Prześlij dalej:

Zacznę od buńczucznej deklaracji, że zawsze mam rację. Gdy pisałem, że Schetyna nie walczy z PiS, ale z Tuskiem, z którym ma nadzieję wygrać, to miałem rację. Gdy pisałem, że Tusk gra przeciw Schetynie i czeka na porażkę Koalicji Europejskiej, też miałem rację i co więcej koalicyjny pomysł Schetyna ukradł Tuskowi. Gdy teraz napiszę, że Tusk razem ze Schetyną walczą o przetrwanie, to znów będę miał rację, ale najlepsze jest to, że być może za trzy miesiące będę się upierał, że Tusk chce albo i nie chce wygryźć Schetynę i za każdym razem będę miał rację. Taki ze mnie geniusz? No nie wiem, raczej różnie z tym bywa, rację mam z zupełnie innego powodu.

Nie ma czegoś takiego, jak konsekwencja w polityce, polityk zmienia zdanie 10 razy dziennie, w zależności od potrzeb, nastrojów społecznych i kondycji psychicznej. Ten ostatni aspekt bardzo często jest lekceważony przez domorosłych analityków, którzy „fachowo” krzyczą, że polityka jest zimną kalkulacją, nie emocją. Brednia na poziomie higienicznego dylematu związanego z myciem rąk i nóg. Naturalnie, że rozsądny polityk planuje na chłodno co i w jaki sposób chce osiągnąć, ale to tylko plan, zazwyczaj brutalnie weryfikowany przez życie. Jak tylko marzenia przestają przystawać do rzeczywistości, to się zaczyna panika, która bardzo łatwo przechodzi w pełną histerię.

W konkretnym czasie i miejscu Schetyna poczuł się panem sytuacji, bo co by nie mówić sklecenie tej śmiesznej koalicji wymagało sporo zachodu i tego od PO oczekiwał TVN z GW. Z kolei Tusk zawsze czuje się królem, wszystkiego i wszystkich od Sopotu, przez Lechię Gdańsk, aż po Europę. Ambicje Tuska połączone z zawiścią, prowadzą do takich irracjonalnych pomysłów, jak odegranie się na Schetynie za kradzież politycznego pomysłu pod szyldem Koalicja Europejska. Zemstą miał być „Ruch 4 czerwca”, o którym chyba nawet redaktor Żakowski zapomniał. W międzyczasie po swoje zgłosił się Biedroń i następna podróż „króla Europy” Pendolino, czy na białym koniu, straciła wszelkie elementy powagi. Wreszcie na finiszu kampanii wyborczej stało się jasne, że całe towarzystwo zebrane do kupy od lewa do prawa, dostanie w zadek od PiS, co pokazują wewnętrzne sondaże i niezawodne zakłady bukmacherskie.

Polityczne okoliczności przyrody sprawiły, że wszyscy królowie i panowie sytuacji zaczęli panikować. Dotarło do nich, że porażka pociągnie za sobą wszystkich, a to z tej przyczyny, że ciągle duszą się w tym samym politycznym sosie. Obojętnie, czy na czele zbieraniny stanie Tusk, czy Schetyna, to nadal będzie ta sama zbieranina oczekująca tych samych deklaracji politycznych. Problem, przechodzący w histerię, polega na tym, że wyborcy nie kupują przekazu i to nie jest związane z mityczną charyzmą, ale z samym przekazem. Towarzystwo płynie jedną dziurawą łajbą, do której woda wlewa się przez rufę, dziób i obie burty, to i nie dziwi, że nagle wszyscy drą japę. Jeden krzyczy o świniach w błocie, drugi o szarańczy, trzeci o Ajatollahu, ale to jedno i to samo SOS. Polityka to nie emocje?

Strony

Źródło foto: 
26895 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Matka Kurka

Autor artykułu: Matka Kurka

14 (liczba komentarzy)

  1. Zgadzam się z Tobą, ale samo dziękowanie Bogu nie wystarczy. Tę rozmowę trzeba pokazywać we wszyskich kanałach publicznej codziennie, niemalże jak reklamy. Wtedy może odnieść jakiś skutek.

  2. No i bardzo dobrze reklamują. Załączyli również Neumanna, za którego też "trzeba podziękować".

  3. Dzień dobry,

    Czy Pana zdaniem twórcy głosnego filmu będą kandydatami Koalicji w najbliższych wyborach parlamentarnych?

    Pozdrawiam,

     

  4. i oni i niejaka Hartwig i jeszcze ktoś , kto wywoływał zadymy. Taka była i jest cena za sprzedanie się.

  5. Strony