Reklama

Określenie: „żyjesz w wirtualnym świcie” nabiera nowego

Określenie: „żyjesz w wirtualnym świcie” nabiera nowego znaczenia, przynajmniej dla mnie. Przyznaję, że żyję w wirtualnym świecie i za Boga Najwyższego, ani nawet za chińskiego, w realnym świecie nie potrafię się odnaleźć. Ci, którzy żyją w wirtualnym świecie mają jeden problem – odbija im. Też przyznaję, odbiło mi od tego życia w wirtualnym świecie i słuchając ludzi ze świata realnego mam wrażenie, że jestem Napoleonem i Chrystusem naraz. W świecie realnym wszystko jest cholernie proste jak zdanie pojedynczo złożone. Na każde pytanie zawsze można uzyskać prostą i uniwersalną odpowiedź. Gdy spytać o to, czy o tamto uzyskuje się odpowiedź: „to normalne, wszędzie się zdarza”. Na jakie pytanie pada podobna odpowiedź? No właśnie nie ma to absolutnie żadnego znaczenia, odpowiedź jest nie do zdarcia i odpowiada na każde pytanie. Przewinąłeś małą Zosię? A daj spokój każdemu się zdarza. Gdzie masz wypłatę? A przestań, każdemu się zdarza przepić. Przeprowadziliście sekcję zwłok? Nie przesadzajmy, każdemu się zdarzają pomyłki? Pękła wam autostrada? A komu nie pęka? 1000 pytań – jedna odpowiedź i co więcej już nic nie trzeba więcej wiedzieć. Mało! Nie dość, że nie trzeba, to nie wolno! Gdyby tak podać szczegóły dlaczego mała Zosia leży odparzona we własnych odchodach, okazałoby się, że wkraczamy na wrażliwy grunt i urażamy uczucia. Co za bydle pełne nienawiści, żeby powiedzieć jak było, a było tak, że leciał 1500 odcinek M jak miłość, potem 4 pasjanse na komputerze, wybiła piąta, pora zrobić drugą kawę.

Reklama

Pół biedy jeśli tata Zosi jest białym heteroseksualnym katolikiem, wtedy nawet można przyłożyć, ale gdyby tak się okazało, że tata jest ciemnoskórym buddystą ze skłonnościami do biseksualizmu i zdecydowanie opowiada się za legalizacją marihuany, mamy klops. Jedno słowo za dużo i naruszamy wrażliwą tkankę osobistą, tata po krytyce może doznać szoku, a jego kolejne dziecko ma spore szanse na ADHD. Taka zwykła hipermarketowa kasjerka, która musi przerzucić dziennie 100 ton śmiecia, zwanego karmą dla ludzi, gdy się walnie na kasie, płaci od ręki, zostaje zanotowana w księdze zdarzeń i pilnowana przez wyższych rangą, czy aby nie ma skłonności do kleptomani. Natomiast prezes spółki skarbu państwa, który przepuści kilka milionów z miejsca staje się ofiarą nagonki medialnej i szczucia sfrustrowanych nieudaczników. Weterynarz nie będzie miał łatwego życia jeśli się okaże, że wzdęta krowa padła, bo weterynarz stwierdził: „przejdzie bidulce”, taki we wsi poszanowania nie zazna i z głodu padnie. Pani minister, która przekopała kilka hektarów ziemi na metr w głąb, a potem szybko ubrała fartuch i zajęła się patologią medyczną, z tym, że wszystkie czynności wykonała przed kamerą, nie w ziemi i na stole sekcyjnym, zostanie wyniesiona na drugi urząd w państwie. Zdarza się, w realnym świecie zdarza się niejedno, właściwie wszystko się zdarzyć może, cokolwiek się zdarzy, innym zdarza się tak samo i nie ma się czego czepiać.

W świecie wirtualnym jest piekło, tutaj wystarczy się palnąć w jednym szczególe komentarza i natychmiast „chamstwo” cię zaleje. Wystarczy pomylić jakiś drobiazg z innym drobiazgiem i dostaniesz tyle uśmieszków z „lolami”, że się z rozumem i emocjami nie połapiesz. Spróbuj napisać coś głupiego, pochwalić się czymś miałkim, zaszpanować jakąś głupotą, zostaniesz Hołdysem albo innym Kuźniarem. W świecie wirtualnym nie ma przebacz, w świecie wirtualnym nie ma miejsca na pomyłkę, nie ma miejsca na „zdarza się”, nikogo nie obchodzi, że się zdarza, a jak się zdarzy, to żal patrzeć na tego, któremu się zdarzyło. Przyznaję w każdym punkcie i w każdym czasie, że nie jestem normalny, że jestem wirtualny wariat, że nie wiem o co chodzi prawdziwym ludziom w prawdziwym świecie. Wydaje mi się, że większości z nich o nic nie chodzi, nie ma takiego pociągu, nie ma takiej autostrady, nie ma takiego samolotu, ani wieku emerytalnego, któremu nie można odpowiedzieć: „wszędzie tak się zdarza”. I odpowiada realny świat głosem realnych ludzi, na każde pytanie o każdej porze dnia i nocy, zawsze tak samo i nigdy inaczej. Dlatego coraz częściej i coraz mocniej mi odbija, coraz bardziej czuję się Chrystusem i coraz więcej mam z Napoleona, coraz częściej uciekam do świata wirtualnego i żyję taki odrealniony. Dowiaduję się co tak konkretnie się zdarza i chociaż zdarza się każdemu, to jednym zdarza się nadzwyczaj często i w niepowtarzalnych okolicznościach. Pluję jadem, kopię w głąb, wariuję, chodzę po wodzie, snuje napoleońskie plany i nie mam najmniejszej litości dla nikogo, komu się zdarza, nie wyłączając siebie samego.

PS Dziękuję i proszę.

Reklama

21 KOMENTARZE

  1. Lawiruje jeszcze jeden ciekawy gryps myślowy
    “czym się przejmować (eee tam), codziennie na drogach ginie więcej osób”.
    Również przez jakiś czas media będą uskuteczniać etap “bohaterów”, stały element opisu katastrof wszelakich, jak się rzeczywistych nie znajdzie, to się takowych wykreuje. Pytania poważne pozostaną marginesem.