Wolski



share

13 grudnia, dopóki żyje „schorowany” ruski pachołek, trzeba pisać o stanie wojennym i trzeba pisać o zdrajcy Jaruzelskim, który przejdzie do historii pod pseudonimem Wolski. Powinni pisać wszyscy i wszyscy powinni czytać, tak sobie wyobrażam upamiętnienie zamachu na Polaków dokonanego przez sowieckiego namiestnika. Wszelkie utyskiwania, że znów o tym samym, 13 grudnia brzmią niepoważnie, informują o braku inteligencji i świadczą o marudzącym jak najgorzej, zwłaszcza, że co roku jest coś nowego do napisania. Pamiętam doskonale historię ruskiego generała, akurat jego karierę obserwowałem już nie jako ten, któremu nie wolno słowa pisnąć, bo „robił w pieluchę”. Owszem, gdy Jaruzelski dopuszczał się pierwszych zbrodni, nie było mnie jeszcze na świecie, nie pojawiłem się też w planach rodziców, gdy Jaruzelski zabijał na Wybrzeżu, ale zbrodnie w Lubinie, oddalonym o 30 km od mojego rodzinnego miasteczka pamiętam doskonale.



share

Nasi starsi bracia w wierze wyznaczyli pewien starotestamentowy standard, chociaż akurat ten standard wykuwał się niemal współcześnie. Co i rusz prasa, telewizja radio i Internet całego świata podaje, że Izrael złowił dziadka z SS, babcię z gestapo albo prawie nieboszczyka pod respiratorem, który w Auschwitz strzelał do żydowskich ojców, matek i dzieci. Za każdym razem zwierzyna jest dumnie układana pokotem, bo jeszcze się nie zdarzyło, żeby upolowanie nie oznaczało wyroku. Niemieccy zbrodniarze łowieni przez żydowskich myśliwych odnajdują się w tysiącu zakątkach na ziemi, wielu z nich na parę chwil przed oddaniem ostatniego tchnienia słyszy wyrok skazujący. Być może kiepsko szukam, być może nie jestem solidnie poinformowany, ale nie słyszałem w Izraelu, ani w żadnej diasporze donośnego głosu sprzeciwu, że niby tak się nie godzi. Stary niemiecki zbrodniarz jest dla Żydów zbrodniarzem pozbawionym przymiotników, za to epitetów nigdy się pojmanym Niemcom nie szczędzi.