Reklama

„Państwo polskie” zafundowało mi przygodę prawną, właśnie otrzymałem trzecie już wezwanie do szpitala psychiatrycznego, celem przebadania na okoliczność krytyki władzy. Założenie jest proste, ktoś kto poddaje władzę krytyce nie może być do końca normalny. Być może słuszną linię ma nasza władza, ale bez wzglądu na słuszność dokształcam się prawnie, by móc z władzą podyskutować. W związku z przyspieszoną edukacją prawną nie chcę się jakoś specjalnie chwalić, czy też uchodzić za Kalisza, jednak na ile mnie wiedza nie zawodzi, to co przyleci z Moskwy, w zwykłym procesie o włamanie do kurnika, nie miałby żadnej wartości dowodowej. Jakieś odciski palców i mikroślady chemiczne uzyskane w dwa i pół roku od zdarzania, w dodatku zdeponowane na miejscu zdarzenia pod bokiem osób, które mogą być podejrzewane co najmniej o mataczenie w sprawie, dla zwykłego rejonowego sądu byłby nie do zaakceptowania. Obojętnie co przyleci z Moskwy brutalna prawda jest taka, że przed pojawieniem się tych legendarnych próbek, prawnie, ale też dla ustalenia prawdy, zebrane gadżety mają wartość śmieci. Ten argument powinien dotrzeć przede wszystkim do każdego ostrego krytyka skandalicznych zachowań ruskiej i polskiej prokuratury, ruskich i polskich „ekspertów”. Nie trzeba chyba tłumaczyć, że przez 2,5 roku w Smoleńsku z dowodami robiono wszystko co tylko dowcipnym Rosjanom wpadło do głowy, cięto, gięto, myto, przesuwano części, wycinano las, przeorano ziemię. Gdyby jakimś cudem lub bardakiem Ruscy zapomnieli o wyczyszczeniu najbardziej spektakularnych śladów, mieli dodatkowy bonus w postaci depozytu, aby błąd naprawić. Jak dla mnie nie ma pytania, czy te materiały są w minimalnym stopniu wiarygodne, dla mnie pytanie brzmi zupełnie inaczej. Co Ruscy nam podrzucą i dlaczego podrzucą akurat to?

Przez pewien czas głęboką naiwnością wykazała się nawet umęczona przez „państwo polskie” Małgorzata Wassermann, która zachęcała do „kibicowania NPW”. We mnie nie ma cienia złudzeń, ta władza i ci ludzie zrobią wszystko, by z tragedii smoleńskiej nie pozostał żaden poważny fragment śledztwa. Wystarczy połączyć ostatnie dwa numery NPW, poniżej wszelkiej normy IQ, żeby widzieć w co NPW gra. Badania spektrometrami drugiego tupolewa, plus obcięcie brzozy z fragmentami złomu, o którym rodziny pisały już w 2010 roku, że nie było żadnych metalowych części i nagle się część w drzewie pojawiła, świadczy jednoznacznie, że kolejny raz NPW dąży do zamknięcia sprawy. Paradoksalnie dużo większe nadzieje wiążę z towarzyszami radzieckimi, bo oni w zasadzie mogę pozwolić sobie na każdy wariant, nie wykluczając zamachu. Bardzo słabym punktem manewru zamachowego jest końcowy raport MAK, Ruscy musieliby się przyznać do błędu, a to nie leży w ruskiej naturze. Z drugiej strony zamach jest w stanie wywrócić w Polsce polityczny, na chama utrzymywany, „porządek” i poprowadzić Polskę w kierunku Ukrainy. Perspektywa kusząca i łatwa do przeprowadzenia, bo te tak zwane próbki są w rękach nie tylko NPW, ale swoją pulę otrzymali Rosjanie. Nie od dziś wiadomo, że w RPIII amerykańscy uczeni i inżynierowie z NASA zostają oszołomami, gdy tylko ich badania nie korespondują z prawdziwym obrazem Polaków pokazanym w „przejmującym” filmie „Pokłosie”. Ale jak coś powiedzą towarzysze z kosmodromu Bajkonur, czy też FSB, „Prawda” natychmiast staje się prawdą. Powtórzę jedyne interesujące pytanie. Co i dlaczego Ruscy nam podrzucą?

Wymieniłem najsłabszy i najmocniejszy punkt podrzucania zamachu, warto jeszcze przebadać klika okoliczności towarzyszących. Zastanawiające są wskazania spektrometrów, ale jeszcze bardziej dziwią same badania. Ślepy widzi, że NPW ucieka od zamachu, aż nogi i głowę gubi i to zachowanie nijak się ma do komplikowania sobie życia samym badaniem. Coś NPW zmusiło do smoleńskiej eskapady. Co lub kto? Kogo lub czego mogła się przestraszyć NPW? Pierwsze skojarzenie jest takie, że konkurencji i tutaj konkurencja może być dwojaka albo ruskie mataczenia albo ustalenia zespołu Macierewicza. Tej drugiej wersji raczej „państwo polskie” się nie lęka, pozostaje zatem podejrzenie, że to Ruscy podrzucają rewelacje, których w Polsce zatuszować się nie da. MAK zakończył „badania”, ale prokuratura radziecka ciągle „bada” i może sobie zbadać co tylko się Putinowi zamarzy. Pojęcia nie mam jak naprawdę wyglądał najnowszy scenariusz, pewne jednak jest to, że Ruscy co najmniej pozwolili przebadać, jeśli nie zmusili do badania NPW. Pewne jest, że Ruscy mogą teraz poprowadzić śledztwo w dowolnym kierunku, potwierdzić obecność nawozów sztucznych, wykazać obecność trotylu z II WŚ, stwierdzić obecność nitrogliceryny wyprodukowanej w Czeczenii lub odesłać do Polski czyste jak łza kawałki tupolewa. Podsumowując przylot „dowodów”, które mają rangę prawnych śmieci, trzeba sobie uczciwie i bezsilnie powiedzieć, że niczego się z badania nie dowiemy, poza jednym. Badania mogą wykazać tylko i aż plany polityczne Putina. Trotyl i inne ślady czegokolwiek, będą środkiem politycznym, nie żadnym materiałem dowodowym.

Oczywiście istnieje jeszcze i taka możliwość, że Ruscy mają to wszystko głęboko gdzieś, wiedzieli, że Polakom da się podrzucić pomylone trumny, sfałszowane sekcje zwłok, sfałszowane wyniki badań krwi, zmanipulowane zapisy czarnych skrzynek, skoszony las, to i prawdziwy trotyl z nitrogliceryną nie zrobią wrażenia. Obawiam się jednak, że tej tragedii metodą laboratoryjnych badań na obecność tych czy innych substancji odszyfrować się nie da. Chciałbym wierzyć, że przylot skrawków smoleńskiej tajemnicy będzie jakimś przełomem, ale tę wiarę musiałbym obciążyć olbrzymim garbem naiwności. Właściwie każdy scenariusz jest zabezpieczony, nawet trotyl i nitrogliceryna zostały zamęczone, wyśmiane i rozmydlone jak wszystkie ważne sprawy. Wystarczy jeden prostacki zabieg Tuska i sprawa będzie pozamiatana: „Szanowni Państwo, fakt, że NPW ujawniła mikroślady trotylu najdobitniej świadczy, że PiS przez blisko 3 lata pomawiał mnie i państwo polskie o najgorsze intencje. Chyba nie trzeba bardziej wyrazistego przykładu na niezależność prokuratury i czyste intencje rządu niż te wyniki badań. Inna rzecz, że po tej jasnej, z naukowego punktu widzenia, analizie, racjonalnie wytłumaczonej obecności mikrośladów, których pochodzenie nie ma nic wspólnego z czasem i miejscem tragedii, podkreślam czasem i miejscem, ponownie rozpęta się piekło najcięższych oskarżeń”. Oby mi język zesztywniał, wtedy na migi odszczekam swoje najsmutniejsze przypuszczenie, ale boję się, że może być jeszcze bardziej ponuro. Z drugiej strony jest jeszcze takie małe pocieszenie, o ile trudno będzie ustalić, co Ruscy zrobili z tupolewem, o tyle kłamstwo Tuska wysmażone do spółki z NPW jest łatwe do zdemaskowania. Pod jednym wszakże warunkiem, że poprzednie kłamstwo nie zostanie przykryte kolejnym kłamstwem. Dałoby się też bez trudu ustalić, czy Ruscy grzebali przy próbkach, od czasu zaplombowania do czasu wydania, wystarczyłoby zrobić nowe odczyty tymi samymi spektrometrami i porównać z poprzednimi, przyjmując jakiś tam próg tolerancji, co fachowcy pewnie bez trudu są w stanie ustalić. Tylko, że to wszystko musiałoby się odbyć w warunkach dobrej woli i determinacji, a nie mataczenia, co Tusk z ekipą realizuje od pierwszej sekundy tragedii.

Reklama

18 KOMENTARZE

  1. Zaraz po tym jak kolejne ekshumacje obaliły
    śmiałą i wyrost, tezę, że ,,rosyjscy profesjonaliści" wespół z polskimi, a nawet ministrą zdrąwia Kopacz, wykonali identyfikację ofiar smoleńskiej katastrofy, rosyjska telewizja Kanał 1 (jaka piękna nazwa, że też nasi nie naśladują) pokazała przykład ,,odrażającej i barbarzyńskiej" ekshumacji radzieckich sołdatów niedaleko Kostrzynia nad Odrą. Wtórowała ,,Komsomolskaja Prawda" pisząc o ,,świętokradztwie".
    Chodzi o szczątki sowieckich żołnierzy poległych w walkach o Kostrzyn, które przeniesiono na cmentarz wojenny w Gorzowie. Część z tych szczątków wykopano bez głów i jest to skutek barbarzyńskiej i prymitywnej ,,ekshumacji" przeprowadzonej w tym miejscu w roku 1953.
    Słowem nie wspomina radziecka telewizja ani radziecka gazeta, o tym, że w 1953 roku, nie tylko Kostrzyn n/Odrą ale cały obszar między Odrą a Bugiem był fragmentem Związku Radzieckiego. Z radzieckim marszałkiem na czele ,,wojska polskiego", radzieckim ministrem obrony i radzieckim ,,prezydentem Bierutem" (ksywa NKWD ,,Tomasz").

  2. Zaraz po tym jak kolejne ekshumacje obaliły
    śmiałą i wyrost, tezę, że ,,rosyjscy profesjonaliści" wespół z polskimi, a nawet ministrą zdrąwia Kopacz, wykonali identyfikację ofiar smoleńskiej katastrofy, rosyjska telewizja Kanał 1 (jaka piękna nazwa, że też nasi nie naśladują) pokazała przykład ,,odrażającej i barbarzyńskiej" ekshumacji radzieckich sołdatów niedaleko Kostrzynia nad Odrą. Wtórowała ,,Komsomolskaja Prawda" pisząc o ,,świętokradztwie".
    Chodzi o szczątki sowieckich żołnierzy poległych w walkach o Kostrzyn, które przeniesiono na cmentarz wojenny w Gorzowie. Część z tych szczątków wykopano bez głów i jest to skutek barbarzyńskiej i prymitywnej ,,ekshumacji" przeprowadzonej w tym miejscu w roku 1953.
    Słowem nie wspomina radziecka telewizja ani radziecka gazeta, o tym, że w 1953 roku, nie tylko Kostrzyn n/Odrą ale cały obszar między Odrą a Bugiem był fragmentem Związku Radzieckiego. Z radzieckim marszałkiem na czele ,,wojska polskiego", radzieckim ministrem obrony i radzieckim ,,prezydentem Bierutem" (ksywa NKWD ,,Tomasz").

  3. Wassermann, która zachęcała do „kibicowania NPW”
    Nie ma na co liczyć "nasza" prokuratura wojskowa nie ma ręki ani do śledztw ani do samobójstw, jest jak słynna reprezentacja kraju.
    Kibicowanie obu to zmarnowany czas.
    A tak z ciekawości czy samostrzał pewnego Szwejka nie kwalifikuje się pod "unikanie służby wojskowej"?
    Nie pamiętam jak to się nazywa dezercja cy cuś?

  4. Wassermann, która zachęcała do „kibicowania NPW”
    Nie ma na co liczyć "nasza" prokuratura wojskowa nie ma ręki ani do śledztw ani do samobójstw, jest jak słynna reprezentacja kraju.
    Kibicowanie obu to zmarnowany czas.
    A tak z ciekawości czy samostrzał pewnego Szwejka nie kwalifikuje się pod "unikanie służby wojskowej"?
    Nie pamiętam jak to się nazywa dezercja cy cuś?

  5. Ruscy są zachwyceni Baćką
    Ruscy są zachwyceni Baćką Komorowskim, podobno na dużo więcej liczyli ze strony Tuska – z nowości póki co największy sukces to załatwienie Ostrołęki kosztem atomu z Kaliningradu. Sbierbank od instytucji takich jak KNF nie dostał (póki co) zielonego światła, a Lotosu też (jeszcze wtedy Grad) nie opchnięto ruskim, bo jazgot wszczęła komisja sejmowa z PiS na czele. Budzanowski z kolei dostał nakaz nierobienia nic w tym temacie, bo sondaże pokazały, że sprzedaż Lotosu Lukoilowi źle wypada w sondażach.
    Kreml wie, że trotyl w próbkach to bardzo silny Kaczyński i PiS – do tego nie dopuszczą.
    Czyli najwyżej co mógł Putin włożyć Kopczykowi do torby to jakaś próba zlewarowania któregoś kierunku śledztwa w stronę "wielomożliwości" co rozpoczęłoby debatę akademicką.

  6. Ruscy są zachwyceni Baćką
    Ruscy są zachwyceni Baćką Komorowskim, podobno na dużo więcej liczyli ze strony Tuska – z nowości póki co największy sukces to załatwienie Ostrołęki kosztem atomu z Kaliningradu. Sbierbank od instytucji takich jak KNF nie dostał (póki co) zielonego światła, a Lotosu też (jeszcze wtedy Grad) nie opchnięto ruskim, bo jazgot wszczęła komisja sejmowa z PiS na czele. Budzanowski z kolei dostał nakaz nierobienia nic w tym temacie, bo sondaże pokazały, że sprzedaż Lotosu Lukoilowi źle wypada w sondażach.
    Kreml wie, że trotyl w próbkach to bardzo silny Kaczyński i PiS – do tego nie dopuszczą.
    Czyli najwyżej co mógł Putin włożyć Kopczykowi do torby to jakaś próba zlewarowania któregoś kierunku śledztwa w stronę "wielomożliwości" co rozpoczęłoby debatę akademicką.

  7. Coś tu nie hallo
    Afera trotylowa wybuchła jakiś miesiąc temu. Wtedy też mówiono, że próbki wrócą za 6 miesięcy. A tu nagle pyk i próbki są już prawie w Polsce. Dynamiczny rozwój wypadków jest zastanawiający. W przeciągu jednego miesiąca z pół roku zrobił się miesiąc.

  8. Coś tu nie hallo
    Afera trotylowa wybuchła jakiś miesiąc temu. Wtedy też mówiono, że próbki wrócą za 6 miesięcy. A tu nagle pyk i próbki są już prawie w Polsce. Dynamiczny rozwój wypadków jest zastanawiający. W przeciągu jednego miesiąca z pół roku zrobił się miesiąc.

  9. nie idzie dogodzić tym Polakom
    Władza wyprosiła na Rosjanach aby przysłali cokolwiek w woreczkach, po to by zatkać gęby podnoszącym głowy karłom reakcji plującym na sojusz polsko-radziecki.
    No to oni w pażdzirniku kazali kumuś z szufelką oblecieć teren i nasypać świeżego śmiecia.
    Ruscy już całkiem olali tuskowy rząd, i robią se z niego zwykłe jaja,  tak jak Niemcy i reszta cywilizacji zachodniej.
    Dodatkową zagwozdkę mają nasi badacze, bo skoro w zwykłym porównawczym tupolewie odkryli cząstki energetyczne, to w tym pechowym takie też muszą być, i to wręcz koniecznie.
    A jeśli ruskie szutniki złośliwie dobrały same czyste kawałki, to co będzie?
    Nie znaleźć nic, spory problem, znaleźć coś – też kłopot.
    Czyli wezmą na przeczekanie zapewne.

  10. nie idzie dogodzić tym Polakom
    Władza wyprosiła na Rosjanach aby przysłali cokolwiek w woreczkach, po to by zatkać gęby podnoszącym głowy karłom reakcji plującym na sojusz polsko-radziecki.
    No to oni w pażdzirniku kazali kumuś z szufelką oblecieć teren i nasypać świeżego śmiecia.
    Ruscy już całkiem olali tuskowy rząd, i robią se z niego zwykłe jaja,  tak jak Niemcy i reszta cywilizacji zachodniej.
    Dodatkową zagwozdkę mają nasi badacze, bo skoro w zwykłym porównawczym tupolewie odkryli cząstki energetyczne, to w tym pechowym takie też muszą być, i to wręcz koniecznie.
    A jeśli ruskie szutniki złośliwie dobrały same czyste kawałki, to co będzie?
    Nie znaleźć nic, spory problem, znaleźć coś – też kłopot.
    Czyli wezmą na przeczekanie zapewne.

  11. Jeśli wrześniowe badania to wypadek przy pracy…
    – mam na myśli to, że NPW wysłała nie tych ludzi, ktorych powinna, a oni zamiast odkryć nic odkryli ślady trotylu – to teraz mozemy zobaczyć czy nowe badania odbędą się " w warunkach dobrej woli i determinacji". Wystarczy sprawdzić czy ci sami eksperci, którzy byli wtedy w Smoleńsku będą teraz badać przysłane z Rosji próbki.

  12. Jeśli wrześniowe badania to wypadek przy pracy…
    – mam na myśli to, że NPW wysłała nie tych ludzi, ktorych powinna, a oni zamiast odkryć nic odkryli ślady trotylu – to teraz mozemy zobaczyć czy nowe badania odbędą się " w warunkach dobrej woli i determinacji". Wystarczy sprawdzić czy ci sami eksperci, którzy byli wtedy w Smoleńsku będą teraz badać przysłane z Rosji próbki.