Reklama

Nie będę nawet zgadywał dlaczego Michnik i funkcjonariusze, do spółki z konkurencją TVN24 wyjechali z przeciekiem raportu „lądowania Boeinga na brzuchu”. Proszę, żeby każdy dobrał sobie ulubiony powód: wystąpienia lennika Sikorskiego, PZPN, czy inne „głupie” PKB, które przekroczyło próg. Ważniejszy jest poziom tego co Michnik z funkcjonariuszami robi. Na nieszczęście dla twórców broszury żydowskich komunistów, nie wyrosła żadna brzoza, tym bardziej nie mogło być mowy o awanturze na Okęciu. Właściwy prezydent odznaczył przypadkowych bohaterów, którzy natychmiast stali się Henią Krzywonos polskiego lotnictwa. No może nie tak natychmiast, najpierw Tadziu Wrona wytłumaczył Polakom, czym się różni beton od bagna oraz uszkodzony Boeing od 100% sprawnego TU-154M. W nagrodę organa prasowe czuwają i przedstawiają optymalną wersję wydarzeń. Przede wszystkim nagłówek dla przeciętnego czytelnika GW, który poza nagłówek rzadko wychodzi, percepcja mu odruchowo hamuje. W nagłówkach odpowiednia treść: „Żadnej winy pilotów”. Miód na serce polskiemu lotnictwu, nie wiem jak pasażerom LOT, ale opinia nie pozostawia złudzeń, chociaż to co napisał funkcjonariusz Michnika, nie jest nawet wstępnym raportem, tylko przeciekiem z przecieku. Jednak szczyt możliwości biuletyn żydowskich komunistów osiąga w poniższym akapicie:

Portal ustalił, że w raporcie odnotowane będzie “wybicie” jednego z bezpieczników. Nie jest to bezpiecznik awaryjnego systemu opuszczania podwozia (o którym była mowa wcześniej), ale inny bezpiecznik, pod który podczepione jest kilkanaście innych systemów. Eksperci zastali ten bezpiecznik “wybity”, gdy boeing leżał na pasie na Okęciu, nie wiedzą jednak jeszcze jak doszło do jego wybicia.

Reklama

Proszę zwrócić uwagę na skalę idiotyzmu zawartą w tej „treści”. Jako były posiadacz samochodu marki Syrena 105, z biegami w kierownicy, stwierdzam ponad wszelką wątpliwości, że tylko ostatni kretyn mógł napisać, że w jakimkolwiek samolocie funkcjonuje bezpiecznik odpowiadający za KILKANAŚCIE SYSTEMÓW. I to po pierwsze. Po drugie, „wybity” bezpiecznik od kierunkowskazów Syreny 105, z biegami w kierownicy, wyłączał kontrolkę kierunkowskazów. Pytam ile „kontrolek” w Boeingu musiał wyłączyć bezpiecznik odpowiadający za KILKANAŚCIE SYSTEMÓW i dlaczego tej „choinki” nikt nie zgłosił w trakcie lotu. No i na koniec uwaga techniczna ogólna. Dotąd sądziłem, że najlepsze maszyny robią radzieccy uczeni, okazuje się, że amerykańscy są nie do pobicia. To prawdziwy cud, że samolot Boeing 767, po wyłączeniu KILKUNASTU SYSTEMÓW spokojnie przeleciał sobie Atlantyk. Producent powinien dokładnie przyjrzeć się temu fenomenowi, widzę tu nieograniczone pole do oszczędności, przy zachowaniu absolutnego bezpieczeństwa. KILKANAŚCIE SYSTEMÓW „debeściaki” z GW wyłączyły, bo: „On (Komorowski) nas zabije”. Ne wiem, który już raz powtarzam, że do wychwycenia wszystkich mitów z GW i TVN, dotyczących pilotażu, nie potrzeba żadnej wiedzy lotniczej, wystarczy podstawówka, a ostatnio nawet Syrena 105 z biegami w kierownicy.

Reklama

30 KOMENTARZE

    • To co przytoczyłeś Knock.out.4 – to jest przygrywka
      do zakupu B787 Dreamliner’a. W Boeingu nie zatrudniają idiotów. I doskonale wiedzą ilu panów z wielkimi walizkami – od konsorcjum Airbusa – kursuje po świecie. I do Warszawy też zaglądają, mimo, że pan generał ,,Czy” chwilowo nie przyjmuje.
      Więc pogrążając LOT, pogrążają siebie. Raz, że naprawiali DWA razy ową hydraulikę. Dwa – szkolili pilotów, którzy nie bardzo wiedzą co zrobić w krytycznej sytuacji,ale nie przeszkadza im to zaryzykować życiem 230 osób.

      • Przecież to klasyczna
        Przecież to klasyczna wrzutka. Łyknie, czy nie łyknie ciemny lud. Przypomnę, że GW pisała o tym, że ten Boeing nie ma instalacji do zrzucania paliwa i dlatego musiał lecieć przez Ocean. Jaki bezpiecznik wywaliło, było jasne w dniu gdy opuszczono podwozie i potwierdził to bodaj Makula. Po miesiącu podmieniono bezpiecznik, wcześniej dorobiono instalację do zrzutu paliwa. Jeśli ktokolwiek widział kiedyś jakikolwiek system elektryczny w którymkolwiek urządzeniu mechaniczno-elektrycznym, ten wie, że nie ma takiego bezpiecznika (poza głównym), który wyłącza KILKANAŚCIE SYSTEMÓW. Przecież rozum blokuje taką “informację”, idiota nie konstruktor samolotów nie oparłby funkcjonowania kilkunastu systemów na jednym bezpieczniku. No chyba, że pod tym pojęciem propagandziści z GW rozumieją obwód żaróweczek nad głową pasażerów, to wtedy i kilkadziesiąt systemów można podpiąć.

        • Akurat B767 ma rozwiązanie genialne
          w swojej prostocie. Kiedy wszystko padnie, silniki albo agregat – włączy się automatycznie (wysunie z kadłuba), albo pilot włączy manualnie – słynna turbina RAT. I właśnie o niej cisza,bo nie można jej schować inaczej niż ręcznie po wylądowaniu. A nigdzie jej, na zdjęciach ,,bohaterskiego” samolotu, nie widać. Więc ten, kto mówi, że wykorzystali wszelkie możliwości, albo, że ,,zrobili wszystko” – nie wie o czym mówi. To jest tylko argument za tym, że nie mieli prawa lecieć przez Atlantyk.
          Jeśli zaś chodzi o naszego nieszczęsnego tupolewa, to ruszyło się sumienie części naszych naukowych elit. Po półtora roku pytają nieśmiało, tuzy naszej nauki, czy aby nie zwołać konferencji na temat mechaniki defragmentacji samolotu, na 900 tys. kawałków – po upadku w błoto.

          • Pomijając już wszystkie
            Pomijając już wszystkie turbinki i nie turbinki. Zakładając nawet ten techniczny absurd, że na jednym bezpieczniku działa kilkanaście systemów, a przez system to ja nie rozumiem obwodu żaróweczek od wewnętrznego oświetlenia, ale układy odpowiedzialne za funkcjonowanie samolotu, to mam dwa pytania. Jak to możliwe, że przy “wybiciu” bezpiecznika odpowiadającego z kilkanaście systemów, załoga nie miała pojęcia, że takie “wybicie” nastąpiło? Ktoś chce mi powiedzieć, że za każdym razem jak w Boeingu 767 wywali bezpiecznik, fakt ten nie jest sygnalizowany żadnym komunikatem do załogi, a standardową procedurą jest lądowanie “na brzuchu”? Na miły Bóg, przecież rozum nie może przyjąć do wiadomości czegoś podobnego.

          • Jaka szkoda, że zapomnieli o pierwszej ,,oficjalnej wersji”
            mianowicie o zamarzającym płynie z hydraulicznej instalacji. Miał wyciekać z przewodu po kadłubie, ale tak sprytnie, że zamarzając zablokował wszystkie 3 luki podwozia(L,R,FG).
            B767 ma 5 (PIĘĆ) niezależnych systemów zasilania. Wszystko co się dzieje we wszystkich instalacjach jest obrazowane na dwóch panelach EICAS na środku cockpitu.
            Zaś instrukcja użytkowania zawiera algorytmy postępowania w bardziej skomplikowanych przypadkach.
            Takimi enuncjacjami tylko potwierdzają, że poziom polskiego dziennikarstwa sięgnął dna … studzienki kanalizacyjnej.

          • Dobra wiadomość dla Brudzińskiego
            czytałem proklamację Sikorskiego, była równie czytelna co Breivika.
            No i te nieodparte wrażenie że pisał Rostowski….
            A teraz dobra wiadomość dla kolegi Brudzińskiego: IV Rzesza nie pozwoli żeby Niemcami rządziło międzynarodowe a już szczególnie ponadnarodowe towarzystwo.

            Wojna w jugosławii wybuchła w gabinecie chorwackiego szefa banku centralnego, akurat wtedy kiedy był tam dziennikarz Sikorski. Dalibyście wiarę gdybyście sami nie przeczytali?

    • To co przytoczyłeś Knock.out.4 – to jest przygrywka
      do zakupu B787 Dreamliner’a. W Boeingu nie zatrudniają idiotów. I doskonale wiedzą ilu panów z wielkimi walizkami – od konsorcjum Airbusa – kursuje po świecie. I do Warszawy też zaglądają, mimo, że pan generał ,,Czy” chwilowo nie przyjmuje.
      Więc pogrążając LOT, pogrążają siebie. Raz, że naprawiali DWA razy ową hydraulikę. Dwa – szkolili pilotów, którzy nie bardzo wiedzą co zrobić w krytycznej sytuacji,ale nie przeszkadza im to zaryzykować życiem 230 osób.

      • Przecież to klasyczna
        Przecież to klasyczna wrzutka. Łyknie, czy nie łyknie ciemny lud. Przypomnę, że GW pisała o tym, że ten Boeing nie ma instalacji do zrzucania paliwa i dlatego musiał lecieć przez Ocean. Jaki bezpiecznik wywaliło, było jasne w dniu gdy opuszczono podwozie i potwierdził to bodaj Makula. Po miesiącu podmieniono bezpiecznik, wcześniej dorobiono instalację do zrzutu paliwa. Jeśli ktokolwiek widział kiedyś jakikolwiek system elektryczny w którymkolwiek urządzeniu mechaniczno-elektrycznym, ten wie, że nie ma takiego bezpiecznika (poza głównym), który wyłącza KILKANAŚCIE SYSTEMÓW. Przecież rozum blokuje taką “informację”, idiota nie konstruktor samolotów nie oparłby funkcjonowania kilkunastu systemów na jednym bezpieczniku. No chyba, że pod tym pojęciem propagandziści z GW rozumieją obwód żaróweczek nad głową pasażerów, to wtedy i kilkadziesiąt systemów można podpiąć.

        • Akurat B767 ma rozwiązanie genialne
          w swojej prostocie. Kiedy wszystko padnie, silniki albo agregat – włączy się automatycznie (wysunie z kadłuba), albo pilot włączy manualnie – słynna turbina RAT. I właśnie o niej cisza,bo nie można jej schować inaczej niż ręcznie po wylądowaniu. A nigdzie jej, na zdjęciach ,,bohaterskiego” samolotu, nie widać. Więc ten, kto mówi, że wykorzystali wszelkie możliwości, albo, że ,,zrobili wszystko” – nie wie o czym mówi. To jest tylko argument za tym, że nie mieli prawa lecieć przez Atlantyk.
          Jeśli zaś chodzi o naszego nieszczęsnego tupolewa, to ruszyło się sumienie części naszych naukowych elit. Po półtora roku pytają nieśmiało, tuzy naszej nauki, czy aby nie zwołać konferencji na temat mechaniki defragmentacji samolotu, na 900 tys. kawałków – po upadku w błoto.

          • Pomijając już wszystkie
            Pomijając już wszystkie turbinki i nie turbinki. Zakładając nawet ten techniczny absurd, że na jednym bezpieczniku działa kilkanaście systemów, a przez system to ja nie rozumiem obwodu żaróweczek od wewnętrznego oświetlenia, ale układy odpowiedzialne za funkcjonowanie samolotu, to mam dwa pytania. Jak to możliwe, że przy “wybiciu” bezpiecznika odpowiadającego z kilkanaście systemów, załoga nie miała pojęcia, że takie “wybicie” nastąpiło? Ktoś chce mi powiedzieć, że za każdym razem jak w Boeingu 767 wywali bezpiecznik, fakt ten nie jest sygnalizowany żadnym komunikatem do załogi, a standardową procedurą jest lądowanie “na brzuchu”? Na miły Bóg, przecież rozum nie może przyjąć do wiadomości czegoś podobnego.

          • Jaka szkoda, że zapomnieli o pierwszej ,,oficjalnej wersji”
            mianowicie o zamarzającym płynie z hydraulicznej instalacji. Miał wyciekać z przewodu po kadłubie, ale tak sprytnie, że zamarzając zablokował wszystkie 3 luki podwozia(L,R,FG).
            B767 ma 5 (PIĘĆ) niezależnych systemów zasilania. Wszystko co się dzieje we wszystkich instalacjach jest obrazowane na dwóch panelach EICAS na środku cockpitu.
            Zaś instrukcja użytkowania zawiera algorytmy postępowania w bardziej skomplikowanych przypadkach.
            Takimi enuncjacjami tylko potwierdzają, że poziom polskiego dziennikarstwa sięgnął dna … studzienki kanalizacyjnej.

          • Dobra wiadomość dla Brudzińskiego
            czytałem proklamację Sikorskiego, była równie czytelna co Breivika.
            No i te nieodparte wrażenie że pisał Rostowski….
            A teraz dobra wiadomość dla kolegi Brudzińskiego: IV Rzesza nie pozwoli żeby Niemcami rządziło międzynarodowe a już szczególnie ponadnarodowe towarzystwo.

            Wojna w jugosławii wybuchła w gabinecie chorwackiego szefa banku centralnego, akurat wtedy kiedy był tam dziennikarz Sikorski. Dalibyście wiarę gdybyście sami nie przeczytali?

    • To co przytoczyłeś Knock.out.4 – to jest przygrywka
      do zakupu B787 Dreamliner’a. W Boeingu nie zatrudniają idiotów. I doskonale wiedzą ilu panów z wielkimi walizkami – od konsorcjum Airbusa – kursuje po świecie. I do Warszawy też zaglądają, mimo, że pan generał ,,Czy” chwilowo nie przyjmuje.
      Więc pogrążając LOT, pogrążają siebie. Raz, że naprawiali DWA razy ową hydraulikę. Dwa – szkolili pilotów, którzy nie bardzo wiedzą co zrobić w krytycznej sytuacji,ale nie przeszkadza im to zaryzykować życiem 230 osób.

      • Przecież to klasyczna
        Przecież to klasyczna wrzutka. Łyknie, czy nie łyknie ciemny lud. Przypomnę, że GW pisała o tym, że ten Boeing nie ma instalacji do zrzucania paliwa i dlatego musiał lecieć przez Ocean. Jaki bezpiecznik wywaliło, było jasne w dniu gdy opuszczono podwozie i potwierdził to bodaj Makula. Po miesiącu podmieniono bezpiecznik, wcześniej dorobiono instalację do zrzutu paliwa. Jeśli ktokolwiek widział kiedyś jakikolwiek system elektryczny w którymkolwiek urządzeniu mechaniczno-elektrycznym, ten wie, że nie ma takiego bezpiecznika (poza głównym), który wyłącza KILKANAŚCIE SYSTEMÓW. Przecież rozum blokuje taką “informację”, idiota nie konstruktor samolotów nie oparłby funkcjonowania kilkunastu systemów na jednym bezpieczniku. No chyba, że pod tym pojęciem propagandziści z GW rozumieją obwód żaróweczek nad głową pasażerów, to wtedy i kilkadziesiąt systemów można podpiąć.

        • Akurat B767 ma rozwiązanie genialne
          w swojej prostocie. Kiedy wszystko padnie, silniki albo agregat – włączy się automatycznie (wysunie z kadłuba), albo pilot włączy manualnie – słynna turbina RAT. I właśnie o niej cisza,bo nie można jej schować inaczej niż ręcznie po wylądowaniu. A nigdzie jej, na zdjęciach ,,bohaterskiego” samolotu, nie widać. Więc ten, kto mówi, że wykorzystali wszelkie możliwości, albo, że ,,zrobili wszystko” – nie wie o czym mówi. To jest tylko argument za tym, że nie mieli prawa lecieć przez Atlantyk.
          Jeśli zaś chodzi o naszego nieszczęsnego tupolewa, to ruszyło się sumienie części naszych naukowych elit. Po półtora roku pytają nieśmiało, tuzy naszej nauki, czy aby nie zwołać konferencji na temat mechaniki defragmentacji samolotu, na 900 tys. kawałków – po upadku w błoto.

          • Pomijając już wszystkie
            Pomijając już wszystkie turbinki i nie turbinki. Zakładając nawet ten techniczny absurd, że na jednym bezpieczniku działa kilkanaście systemów, a przez system to ja nie rozumiem obwodu żaróweczek od wewnętrznego oświetlenia, ale układy odpowiedzialne za funkcjonowanie samolotu, to mam dwa pytania. Jak to możliwe, że przy “wybiciu” bezpiecznika odpowiadającego z kilkanaście systemów, załoga nie miała pojęcia, że takie “wybicie” nastąpiło? Ktoś chce mi powiedzieć, że za każdym razem jak w Boeingu 767 wywali bezpiecznik, fakt ten nie jest sygnalizowany żadnym komunikatem do załogi, a standardową procedurą jest lądowanie “na brzuchu”? Na miły Bóg, przecież rozum nie może przyjąć do wiadomości czegoś podobnego.

          • Jaka szkoda, że zapomnieli o pierwszej ,,oficjalnej wersji”
            mianowicie o zamarzającym płynie z hydraulicznej instalacji. Miał wyciekać z przewodu po kadłubie, ale tak sprytnie, że zamarzając zablokował wszystkie 3 luki podwozia(L,R,FG).
            B767 ma 5 (PIĘĆ) niezależnych systemów zasilania. Wszystko co się dzieje we wszystkich instalacjach jest obrazowane na dwóch panelach EICAS na środku cockpitu.
            Zaś instrukcja użytkowania zawiera algorytmy postępowania w bardziej skomplikowanych przypadkach.
            Takimi enuncjacjami tylko potwierdzają, że poziom polskiego dziennikarstwa sięgnął dna … studzienki kanalizacyjnej.

          • Dobra wiadomość dla Brudzińskiego
            czytałem proklamację Sikorskiego, była równie czytelna co Breivika.
            No i te nieodparte wrażenie że pisał Rostowski….
            A teraz dobra wiadomość dla kolegi Brudzińskiego: IV Rzesza nie pozwoli żeby Niemcami rządziło międzynarodowe a już szczególnie ponadnarodowe towarzystwo.

            Wojna w jugosławii wybuchła w gabinecie chorwackiego szefa banku centralnego, akurat wtedy kiedy był tam dziennikarz Sikorski. Dalibyście wiarę gdybyście sami nie przeczytali?

  1. biuletyn dezinformacyjny…
    W biuletynie dezinformacyjnym “GW”, chodziło o zbudowanie podwalin, pod tezę, że Wrona nawet jakby chciał naprawić bezpiecznik, to i tak nie dałby rady, bo podłączony on był do gigantycznej liczby systemów, a Wrona przecież jest tylko jeden.
    Wartości technicznej to wiedza dezinformacyjnego biuletynu nie ma żadnej, ale za to jakże wspiera formułowane i forsowane naprędce tezy pseudo-ekspertów ! 🙂

  2. biuletyn dezinformacyjny…
    W biuletynie dezinformacyjnym “GW”, chodziło o zbudowanie podwalin, pod tezę, że Wrona nawet jakby chciał naprawić bezpiecznik, to i tak nie dałby rady, bo podłączony on był do gigantycznej liczby systemów, a Wrona przecież jest tylko jeden.
    Wartości technicznej to wiedza dezinformacyjnego biuletynu nie ma żadnej, ale za to jakże wspiera formułowane i forsowane naprędce tezy pseudo-ekspertów ! 🙂

  3. biuletyn dezinformacyjny…
    W biuletynie dezinformacyjnym “GW”, chodziło o zbudowanie podwalin, pod tezę, że Wrona nawet jakby chciał naprawić bezpiecznik, to i tak nie dałby rady, bo podłączony on był do gigantycznej liczby systemów, a Wrona przecież jest tylko jeden.
    Wartości technicznej to wiedza dezinformacyjnego biuletynu nie ma żadnej, ale za to jakże wspiera formułowane i forsowane naprędce tezy pseudo-ekspertów ! 🙂

  4. Tak na zakończenie, bo raport już dawno napisany
    ordery rozdane, tak samo tytuły bohaterów(w odwrotnej kolejności).
    Nasi rozmówcy niechętnie wyrażali swoje poglądy, gdyż – jak wskazywali – sposób zakończenia badania wypadku Boeinga 767 najwyraźniej został już przesądzony przedwczesnym odznaczeniem załogi nadanym przez prezydenta RP. Jak usłyszeliśmy, lotnicy nieczęsto mogą liczyć na tego typu wsparcie. Z pewnością zabrakło go po 10 kwietnia 2010 roku, kiedy tuż po katastrofie samolotu Tu-154M na najwyższych szczeblach władzy przesądzono o winie „niedoświadczonej” załogi. Lotnicy ze specpułku, w odróżnieniu od załogi 767, nie mogli popełnić błędu czy przeoczenia. Nikt nie pamięta również, że załoga boeinga to lotnicy z wieloletnim stażem, o których szkolenie dbał narodowy przewoźnik, a piloci wojskowi nie mogli nawet liczyć na szkolenia na symulatorach. Piloci pytani o przeoczony przez załogę 767 bezpiecznik przyznają, że rzeczywiście tuż przy fotelu drugiego pilota znajdują się bezpieczniki, które mogą być słabiej widoczne. – Jest to cała ściana bezpieczników i by je wszystkie sprawdzić, trzeba odpiąć się z fotela, wstać i obejrzeć całą tablicę z góry do dołu. Wokół wybitego bezpiecznika widoczna jest biała obwódka – podkreśla ekspert z zakresu badania wypadków lotniczych.

  5. Tak na zakończenie, bo raport już dawno napisany
    ordery rozdane, tak samo tytuły bohaterów(w odwrotnej kolejności).
    Nasi rozmówcy niechętnie wyrażali swoje poglądy, gdyż – jak wskazywali – sposób zakończenia badania wypadku Boeinga 767 najwyraźniej został już przesądzony przedwczesnym odznaczeniem załogi nadanym przez prezydenta RP. Jak usłyszeliśmy, lotnicy nieczęsto mogą liczyć na tego typu wsparcie. Z pewnością zabrakło go po 10 kwietnia 2010 roku, kiedy tuż po katastrofie samolotu Tu-154M na najwyższych szczeblach władzy przesądzono o winie „niedoświadczonej” załogi. Lotnicy ze specpułku, w odróżnieniu od załogi 767, nie mogli popełnić błędu czy przeoczenia. Nikt nie pamięta również, że załoga boeinga to lotnicy z wieloletnim stażem, o których szkolenie dbał narodowy przewoźnik, a piloci wojskowi nie mogli nawet liczyć na szkolenia na symulatorach. Piloci pytani o przeoczony przez załogę 767 bezpiecznik przyznają, że rzeczywiście tuż przy fotelu drugiego pilota znajdują się bezpieczniki, które mogą być słabiej widoczne. – Jest to cała ściana bezpieczników i by je wszystkie sprawdzić, trzeba odpiąć się z fotela, wstać i obejrzeć całą tablicę z góry do dołu. Wokół wybitego bezpiecznika widoczna jest biała obwódka – podkreśla ekspert z zakresu badania wypadków lotniczych.

  6. Tak na zakończenie, bo raport już dawno napisany
    ordery rozdane, tak samo tytuły bohaterów(w odwrotnej kolejności).
    Nasi rozmówcy niechętnie wyrażali swoje poglądy, gdyż – jak wskazywali – sposób zakończenia badania wypadku Boeinga 767 najwyraźniej został już przesądzony przedwczesnym odznaczeniem załogi nadanym przez prezydenta RP. Jak usłyszeliśmy, lotnicy nieczęsto mogą liczyć na tego typu wsparcie. Z pewnością zabrakło go po 10 kwietnia 2010 roku, kiedy tuż po katastrofie samolotu Tu-154M na najwyższych szczeblach władzy przesądzono o winie „niedoświadczonej” załogi. Lotnicy ze specpułku, w odróżnieniu od załogi 767, nie mogli popełnić błędu czy przeoczenia. Nikt nie pamięta również, że załoga boeinga to lotnicy z wieloletnim stażem, o których szkolenie dbał narodowy przewoźnik, a piloci wojskowi nie mogli nawet liczyć na szkolenia na symulatorach. Piloci pytani o przeoczony przez załogę 767 bezpiecznik przyznają, że rzeczywiście tuż przy fotelu drugiego pilota znajdują się bezpieczniki, które mogą być słabiej widoczne. – Jest to cała ściana bezpieczników i by je wszystkie sprawdzić, trzeba odpiąć się z fotela, wstać i obejrzeć całą tablicę z góry do dołu. Wokół wybitego bezpiecznika widoczna jest biała obwódka – podkreśla ekspert z zakresu badania wypadków lotniczych.