In vitro – państwowa refundacja maści na szczury

Prześlij dalej:

Dociera do mnie to całe in vitro jak głos nauczycielki chemii, która po latach musi mi wybaczyć, że nigdy nie potrafiłem się zakochać w tej szlachetnej dyscyplinie, bliżej byłem miłości do „chemiczki”. Z jednej strony mam letni stosunek do zagadnienia, z drugiej pełen komfort dystansu i tak sobie myślę, że w ideologicznej błazenadzie nikt nie poukładał najprostszych faktów. Po pierwsze i najważniejsze in vitro nie jest ani zakazane, ani wskazane, ono sobie po prostu jest i działa bez jakichkolwiek regulacji prawnych. O dziwo ten podstawowy fakt jakoś niespecjalnie rozgrzewa ideologiczne emocje jednej i drugiej strony odwiecznego sporu. Dopóki nikt nie przypomina, że jest coś takiego jak nieuregulowana procedura in vitro, to in vitro sobie żyje jak mu się podoba. Po drugie to co zamierza zrobić skończony Tusk nie jest żadną zmianą regulacji prawnych, nie jest najmniejszą oznaką administracyjnego uporządkowania medycyny, jakkolwiek idiotycznie to brzmi. Tusk wprowadza tylko i wyłącznie „becikowe” dla wybranych bezpłodnych, którzy akurat sobie wybrali, bądź też nie widzą innej metody poza in vitro. Innymi i najkrótszymi słowy skończony Donald wyciąga z kieszeni podatnika kasę na endoprotezę biodrową dla miłośników… powiedzmy aluminiowych endoprotez, co oczywiście jest li tylko przykładem, bo na protezach się nie znam. Gdy się wstępnie uporządkuje elementy ideologicznej układanki, widać wyraźnie, że mamy do czynienia z czymś na wzór potrójnie zapętlonej paranoi. Nie ma uregulowań prawnych dla zabiegu paramedycznego, który z jakiś powodów został beztroskim hitem kilku sezonów, chociaż zabieg bezpośrednio wkracza w sferę życia i śmierci, a więc tak zwanych praw podstawowych. W durną dyskusję kiedy zaczyna się życie nie dam się wciągnąć, ponieważ tę wiedzę posiadłem na lekcjach biologii, bodaj w 4 klasie szkoły podstawowej, mnie interesuje tylko paranoja stanu prawnego, popędzana paranoją ideologiczną, administracyjną i polityczną.

Strony

13612 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Matka Kurka

Autor artykułu: Matka Kurka

21 (liczba komentarzy)

  1. avatar

    30% skuteczności to jest taka skuteczność, jaką ma większość leków oferowanych przez medycynę. Te procenty to jest margines, jakim w badaniach klinicznych lek ma się w skuteczności różnić od placebo. i trzydzieści dowodzi, że lek działa.

    I nie ma w tym żadnego przekrętu, jeśli lek (czy też procedura, np. in vitro) nie uderza w znany i pojedynczy mechanizm choroby.
    Prostą przyczyną choroby zapalenie płuc jest znana (zbadana) bakteria i antybiotyk w nią celujący ma działać w 90%. Nigdy nie ma oczekiwania, że w 100%, bo biologia robi swoje bez naszej wiedzy ani zgody.

    Ale taka prostota to w medycynie jest wyjątek. Większość chorób ma przyczyny mnogie i złożone. Weź zwykły przykład, dajmy na to - łuszczyca, choroba dotykająca 2-3 osób na 100. Leków na łuszczycę jest z 50, każdy celuje w inny potencjalny mechanizm jej powstania. Dobrze, że jest w czym wybierać, jednemu pomoże to, drugiemu tamto. Trzeciemu nic nie pomoże.

    Jeśli jest dużo leków na tę samą chorobę, to znaczy, że jej etiologia jest złożona. A każdy lek ma 30% skuteczności.

    Etiologia bezpłodności jest bardzo złożona i obejmuje dwie osoby. Wobec tego, nawet 15% byłoby liczbą statystycznie znamienną, chyba, że to już na dwie osoby jest przeliczone, 30% na parę heteroseksualną. To jest naprawdę nieźle.

  2. żaden lek dopuszczony do obrotu nie ma tak niskiej skutecznośći. gdyby jakaś firma chciała zarejestrować taki preparat, naraziłaby się na zabicie śmiechem.
    Rzecz jest w czymś innym i MK intuicyjnie to zauważył. Problem polega na komercjalizacji. od lat w medycynie nie było znaczącego przełomu. nie wprowadza się innowacyjnych leków, bo to się nie opłaca.

  3. Niektóre leki stosowane w chemoterapii mają skuteczność poniżej 4% http://www.wisegeek.com/how-effective-is-chemotherapy-for-cancer.htm

  4. Najciekawszy aspekt zamieszania wokół narodzin w szkle jest taki, że zadeklarowani ewolucjoniści, zwolennicy Karola Darwina chcą poprawić odkryty przez niego mechanizm doboru naturalnego (de facto podważając jego znaczenie), podczas gdy konserwatyści rodem z ciemnogrodu są jego największymi zwolennikami :)

  5. avatar

    Taki na przyklad, jakim bylo opanowanie gruzlicy? Leczy sie ja kilkoma lekami naraz, nie ma zlotej pigulki.

    Jasne, ze szybki zysk daja generyki znanych lekow, ale nie jest prawda, ze nad nowymi sie nie pracuje. Poza tym, to jest nieprawda, ze nie ma przelomow.  Nikt juz HIV nie straszy, bo jest pod kontrola, do wyleczenia daleko, ale przelom zahamowania rozprzestrzeniania jest osiagniety. Chirurg nie wycina zoladka kawalek po kawalku z powodu owrzodzenia (choroba bardzo powszechna) bo sa skuteczne leki. Chemioterapia daje lepsze rezultaty. bo  wynaleziono skuteczny lek przeciwwymiotny. Z czerniaka da sie teraz czlowieka wyleczyc. Slyszales o lekach biologicznych? Takich, ktore hamuja miedzy innymi postep chorob reumatycznych, powodujacych powazne kalectwa? Wiesz, ze jest doustny lek dzialajacy jak zastrzyki heparyny? Dlugo by wymieniac..

    30% roznicy miedzy dzialaniem leku a efektem placebo jest statystycznym dowodem na dzialanie leku. Jest to prog oczywiscie, ma byc 30 lub wiecej.

    Slowa “bzdura” uzyles bardzo dogmatycznie. Nalezy odroznic biologie i chemie od marketing. Wiesz, ja na tym sie nie tylko znam, ja chleb z tego jem.

  6. avatar

    Nie będę udawał znawcy, ale z tymi wszystkimi porównaniami, których wszędzie jest pełno bardzo trzeba uważać. In vitro nie jest lekiem, ale jest prymitywną, mechaniczną, jak dla mnie, paranauką. Zamień sobie całą tę argumentację na zabieg pokrewny, na ile to możliwe. Powiedzmy, że ogłosimy wielkim sukcesem 30% skuteczność przy wycinaniu wyrostka robaczkowego albo 20% skuteczności cesarskich cięć. Słowami można wszystko obalić, wypromować i naprawić, ale rzeczywistość jakby się śmieje ze słów. Nie jestem ani zwolennikiem, ani przeciwnikiem in vitro, jestem przeciwnikiem pieprzenia o "cudach medycyny", "nowoczesności" i pozostałych idiologicznych i marketingowych sztuczkach. Ze wszystkich metod leczenia in vitro jest najmniej skuteczne, najbardziej kosztowne, do tego modne i przede wszystkim niczego nie leczy, tylko zakłada protezę. Jak świt długi i szeroki na medialnym topie jest metoda, której nie można uznać ani za nowoczesną, ani za skuteczną, ani za etyczną, ale za to świetnie się sprzedaje dosłownie i medialnie. Natomiast jeśli prawdą jest, że leki i preparaty w medycynie mają 30% skuteczności, to ja oczekuję, że każdy producent będzie zawierał taką informację na opakowaniu, bo jak dotąd słyszę, że wystarczy "Laremid" i masz 100% gwarancji, że na urlopie nie dostaniesz sraczki.

  7. avatar

    Co nie umniejsza tego działania, jeśli leczyć się nie da.

    Jak napisałam wyżej, 30% to jest minimum, które wykazuje skuteczność. To nie jest sztywne 30% dla wszystkiego,

    Bezpłodność to jest inwalidztwo wysokiej miary i in vitro jest ostatnią szansą na potomstwo z własnym kodem gentycznym. Próby leczenia bezpłodności przed tym ostatnim krokiem mają pewien procent powodzenia, nazwijmy to 30. Nie ma nic zdrożnego w in vitro, tak samo jak w próbach innych medycznych ekwiwalentów zdrowia; oczywiście nie jest to leczenie, niczego się nie leczy w ten sposób, ale barierę się pokonuje. W 30 procentach.

    Potępianie prób in vitro nie wydaje mi się słuszne. Dodać trzeba, że żadna to frajda dla przyszłych rodziców, a kobieta przechodzi przez zabiegi bardzo przykre i bolesne.

    Co mnie wkurza, to zamrażanie komórek jajowych i trzymanie ich na lepsze czasy.
    Tu znowu są wyjątki - na przykład nie potępiam młodej kobiety, której się zdarzył dobrze rokujący nowotwór i ona decyduje się na ich zamrożenie przed chemioterapią (mogącą zmienić DNA).
    Co innego lenistwo i wygodnictwo, odkładanie potomstwa na póżniej, bo kariera, bo kredyt, bo cudne lato na Hawajach i fajna zima w Aspen. A potem: "Wiesz, kochana, staramy się o dziecko! Mam 44 lata, ale jestem zdrowa i wszyscy mi mówią, że wyglądam na trzydziestkę". "Wiesz, kochana, już tydzień minął od czasu, gdy powinnam mieć okres. John jest szczęśliwy! Jutro idę do lekarza". "Wiesz, co...? Byłam u lekarza.... Nie jestem w ciąży i lekarz powiedział, że to może być przekwitanie..."

    Moda na zamrażanie dotyczy bogatych i statystyka jest taka: zamraża się 10 komórek jajowych, po 10 latach żywych się okazuje 8-9. Zapładnia się je i z 5 daje się zapłodnić. Ze 3 z nich nie są normalne, mają anomalie, to zostają 2. Te się wszczepi i jedno dziecko powinno z tego wyjść. Jeden aniołek.
    To jest obrzydliwa inżynieria na ludzkim gatunku. No, bo wszystko jest na sprzedaż.

    Refundacja in vitro w przypadku normalnej bezpłodności powinna być, w mojej ocenie. Dotyczy bardzo małej grupy ludzi, ale jest ich chorobą.

    Co innego operacja zmiany płci. Fanaberia, choć w sumie trudno orzec, jak się nie było w takiej sytuacji. Być może niewłaściwa płeć to też jest inwalidztwo. Miasto San Francisco obejmuje planem ubezpieczeniowym wszystkich swoich mieszkańców i refunduje operacje zmiany płci. Krótko mówiąc, podatnicy płacą ok. 50 tys dolarów na takiego pacjenta. To dodaję jako ciekawostkę. Następna ciekawostka jest taka, że Chomeini, irański dyktator teokratyczny, zgadzał się na takie zabiegi, udzielał delikwentom islamskiej dyspensy i refundował im operacje w Szwajcarii.

  8. avatar

    Praktycznie mogę się pod tym podpisać, z małym wyjątkiem. "Szkodliwość" in vitro, jak dla mnie jest ewidentna i polega na "przebojowości". O ile się zgadzamy, że nie jest to ani cudowna, ani nowoczesna, ani lecznicza, ani rewelacyjnie skuteczna metoda, to dlaczego jako JEDYNA ma być refundowana przez państwo i non stop jest na topie medialnym? Nie in vitro powinno być dotowane, jeśli już mają być dotacje, ale LECZENIE BEZPŁODNOŚCI. No i jeszcze jedno, bardzo ważne dla mnie. Mam tę przewagę nad innymi Kontrowersyjnymi, że wiem jak blisko i zawodowo jesteś tych tematów, ale ja nie mam ambicji naukowych i nie mam niecnych zamiarów "uczyć ojca jak się dzieci robi", chodzi mi tylko o wskazanie paranoi na płaszczyznach, które są łatwe do oceny dla każdego człowieka potrafiącego logicznie uporządkować fakty.

  9. Właśnie toczę bój w dyskusji z koleżanką z pracy na temat in vitro. Dzięki za garsc nowych argumentów, bo już nie wiem jak mam do niej przemawiac żeby jej wyjaśnic sedno problemu. Mnie najbardziej rozwalił nagłówek wiadomości na WP oznajmiającej decyzję premiera "Na tą decyzję premiera czekały tysiące Polaków". Tak, konkretnie ok 30 tyś, a miliony czekają na decyzję o dymisji, jak słusznie komentowano na forach. Mam kolegę który 10 lat starał się z żoną o dziecko, wydali mnóstwo kasy na 2 in vitra i leczenie wspomagające (farmakologiczne), bez skutku. W końcu spotkali rozsądnego lekarza który dobrał odpowiedni zestaw witamin dla niego i dla niej w cenie rutinoscorbinu a nie antybiotyku i po 2 miesiącach zaszli w ciążę. Może to wyjątek, ale myślę że potwierdzający regułę co do zasadności stosowania in vitro.

  10. Masz rację, problem jest czysto ideologiczny, a cześciowo talmudyczny. Rząd teraz jest czysty,  bo dla niego formalnie in vitro nie istnieje podobnie jak akupunktura czy stawianie baniek. Antykościelnikom chodzi tylko o złamanie rządowej cnoty. Uzyskanie kwitu z pieczątką, że odtąd rząd macza palce i popiera pieniądzem zabiegi nie lubiane przez Kościół.
    Ludzie starający się wszelkimi sposobami o dziecko, niczego na sukcesie Europejczyków nie zyskają. Po pierwsze, zgodnie z komuszą metodą, rząd postawi malutki ogarek żarliwym katolikom w postaci przepisów mocno ograniczjących dostęp do zabiegów. Po drugie procedura będzie 'bezpłatna" czyli ściśle limitowana i wykonywana najtaniej jak tylko się da.

  11. Strony