Źródło foto: www.google.pl, zdjęcia wykorzystywane wyłącznie jako prawo cytatu w myśl Art. 29. Prawo cytatu Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych.

Wiktor Smol - powieść



share

– Nie! – krzyknął – I na dodatek jeszcze ten widok. Przecież świat tak nie może wyglądać!

Wszystko naokoło jakieś nieżywe i tak przygnębiające, że aż ciągnie, żeby się powiesić na tej osice koło mostku. Wiatr nie powieje, obłok nie drgnie, żywej duszy. Piekielne zaiste miejsce dla żywego człowieka!”

W głowie prokuratora dudniło jak w pustym beczkowozie ciągnionym na żelaznych kołach po ostrokanciastym bruku gdzieś na drodze do zapadłej podkieleckiej osady.

Pan prokurator nerwowo przemierzał przestrzeń niewielkiego pokoju od drzwi do okna i z powrotem. Przez drzwi został wprowadzony dokładnie o piątej nad ranem. Nie znał tego pomieszczenia, nigdy w nim nie był i za żadne skarby świata nie kojarzył, gdzie teraz może się znajdować.

Pole

To skandal, że akurat ktoś taki jak pan miał tupet o tym wspomnieć. Pańska kariera, o ile wiem, rozpoczęła się od handlu kradzionymi, bodajże w Szwajcarii, radiami samochodowymi, prawda?

W sejmowej sali trwało lekkie poruszenie, jedni już wstali z miejsca z zamiarem jej opuszczenia, inni zwlekali rozglądając się dookoła. Nagle padło pytanie:

– „Skąd mamy wiedzieć, kto z nas ma udać się do restauracji? A co jeśli któraś z tych osób nie zechce oddać się w ręce, jak to pan raczył ująć, sprawiedliwości?”

Spiker – jak sam siebie nazwał człowiek z mównicy – zatrzymał się, odwrócił i wrócił na mównicę. Gestem dłoni uniesionej do góry poprosił zgromadzonych o ciszę.

– Szanowni państwo, panie posłanki, posłowie, senatorowie – przepraszam za dyskomfort i niezręczność jaka powstała, postaram się szybko wyjaśnić i dać jasną odpowiedź, aby już tego typu niejasności nie miały miejsca.
Każde z szanownych państwa posiada telefon komórkowy – niektórzy, jak dajmy na to pan poseł Nojemant, ma aż trzy. Zatem pozwolę sobie poprosić wszystkich państwa o sięgnięcie po swoje telefony i sprawdzenie czy działają. Tych państwa, których telefony mają zasięg i są aktywne zapraszam ponownie po przerwie. Pozostali, których telefony nie są aktywne już wiedzą, gdzie i po co mają się udać.

Informacyjnie jeszcze tylko dodam dla tej reszty z którymi już się nie spotkamy po przerwie, że wobec tych osób zostaną wszczęte procedury przewidziane w szczegółowych regulacjach prawnych. I żeby wszystko już było jasne dodam, że z tą samą chwilą, kiedy przestały działać telefony niektórych z państwa, wygasły wasze mandaty, a tym samym przestał was chronić immunitet.

– To skandal! – Ktoś ze środka sali krzyczał. – To jest zamach na demokrację! Ja się odwołam. Ja, ja żądam...

Ogólny śmiech zdecydowanej części zebranych szykującej się już do wyjścia na przerwę zagłuszył głos oburzonego członka partii liberałów. Poseł, który nie krył oburzenia jeszcze do niedawna określał się mianem „prawicowego”, ale w rzeczywistości bliżej mu było lewicy i stąd, zapewne dla niepoznaki, zasiadał w szeregach pseudo liberałów. Tak naprawdę jego karierę, podobnie jak wielu innych, wykreowały służby, których korzenie sięgają socjalistycznego państwa. Poseł ten do teraz „chodził” na pasku mętnych sił skupionych w służbach specjalnych, których zadaniem było strzec porządku i bezpieczeństwa państwa, a nie – co do tej pory czyniły – spiskować przeciw państwu łamiąc porządek i wszelkie normy społeczne i prawne. To na czyim garnuszku znajdowała się siatka kilkuset agentów tych służb przestało być tajemnicą, o czym piszący te słowa obserwator wspomni jeszcze co najmniej kilka razy na dalszych stronach powieści.

– Panie pośle, czy to nie aby pańska dewiza: „Tyle o sobie wiemy, na ile nas sprawdzono”? – Zapytał pytającego posła sprawozdawca i kontynuował dalej:

– O ile mnie pamięć nie myli, i o ile zawarte w pańskich dokumentach informacje oddają prawdziwość pana dokonań, to doprawdy nie wiem, co pan tutaj robi i kto był aż tak naiwny, że powierzył panu mandat posła? Pańskie miejsce jest zupełnie gdzie indziej i pan doskonale powinien zdawać sobie z tego sprawę. Ale zostawmy to właściwym organom, które być może zechcą przyjrzeć się pana działaniom. A co do pańskiego sformułowania o zamachu na demokrację, to faktycznie trzeba panu przyznać rację. To skandal, że akurat ktoś taki jak pan miał tupet o tym wspomnieć. Pańska kariera, o ile wiem, rozpoczęła się od handlu kradzionymi, bodajże w Szwajcarii, radiami samochodowymi, prawda? A później zajmował się pan udzielaniem pożyczek za sowite odstępne, nieprawdaż?
I to nazwałbym skandalem. Podobnie jak wiele innych zrobionych karier – niech mi będzie wolno wspomnieć choćby pupilka premiera wywodzącego się z pańskiej partii, posła, którego kariera zaczęła się od obrotu nielegalnym alkoholem, posła który szydził z wszelkich wartości, a tę izbę przerobił na swoisty jarmark różności.
To, że niektórzy ludzie służb poszli na wrogą ojczyźnie współpracę z obcymi wywiadami i to, że ludzie ci postawili sobie za punkt honoru, o ile można w tej sytuacji w ogóle mówić o honorze, wykreować takie postaci i ustawić ich na czele partii, to też nazwałby skandalem i zamachem na demokrację.

(…)

W swoim gabinecie minister sprawiedliwość skrupulatnie pochylił się nad dokumentami, raz jeszcze przejrzał po kolei wszystkie nominacje i odwołania, po czym odkładał każdą z teczek na lewą stronę biurka. Czynił to wolno, bez pośpiechu i bardzo starannie. Dokładnie wiedział, zdawał sobie sprawę z rangi każdego złożonego dziś podpisu. Sięgnął po teczkę w czerwonej obwolucie otworzył ją i zagłębił w studiowaniu zawartości. Kiedy skończył wybrał przycisk na interkomie.
Po chwili do gabinetu wszedł sekretarz.
– Tutaj – rzekł do przybyłego wskazując palcem na teczkę – znajduje się lista z nazwiskami i zajmowanymi stanowiskami czterystu osób. Są to głównie nazwiska sędziów i prokuratorów, których z dniem dzisiejszym zawieszam lub odwołuję z zajmowanych stanowisk i funkcji.
Proszę tę listę niezwłocznie przekazać mediom. Zdaje się, że wojskowi zdążyli już to uczynić.

(…)

Kobieta o piwnych oczach, która jeszcze rano była w wojskowym drelichu i rozmawiała z Tomaszem, oraz mężczyzna, ten sam ważny wojskowy, który składał Tomaszowi raport, byli już po cywilnemu. Po okazaniu na biurze przepustek dokumentów zostali wpuszczeni na piętro budynku Kancelarii prezydenta. Podeszli do oficera prezydenckiej ochrony i wręczyli mu zalakowaną czerwoną teczkę.

– To dla pana. – Powiedziała kobieta. – Dla mnie? – Zdziwił się oficer. – Tak, dla pana. Prosimy zapoznać się teraz z zawartością – my poczekamy jeśli pan pozwoli tutaj. Wzrokiem wskazała sofę stojącą pod ścianą holu.
Oficer skinął głową na znak, że się zgadza i rozumie. Przeprosił gości, a sam zniknął za przeszklonymi drzwiami – szkło było matowe i zapewne kuloodporne. Wewnątrz rysowały się kontury kilku osób. Przybyli usiedli na sofie. Mężczyzna sięgnął po karafkę i nalał wody do szklanek. Jedną podał kobiecie. W milczeniu przyglądali się wystrojowi holu. Byli spokojni. Kobieta ukradkiem spojrzała na zegar wiszący po przeciwnej stronie przeszklonych drzwi. Była 19:06.

Dokładnie o 19:15. przeszklone drzwi otworzyły się, w nich pojawił się Szef Kancelarii Prezydenta. Spojrzał na siedzących, po czym zrobił w ich kierunku dwa kroki.
 

– Czy wyście oszaleli? – Zapytał gości łamiącym głosem. – Przecież to niedorzeczność. To szaleństwo! Tak nie przystoi! Tak nie wolno!

Goście podnieśli się z sof i podeszli do szefa prezydenckiej kancelarii. Uważnie spojrzeli w jego przestraszone oczy i poszarzałą niczym stary pergamin twarz.

– To możliwe, to już się dzieje. – Rzekł mężczyzna towarzyszący kobiecie. – Proszę postępować zgodnie z instrukcją.

Za plecami szefa kancelarii stał oficer w asyście dwóch podwładnych. Zrobił dwa kroki do przodu i stanął przed parą przybyłych zasłaniając pobladłego szefa kancelarii.

– Panie majorze – zwrócił się do cywila – jesteśmy do pana dyspozycji.

Szef kancelarii usłyszawszy te słowa zatoczył się i byłby upadł, gdyby nie pomocne ręce dwóch asystujących oficerowi prezydenckiej straży.

(…)

Z ostatniej chwili.
Drogą na Ostrołękę mkną dwie rządowe lancie konwojujące policyjny furgon z antyterrorystami. Inny, identyczny konwój, zmierza w kierunku Gdańska-Oliwy.

Na lotnisku imieniem Wielkiego Elektryka straż graniczna zatrzymała Mieczysława W.

Jak podają media Aleksander K. wraz z rodziną wyjechał z kraju i najprawdopodobniej przebywa w Hiszpanii.
Zagraniczne media na razie milczą, nie komentują najświeższych wydarzeń.

Coś się dzieje w państwie polskim!

Pole

W tym samym czasie minister sprawiedliwości kończył czytanie akt. Jeszcze dziś – minister spojrzał na zegarek – a w zasadzie za dwie godziny nominacje i odwołania będą gotowe.

W dobrze wyposażonym gabinecie na jego samym środku, naprzeciw kominka, stał niski dębowy stół, a po jego dwóch stronach dwa dwuosobowe fotele obijane solidną skórą. Tyłem do kominka naprzeciw biblioteki siedział mężczyzna po pięćdziesiątce. Był niespokojny i co chwila zerkał na zegarek na lewym nadgarstku i spoglądał na zegar stojący w rogu gabinetu, zupełnie jakby chciał sprawdzić, czy zegary pokazują właściwy czas. Choć w tym pomieszczeniu przebywał już ponad godzinę, to od momentu, kiedy został do niego wprowadzony przez dwóch rosłych mężczyzn ani razu nie wstał z fotela. Pokój wypełniał mdły zapach lawendy zmieszany z zapachem palonych szczap drewna w gustownym kominku obłożonym jasnym kamieniem.

Drzwi szeroko się otworzyły w nich stanął Jerzy.

– To ty!? – Zapytał łamiącym się ze strachu głosem otwierając przy tym usta zupełnie jakby przed momentem wynurzył się z wodnej toni.

– Tak to ja. Zdecydowanie odpowiedział Jerzy.

W oczach premiera zagościł strach, a jego twarz wykrzywił grymas cierpienia i jakiegoś niepojętego bólu.

– Ale, ty przecież... – Jąkał się premier chcąc coś powiedzieć

– Wiem, wiem. Spokojnie, proszę niech pan się już uspokoi, panie premierze. Mamy wystarczająco dużo czasu, aby sobie porozmawiać, a będą to, proszę mi wierzyć na słowo, trudne tematy – panie premierze. Zatem dobrze radzę, proszę oszczędzać siły.

W słowach Jerzego nie było żadnych emocji, które mogłyby wskazywać na jakiekolwiek zdenerwowanie. Inaczej było u tego, który jeszcze wczoraj był premierem rządu. 

(…)

Szanowni państwo, przyszedł czas i trzeba sobie powiedzieć to, co najważniejsze, i to, co najuczciwsze, i trzeba też pamiętać, że słowa przysięgi, to nie słowa rzucone na wiatr.

Dziś nie jest istotne, kto jakimi słowami kończył składaną w tej izbie przysięgę – jedni uczynili to słowami: „tak mi dopomóż Bóg”, inni tego zwrotu nie poczynili.

Wierzę, że zdecydowana większość pań posłanek i panów posłów zrobiła to zgodnie z własnym sumieniem i dla dobra narodu, a co za tym idzie dla dobra naszej ukochanej ojczyzny.

Jedno jest pewne i tą radosną nowiną chcę się z szanownym państwem podzielić. Dziś kończy się era podejmowania decyzji w zadymionych pomieszczaniach należących do byłych esbeków i pezetpeerowskich dygnitarzy, a też rodzimych mafiozów i rozmaitych agentów szkodzących sprawie naszego kraju.

Mam ten zaszczyt poinformować, że to, co wyprawiali dotąd, odtąd należeć już będzie jedynie do historii. O ile zadymione pomieszczenia, w których spiskowali przeciw państwu i prawu, należały do wymienionych, i – o ile wydawało się tym … ludziom, że ten kraj też do nich należy, to niech przyjmą do wiadomości, że jeszcze to, co wczoraj wydawało się być czarnym, dziś już tym nie jest.

Mówca sięgnął po szklankę wody, upił z niej nieco i kontynuował dalej:

Przywracamy normalność w pełnym tego słowa znaczeniu. Prócz litery prawa, umiejętnie obchodzonej przez najętych pseudo-prawników, istnieje również duch prawa. I właśnie w intencji ducha prawa zostały poczynione te kroki, aby literze prawa przywrócić jej właściwe brzmienie, jednoznaczność i respekt. Państwo narodowe nie może zostać zastąpione przez żadną korporację, ani żadną inną nieformalną grupę osób udających korporację, instytucję, stowarzyszenie i inny twór, której prawnicy dotąd omijali prawo łamiąc jego reguły poprzez stosowanie sztuczek prawnych, co przynosiło profity pomysłodawcom tych sztuczek, a państwu niewyobrażalne straty.

Nagle ten wywód przerwał głos ze środka izby. – Proszę nam powiedzieć, kiedy wreszcie zaszczyci nas swoją osobą pan premier?

– Pan premier? – Zapytał niezmieszany mówca zupełnie jakby oczekiwał takiego pytania.

– Szanowny panie pośle, zauważył pan zapewne, że na dzisiejszym nadzwyczajnym posiedzeniu obu izb nie tylko pana premiera nie ma. Dziś, dodam dla pana uwagi – bo, jak domniemam, inni już to zauważyli i wiedzą – nie ma również wicepremiera i kilku ministrów, a także nie ma dwóch marszałków. I muszę również dodać, że nie mam żadnej pewności, czy pan premier i tych kilku wymienionych przeze mnie ludzi pojawi się w tym gmachu kiedykolwiek, a jeśli, to zapewne zupełnie w innej jego części i w zupełnie innej roli.

A panu, szanowny panie pośle, szczerze radzę, aby zechciał się pan zapoznać z materiałem, który leży w teczce przed panem.

Wszyscy otrzymaliśmy takie same teczki z identyczną zawartością. No, ale skoro doszliśmy już do tego momentu, to wydaje mi się, że nadszedł właściwy moment, aby zarządzić kwadrans przerwy technicznej. W tym miejscu muszę dodać, to co nieuniknione – mówca lekko uniósł głowę i spokojnie rozejrzał się po sejmowej sali zupełnie jakby kogoś szukał – w materiałach, które państwo otrzymaliście przed wejściem macie informacje, nie chcę ich teraz komentować. Dodam jedynie, że według autorów projektu rychłej naprawy państwa, ta izba nie powinna być izbą politycznych sporów. Tutaj powinno załatwiać się sprawy kraju, a nie partyjnych ambicji lub interesów dla określony grup lobbowanych przez kilkanaście osób z mandatami posła i senatora.

Dlatego też pozwolę sobie teraz zarządzić wspomnianą przerwę techniczną, po której osoby, które wiedzą, że świadomie brały udział w spisku przeciw ojczyźnie udadzą się samodzielnie do sejmowej restauracji. Tam na was czekają przedstawiciele wymiaru sprawiedliwości.

Nie widzę też sensu i takiej potrzeby, aby zarządzić wyprowadzenie tych kilkunastu osób w asyście straży marszałkowskiej. To jest sejm, nie cyrk. Tutaj się obraduje, a nie urządza happeningi mające na celu ośmieszenie powagi tej izby.

W tym samym czasie w zupełnie innym miejscu minister sprawiedliwości kończył czytanie akt, które dostarczyła jemu kilkuosobowa delegacja. Kiedy skończył starannie zamknął teczkę delikatnie odsuwając ją na prawo od siebie.

– No cóż. W tej sytuacji nie pozostało nam nic innego jak wprowadzić ten plan do realizacji. Widzę zasadność zawieszenia tych osób. Widzę, że miarka naprawdę się już dawno przebrała. I widzę również to, że wasze propozycje zmian personalnych są dobrze przemyślane. Jeszcze dziś – minister spojrzał na zegarek – a w zasadzie za dwie godziny nominacje i odwołania będą gotowe.