Teatr Polski we Wrocławiu, tam jeździłem się odchamiać, dziś schamiał teatr

Prześlij dalej:

I w ogóle bym klawiatury nie zdzierał, tylko ten cholerny sentyment. Jeździliśmy z chojnowskiego dworca kolejowego, piętrowymi enerdowskimi wagonami do wrocławskich teatrów, przynajmniej raz w miesiącu. Opiekunką wycieczki była legendarna polonistka Joanna Madej, nazwisko nie wzięło się znikąd. Nie owijając w bawełnę Madejowa mówiła wprost: „Kto u mnie ma 3+, ten na polonistyce wrocławskiej będzie miał celujący”. Sprawdzało się w 100%. Piękne to były podróże, zaraz po szkole dwie godziny w pociągu, potem biegliśmy do „Grzybka”, gdzie zawsze można było kupić jakieś płyty, kasety, czy plakietki. Sztuki teatralne pamiętam do dziś, szczególnie „Dzieci Arbatu” w Teatrze Polskim, a w roli Stalina Igor Przegrodzki. Wytrwali chodzili na wykłady Bardiniego, mniej ambitni wrocławski rynek, gdzie zawsze się coś działo. Powrót o 24.00 i od razu płyta wrzucona na gramofon „Cyryl”. Ku..a to było życie, to była sztuka, to był TEATR. Tych wspomnień nie zbierze mi nikt i nie zniszczy żaden chałturnik. Profesor Madejowa już nie żyje i wraz z Nią umarło chojnowskie liceum, wyjazdy do teatru i jak widzę umiera Teatr Polski we Wrocławiu. Przygnębia mnie ten widok tak bardzo, że wyjątkowo nie mam siły krzyczeć i wchodzić w politykę, napiję się za stare czasy, które może jeszcze kiedyś wrócą.

Strony

34594 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Matka Kurka

Autor artykułu: Matka Kurka

43 (liczba komentarzy)

  1. avatar

    Bóg zapłać dobra Kobieto ale ja już drugi dzień myślę co do czytania bym polecił, gdybym.
    Może  "Rękopis znaleziony w Saragossie" nowe tłumaczenie ostatniej wersji autorskiej z 1810 roku?
    Na YT krąży  film  wg. starej wersji Chojeckiego, remastered,
    gdzie są niegdysiejsze śniegi.

  2. avatar

    Ty zresztą też, jak się zdaje, poświęcasz nieco swej uwagi moim wskazówkom.

    Tłumaczenie jest niezwykle ważne. Hobbit w tłumaczeniu Skibniewskiej, Kubuś Puchatek Ireny Tuwim, Alicja Marianowicza, itp. a nie jakieś tam wynalazki.

    Skoro już mowa o Potockim, to czy linkowałam „Parady” z 1978 ?
    https://www.youtube.com/watch?v=CdSRqq7-wxo
    https://www.youtube.com/watch?v=9O06-puteTw
    https://www.youtube.com/watch?v=9vURtvaEz-w
    https://www.youtube.com/watch?v=VXuQ4L2i1AA
    Fronczewski, Kondrat oraz Ewa Dałkowska, obecnie odznaczona Krzyżem Komandorskim Odrodzenia Polski.

    Z Jelinek obejrzałam Pianistkę. Huppert i Girardot rewelacyjne. Naprawdę. Ale już nie chcę więcej Jelinek

  3. avatar

     posłuchawszy - za linki dziękuję - "Parady (1978) p1" co w umyśle odbiło hasłem: Maciejewski  vel Coryllus.

    Imo, "Baśń jak Niedźwiedź  tom II" & " Kredyt i wojna" w kanonie. Wtedy możliwe jednak jest stwierdzenie,  że wiedza Cię wqrwi, nie wyzwoli. No chyba, że jesteś skowronkiem :)

  4. Faktycznie. Ksiązki G. Maciejewskiego to wręcz elementage historii. Polecam jak "Berka".

  5. avatar

    Najbardziej 'normalna' to "O  Stendhalu" di Lampedusy.
    Z innych "Mój Wiek" Wata, Czytelnik 1990, historycznie ważna, do wyłapania na Allegro.

  6. Normalnej chyba nigdy nie czytałem. Ostatnio nie mogłem się oderwać od pamiętników Mieczysława Jałowieckiego.
    Facet który widywał ze dwóch kolejnych carów Rosji (i porównywał który był okej a który jeszcze gorszy), chodził na wiece Lenina, znał Piłsudskiego, Andersa, Sikorskiego, załatwiał sprawy z Dzierżyńskim.
    Do tego piszący barwnie i ciekawie. Kopalnia wiedzy o Polsce.
    Fajny był kawałek o tym jak usłyszał dziwny szelest w pobliżu domu. "Zdjąłem ze ściany dubeltówkę z grubym śrutem i wypaliłem przez okno dwa razy""
    To były czasy...

  7. avatar

    RP II jak się zdaje się była znacznie ciekawsza, niż nas uczono.

  8. avatar

    lektury z dawnych lat, na razie skandynawskie z pierwszej połowy XX w. Najpierw Undset, potem Lagerlof, teraz jestem w trakcie "A lasy wiecznie spiewają" Gulbranssena. Interesujące, jak co innego się podoba, niż przed laty.

  9. Autentycznie wisi mi co robią na scenie "aktorzy" tego teatru, kto sam nie może ten kupi bilet. I z biletów ma się tałatajstwo utrzymywać. ALE WARA NAPALONA ZGRAJO OD PUBLICZNYCH PIENIĘDZY.

  10. Ludzie walą do teatrów. Jednak pod warunkiem że grają tam aktorzy "słynni", a więc Olbrychski, albo jeszcze lepiej ci z polskich seriali. Dlatego teatry prowincjonalne mają przerąbane, bo tam grają najmniej znani aktorzy świata. Komuna po prostu dopłacała do kultury, więc problem utrzymania teatru z pieniędzy za bilety prawie nie istniał. Nie trzeba było w mniejszych miastach.
    przejmować się tym by klient na widowni z braku aktorów słynnych dostał to co lubi najbardziej, czyli coś dla jaj.
    Teraz teatry muszą być dochodowe jak szpitale, więc gdy brak im forsy na kogoś słynnego, to muszą sprowadzić gołą babę.
    Nie ma innego wyjścia.

  11. Strony