chlor  ma  rację:  to  jakiś cholerny  histeryk.

  7. avatar

    Premier?
    Premier Rzeczpospolitej?

    Ludzie, dlaczego do qrwy nędzy nie widzicie, że JOW jest JEDYNYM ratunkiem? JOW i brak cenzury internetu, oczywiście. I parę szczegółow, ofcourse :).