ustawa futerkowa



share

Uprzedzam, że felieton zawiera moją ulubioną pułapkę i test na inteligencję, skoro wszyscy dookoła szantażują emocjonalnie i wysyłają do DPS–ów, to mnie też od życia się coś należy. Tytuł rzeczywiście oddaje stanowisko autora, ale jak to mówią diabeł tkwi w szczegółach i bynajmniej nie są moimi pupilami hodowcy zwierząt futerkowych, którzy z rolnictwem mają tyle wspólnego, co „moja osoba” z chirurgią plastyczną. Gdy politycy biorą się za jakąkolwiek sprawę, szczególnie niejednoznaczną ze społecznego i ekonomicznego punktu widzenia, to zawsze wychodzi z tego sieczka albo ideologiczna albo „lobbystyczna”. Z ustawą „futerkową” mamy taki sam bałagan, który chciałbym uporządkować.



share

Współczesny polityk, od czasów Kennedyego, stał się produktem popkulturowym i tego banału nie ma sensu podważać. Prawdą jest, że bez tych wszystkich spektakli politycznych, gestów pod publiczkę, przytulania zwierząt ze schroniska i fundowania stypendiów sierotom, po prostu wyborów się nie wygra. Dlatego każda partia i każdy lider partii szuka swojej „narracji”, aby dotrzeć do jak największej grupy wyborców i w tym nie ma nic nadzwyczajnego. Gorzej gdy wokół polityka pojawia się sztab doradców, najczęściej mało rozgarniętych wizjonerów, którym się wydaje, że jednym gestem, filmikiem, czy dowcipem, da się porwać większość wyborców i zapewnić sobie zwycięstwo.