Prześlij dalej:

Za każdym razem, gdy słyszę, że świetnie nadawałbym się do polityki, pukam w czoła: swoje i nieszczęśnika, który popełnia tę herezję. Jestem modelowym politycznym antytalenciem, zupełnie się do tej roboty nie nadaję. Cechy charakteru zabiłyby mnie na pierwszym politycznym zakręcie. Polityk musi kłamać lub chociaż nie mówić całej prawdy, czego sam organicznie nie toleruję. Mogę się pomylić, palnąć jakieś głupstwo, przestrzelić, ale nigdy nie kłamię, czyli świadomie podaję nieprawdziwe informacje. Nie mam w sobie nic z dyplomaty, szybciej można mnie zapisać do kategorii prostak i cham, niż postawić na półce „reżyserowana uprzejmość”. Na sobie skupiał się nie będę, pokazuję jedynie, że ludzie bardzo często patrzą na politykę przez pryzmat normalnych, codziennych i uczciwych zachowań, to znaczy mam na myśli to, że człowiek spełniający takie kryteria byłby idealnym politykiem.

Ładna i wzruszająca, ale tylko bajka. Sformułowanie „polityk musi mieć grubą skórę” bez powodu się na świecie nie pojawiło. Polityka jest przeciwieństwem normalnego życia, opartego na szczerości, zaufaniu i wzajemnym poszanowaniu, tutaj obowiązują reguły darwinowskie. Kto chce być dobrym politykiem musi zapomnieć o estetyce i emocjach, a skupić się na twardej kalkulacji. Tyle wstępu do sedna sprawy wystarczy. Z pozycji wyborcy i publicysty mogę sobie na wylewność pozwolić, co też niniejszym czynię. Prezydent Andrzej Duda stracił w moich oczach niemal całą sympatię i prawie całe zaufanie. Coś pękło i tyle, a ponieważ emocje i odczucia niewiele mają wspólnego z racjonalizmem, to proszę ode mnie nie oczekiwać rzeczowych argumentów. Kogoś się lubi albo nie, komuś się wierzy albo nie, tyle. Przed wetowaniem ustaw skoczyłbym w ogień za Prezydentem, po tym fakcie wszystkie emocje we mnie zgasły i pozostał wyłącznie rozum. W tym miejscu kończy się wylewność i zaczyna się racja stanu.

Mało mnie obchodzi, czy polityk, który w konkretnym czasie i miejscu jest wyborem optymalnym dla Polski, jest ładny, czy brzydki, miły, czy antypatyczny, liczy się konkret. Głosowałem na Andrzeja Dudę z rozsądku i sympatii, ale to nie znaczy, że nie mogę zagłosować włącznie z rozsądku. O ile Jarosław Kaczyński dogada się z Andrzejem Dudą, a wiele na to wskazuje, reszta mnie nie interesuje. Warunkiem politycznego poparcia jest – przepraszam za patetyczny frazes – porozumienie dla Polski. Wszystkie inne argumenty, okoliczności i przede wszystkim emocje schodzą na plan dalszy. Żadnych sentymentów, nie zgadzam się z poglądem, że obie strony są na siebie skazane, ale zgadzam się tym, że przy zdrowych zasadach współpracy, połączenie sił PiS i Prezydenta jest optymalnym układem. Ostatecznym testem będą oczywiście nie tyle projekty ustaw sądowniczych, co ostatecznie przegłosowane ustaw i podpisy Prezydenta.

Jeśli ten test wypadnie pozytywnie i Prezydent i PiS będą jechać na tym samym wózku, a to w polityce oznacza trwały związek oparty na wspólnocie interesów. Przez miesiąc nie zostawiałem suchej nitki na tym, co zrobił Andrzej Duda i na nim samym, bo tak, w moim przekonaniu, powinien się zachować wyborca polityka, który zmienił reguły gry. Dziś pojawiły się przesłanki, żeby racjonalnie wesprzeć, gorzkie i spóźnione, ale jednak kiełkujące porozumienie. Pisałem od początku, że wszystkie scenariusze są możliwe i dobrze, że zaczął się budować scenariusz optymalny, nie dla PiS i nie dla Andrzeja Dudy, ale dla Polski. Politykom i elektoratowi nie wolno strzelać fochów, gdy chodzi o przyszłość Polski. „Wojna na górze” to ostatnia rzecz, której potrzebujemy. Trzeba zacisnąć zęby, pamiętać o tym co było, ale też myśleć, co przed nami. Wytrzymam jeszcze ten miesiąc i oby przesłanki stały się faktami, tego sobie i Polsce życzę.

6
12409 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Matka Kurka

Autor artykułu: Matka Kurka

7 (liczba komentarzy)

  1. Taa wiceminister  Szatkowski ukarał Chiny. Jak to ładnie brzmi. Pytanie czemu Premier Szydło i minister Waszczykowski nie ukarali Makarona, co nie było specjalnym problemem. Plany Merkel wobec Polski są banalne i łatwo czytelne, w przeciwieństwie do tego co robi PiS choćby w sprawie Biełsatu. Pojechali na Białoruś robić realpolityk, i zanim uzgodnili mapę drogowę zgodzili się zrealizować żądanie Prezydenta Łukaszenki. Potem Kaczyński powiedział że relacje z naszym sąsiadem, który jest przeciwwagą dla militarnych ambicji Rosji są mniej istotne i podarł kartkę na której mogła być jakaś mapa drogowa. Kilka dni przed manewrami Rosji przy granicy z Polską, być może zwiększeniem obecności rosyjskiej na Białorusi, PiS kasuje Biełsat. 

    Chiny nie są sojusznikiem Rosji, tylko jej największym.....

  2. Jeszcze niedawno spotkałam się z takim poglądem, że veta były umówiona zagrywką mającą na celu wpuszczenie w kanał krzykaczy z opozycji. Oby tak było to się pośmiejemy jak targowica dała się zakiwać.

  3. A kto normalny poważnie traktuje pisowskie pierdoly?

     

  4. Do tej pory tylko Duduś strzela fochy, ale ja zacisnę zęby i choć leje deszcz nie otworzę parasola. Nara... za jakiś czas.

  5. Gimbusik

    ;)))

  6. Jaki dudus?

  7. Polacy przezywaja deja vu: najpierw Bolek a teraz Duda. Z ta roznica, ze Bolek byl demoralizowany przez dyktature komunistyczna co jest pewnym usprawiedliwieniem a Dude ego i pycha zdemoralizowaly.

    PS. Nie mozna jednak wykluczyc jeszcze jednej "bolkowej" opcji.  Duda-Kornhauser byl pare lat czlonkiem UW, a wiec towarzyszem broni Gieremka i Bartoszewskiego. Towarzystwa paskudnie antypolskiego i Niemcy kochajacego. W takim towarzystwie  BND byla  sympatyczna instytucja chraniaca "nasze", Uni Wolnosci a wiec rowniez Kornhausera-Dudy interesy.

    Jezeli sympatyczna wymiana pogladow Dudy z BND osiagnela pewien poziom nasycenia, to mozna mowic o hakach na Dude. Co by wyjasnialo fakt, ze nikt z otoczenia Dudy nie mial pojecia o vetcie, ktore nastapilo pare godzin po rozmowie z Merkel.