wykluczenie



share

Od dawana wiadomo, że w ciężkich czasach wychodzi z ludzi to, co najlepsze i to, co najgorsze, ale czas na weryfikację tej prawdy życiowej. Czasy mamy lekkie, póki co powiedziałbym nawet, że tak dobre jak nigdy, niestety to się zaraz zmieni o czym każdy rozgarnięty człowiek wie. Za chwilę będzie dokończony prawie niewidoczny „kryzys” i wtedy cała reszta zrozumie za jakie stado baranów dotąd robiła. Jednak póki co nie ma ciężkich czasów, jest tania tragifarsa do zweryfikowania w parę minut, a mimo wszystko z ludzi wychodzi najlepsze i najgorsze. Odnośnie najlepszego wiele nie ma do napisania, garstka się chowa gdzieś po bunkrach i zaledwie cześć z tej garstki ma odwagę się odezwać, raczej norma. O najgorszym z kolei można pisać bardzo długo, ale na to nie mam czasu i ochoty, dlatego zwrócę uwagę na najgorsze u najgorszych.



share

Same śmieszne rzeczy wydarzyły się w ostatnim czasie, ale ludzie tak się przyzwyczaili do komfortu psychicznego, że i na to nie zwracają uwagi. Jeszcze 5 lat temu „wykluczenie” Polski z jakiegokolwiek europejskiego grona byłoby podsumowane jedna wielką histerią. Jestem w tej komfortowej sytuacji, że pamięć mnie nie zawodzi i nie muszę zgadywać, wystarczy, że przypomnę dwa pierwsze przykłady z brzegu. Szczyt maltański? Mówi to coś Kowalskiemu albo Nowakowi? Jak nie cierpię hazardu, tak się chętnie założę, że nic nie mówi. A taki Eurokorpus kojarzy Nowakowa, słyszała coś Kowalska? Ano właśnie, wymowna cisza.



share

Prokuratura ogłosiła właśnie zwyczajową nowinę – nie będzie żadnego śledztwa w sprawie inwigilacji dziennikarzy. Natychmiast zrobiłem sobie szybkie tourne po wszystkich znaczących portalach internetowych i „na chwilę obecną”, jedynie niezlezna.pl odnotowała przykry fakt. Stukam sobie w klawiaturę i w głowę zachodzę, co się stało ze wszystkimi odruchami solidarnościowymi i gdzie się podziały wszystkie klatki? Pamięć ludzka jest zawodna, ale na szczęście istnieją upierdliwcy, którzy pamiętają bardzo dużo. Lis i Olejnik siedzieli za kratkami w ramach happeningu i sprzeciwu wobec sekowania dziennikarzy przez polityków. Tę scenę raczej większość Polaków kojarzy, sprawa była głośna, jak to w przypadku funkcjonariuszy medialnych, ale kto zna szczegóły całej akcji i jej finał? Nie chwaląc się, jedną z takich pamiętliwych bestii jest autor „przedmiotowego” felietonu, a było tak.