wrzutki



share

Gdzieś tak przez 5 lat w studiach telewizyjnych trwała i jeszcze trwa tresura, która zmuszała do wyznania wiary w sprawie zamachu. Jak zwykle prostacki zabieg retoryczny i jak zwykle działa. Identyczną technologią wiary i braku elementarnej wiedzy sprzedaje się JOW-y. W przypadku Smoleńska tłumaczono, że Lanos uderzający w brzozę nie ma szans, w przypadku JOW-ów wystarczy powiedzieć, że pogonimy partie i polityków, a tłumy wierzących padną krzyżem przed świętą wizją niepokalanego parlamentu. Niewiernych się krzyżuje, jako zwolenników spisku, terroru i wstecznictwa. No to i ja zachowam się tradycyjnie. A takiego! – jak pokazał Kozakiewicz. Jestem niewierzący, a i nowo powstała sekta JOW nie ma pojęcia w co wierzy, tylko słucha nabożnie kazań plebanów, nie wiedząc jacy biskupi za nimi stoją. Zacznijmy od podstaw. Teraz mamy system proporcjonalny to znaczy, że ludzie głosują na listy i nie jest prawdą, że tzw. „Jedynka” ciągnie listę, bo listę ciągnie lista.



share

Analizując wszystkie „niesamowite przypadki” serwowane przez „państwo polskie”, nauczyłem się jednego. Zawsze i wszędzie, zanim się cokolwiek powie, trzeba wysłuchać kłamstw od końca i gdy mi się wydawało, że ta zasada nie zawodzi zauważyłem następny element, jeszcze dalej idący. Analiza kłamstwa powinna się zaczynać od autorstwa, zatem najpierw kłamca, potem kłamstwo czytane od tyłu, dopiero na końcu wnioski. Tą techniką poddaję analizie ostatnią „wrzutkę”. Zaczynamy. Kto kłamał? Jak twierdzi „Rzepa” materiały otrzymała ze źródeł zbliżonych do prokuratury wojskowej i te informacje potwierdziła u prokuratora Seremeta. Z powyższego zestawienia wynika, że najłatwiej o kłamstwo posądzić „Rzepę”, ale trzeba pamiętać o zasadzie czytania kłamstwa od końca. W jakim celu, poważny człowiek, redaktor Gryz, miałby narażać na śmieszność redakcję swojej gazety, która dość pieczołowicie dba, żeby nie być myloną z Gazetą Polską?