Założyłem się z szulernią i ...wygrałem

Prześlij dalej:

 "historia, której byłem naocznym świadkiem i która jest nie do pomyślenia w RP (którejkolwiek – III, IV, V , VI itd.)W czasie studiów pracowałem w wakacje w Szwecji, w wielkim kompleksie  szklarni. Pracowało tam ok. 10 Polaków. Zarabiało się w koronach, które każdy w dogodnym momencie  zamierzał  wymienić na $. Jeden z kolegów poszedł do pobliskiego miasteczka, do lokalnego banku. Chciał dokonać 2 operacji – wymienić SEK na $, a następnie założyć konto w $. O ile pierwsza operacja przebiegła bez zastrzeżeń (oczywiście pobrano prowizję  transferową), to co do konta, okazało się, że bank jest za mały i nie prowadzi kont w obcych walutach. Wobec  tego zamienił odwrotnie $ na SEK, płacąc kolejną prowizję. Od tego momentu, miał ksywę  „makler”, bo udało mu się stracić 50 $ w 10 minut, w czasach, gdy było to naprawdę  kupą kasy J. Ale najlepsze  dopiero nastąpiło … po 2 dniach, bank przesłał mu list, w którym najmocniej przepraszając, że się wtrącają  do jego decyzji, proponują mu anulowanie obu transferów waluty i przyjęcie pierwotnej kwoty SEK na konto !!!????!!!"

Żyjąc w kraju, gdzie każdy chce cię zrobić w chuja, wspomnienie  te, przywraca mi wiarę w ludzi (a bardziej zbudowane ich systemy wartości). Pozdrawiam. 

Strony

3178 liczba odsłon

Autor artykułu: ruum