Świrski



share

Istnieją takie sprawy, które śmierdzą na starcie i dlatego nie da się ich bronić chyba, że chce się roznosić smród. Powiedzmy, że mamy fundację X, a w jej zarządzie zasiada dwóch radnych partii Y i jeden rzecznik ministra tej samej partii. Powiedzmy, że do tej fundacji płynie pół miliarda złotych ze spółek skarbu państwa, będących pod zarządem partii Y. Powiedzmy, że ta fundacja organizuje kampanię za wiele milionów złotych, która „przypadkiem” całkowicie zbiega się programem politycznym partii Y. Załóżmy, że zlecenie na realizację kampanii dostaje, bez przetargu, świeżo założona spółka X, której właściciele do niedawna byli członkami sztabu wyborczego, potem pracownikami polityka partii Y, obecnie zajmującego stanowisko premiera RP. Przyjmijmy te wszystkie założenia i oddajmy sprawę w ręce obywateli, aby posłuchać, co mają do powiedzenia.