zdrajca



share

„Po co to inwektywy u poważnego publicysty?” Znacie to pytanie? Do mnie nijak nie pasuje, nie jestem poważnym publicystą i nie użyłem żadnych inwektyw, tylko cech charakteru, które u Tuska są niezmienne od lat i to właśnie te cechy prowadzą jego polityczną karierę, wraz z politycznymi upadkami. Jakby nie zaklinać rzeczywistości to naga prawda wygląda następująco. Przez cztery lata i Tusk i PO budowali mit rycerza na białym koniu, który po skończeniu kadencji „prezydenta Europy”, wróci do Polski i nie tylko wygra z Andrzejem Dudą, ale upokorzy Jarosława Kaczyńskiego i pogoni cały PiS. Było to od początku bardzo zabawne, biorąc pod uwagę, że ten sam "rycerz" uciekł z Polski i zostawił PO na lodzie, a sam wziął sakiewkę od Merkel i urządził się na bogato.



share

Nie pierwszy i nie ostatni raz wypowiadam się na temat filmu, którego nie widziałem, lubię tę zabawę i staram się wyciągnąć jak najwięcej pożytku. O sile popkulturowego przekazu najdobitniej pisał Norman Finkelstein, który pokazał, że Hollywood i media uczyniły z żydowskiej tragedii wielki biznes. Z popkulturą nie ma żartów, w związku z tym, gdzie się da należy z niej korzystać i niekoniecznie na siłę zwalczać. „Jack Strong” musi być bardzo dobrym filmem, ponieważ nim ktokolwiek go zobaczył w sposób radykalny przesunął się osławiony ciężar dyskusji. Widzimy i słyszymy panów aktorów, reżyserów i dziennikarzy, którzy nagle prawie zgodnym głosem mówią o bohaterze Kuklińskim. Dla przeciwwagi ukochana gazeta resortowa zamieściła na chwilę wywiad z esbekiem Gromosławem Cze., który to Gromosław jak na esbeka przystało zajął się moralnością i aksjologią zdrady, ale ten incydent przepadł szybciej niż się pojawił.



share

13 grudnia, dopóki żyje „schorowany” ruski pachołek, trzeba pisać o stanie wojennym i trzeba pisać o zdrajcy Jaruzelskim, który przejdzie do historii pod pseudonimem Wolski. Powinni pisać wszyscy i wszyscy powinni czytać, tak sobie wyobrażam upamiętnienie zamachu na Polaków dokonanego przez sowieckiego namiestnika. Wszelkie utyskiwania, że znów o tym samym, 13 grudnia brzmią niepoważnie, informują o braku inteligencji i świadczą o marudzącym jak najgorzej, zwłaszcza, że co roku jest coś nowego do napisania. Pamiętam doskonale historię ruskiego generała, akurat jego karierę obserwowałem już nie jako ten, któremu nie wolno słowa pisnąć, bo „robił w pieluchę”. Owszem, gdy Jaruzelski dopuszczał się pierwszych zbrodni, nie było mnie jeszcze na świecie, nie pojawiłem się też w planach rodziców, gdy Jaruzelski zabijał na Wybrzeżu, ale zbrodnie w Lubinie, oddalonym o 30 km od mojego rodzinnego miasteczka pamiętam doskonale.