wybory europejskie



share

Jęczałem, marudziłem, momentami może nawet kwiliłem, ale w końcu Bozia zauważyła prośby grzesznika i zesłała nam Michała Kamińskiego, który pozamiatał Władimira Władimirowicza Putina. Robiło się co raz groźniej, z dnia na dzień niegdysiejszy partner w najlepszych stosunkach zmieniał oblicze z przewidywalnego na psychopatycznego. W mediach pojawiały się zdjęcia Władimira stylizowane na Macierewicza. Justyna Pochanke i Monika Olejnik przy pomocy Tomasza Lisa przypomniały sobie, że mamy do czynienia z kagiebistą nie z wiarygodnym przewodniczącym zespołu śledczego do spraw wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej. Psychoza wojny podkręcana wypowiedziami Radka Sikorskiego, ostrzegającego Polaków przed wyjazdem na Ukrainę, narastała i puchła tak, że zacząłem się zastanawiać, czy nie czas w ramach własnych możliwości pokusić się o zmontowanie samopała.



share

Postanowiłem popsuć sobie sobotę i przesunąć spożycie o parę godzin, żeby przyjrzeć się selekcji, która się dokona już w maju. Dzielę się świeżo nabytą wiedzą, bo to nie jest takie proste, jak się może wydawać. Niestety wybory do PE idealnie się wpisują w stary dowcip „Młodzi, wykształceni z wielkich miast”, ale po kolei. Mamy do dyspozycji 51 miejsc w Europarlamencie i z dużym prawdopodobieństwem ta liczba się utrzyma. Z takim samym prawdopodobieństwem większość wyborców, w tym do niedawna i ja sam, nie ma większego pojęcia na temat ordynacji, a tutaj dzieją się dość ciekawe rzeczy. W Polsce wybierzemy 50 lub 51 deputowanych, ale tylko w 13 okręgach. Pierwsze, co się rzuca w oczy, to liczby nieparzyste, które się nijak nie dają proporcjonalnie dopasować. Taki efekt wywołują poszczególne okręgi dysponujące różną liczbą mandatów.

Strony