Reklama

Minął czas pewien od mojego ostatniego pojawienia się tutaj.
Ale starałem się być na bieżąco z czytaniem wpisów.

Minął czas pewien od mojego ostatniego pojawienia się tutaj.
Ale starałem się być na bieżąco z czytaniem wpisów.
Dzisiaj do dodania tego wpisu zainspirowała mnie rzecz błaha, najprostsza, powiedziałbym.
Z problematyką dzisiejszego wpisu nie osiągnę abstrakcji Matki ani Ojca, ich uogólnień i wniosków.
Tematyka dzisiejszego wpisu to… energia elektryczna, czyli, jak to mówią: prąd.
Bezpośrednią inspiracją do jego dokonania są dwa ostatnie rachunki za prąd, jakie otrzymałem.
Pierwszy z nich to rozliczenie za ostatnie 2 miesiące, a drugi to prognoza do lutego.
Jako, że lubię analizować tego typu zdarzenia (rachunki – w końcu zawodowo za to mi płacą), przeprowadziłem prostą analizę przez porównanie.
Zbadałem ostatni rachunek rozliczeniowy za energię zużytą w okresach 10.09 – 10.10 oraz porównałem prognozę przedstawioną mi do zapłacenia w tym samym okresie.
Prognoza z 10.09 do 02.10: 90% wartości zużycia rozliczeniowego.
Prognoza z 10.10 do 02.11: 15% wartości zużycia rozliczeniowego.

I teraz pytanie:
Czy dotychczas to ja kredytowałem PGE? I płaciłem zawyżone prognozy?
Czy teraz to mnie kredytuje PGE?

I kolejne pytanie:
Czy dotychczas stawka VAT była obojętna dla prognozy?
Czy teraz prognoza jest zaniżona, tak, by minimalną sprzedaż prognozowaną objąć stawką 22%, a sprzedaż rzeczywistą 23%.

Dodam, że 31.12.2010 spojrzałem na licznik i wskazywał on 100 KWh od ostatniego odczytu (stawka 22%).
Dlaczego więc do 7.02.2011 wykazano prognozę 16 KWh w stawce 22% VAT?

Dotychczas tak nie było. Czy więc tytuł wpisu nie jest zasadny?

Reklama