Ukraińcy



share

Stygmatyzacja i temat tabu, to jest taki zestaw, którym można zabić każdego. Niektórzy wszystko razem nazywają populizmem, ale to błąd, populizm wbrew pozorom bywa pożyteczny, natomiast ustawianie debaty publicznej w rygorze stygmatyzacji i tabu potrafi zabić wszelki pożytek i wyrządzić dowolną szkodę. Na scenie politycznej próbuje odnaleźć swoje miejsce nie tylko „totalna opozycja”, ale skrajnie lewicowe i prawicowe ugrupowania, co jest rzeczą naturalną i jak sama nazwa wskazuje te ugrupowania posługują się skrajnym przekazem. Dopóki to się odbywa w ramach politycznych kanap, nie ma powodu, by się tym zajmować, ale jak się rozlewa i ogłupia masy, sprawy przybierają bardzo niebezpieczny obrót.



share

Cała moja rodzina to repatrianci, przyjechali do Polski z Ukrainy, tuż po wojnie, z wyjątkiem dziadka, który przyjechał nieco później, z Niemiec, gdzie był na przymusowych robotach i w obozie pracy. Od dziecka, takiego, które się teraz nie kwalifikuje do szkoły, z powodu niewyobrażalnego stresu, słyszałem w rozmowach dziadków i rodziców te same historie. Opowieści dziadka i babci zawsze zaczynały się i kończyły w ten sam sposób. „Za Polski jeden drugiemu pomagał, chleb piekli dla siebie i biednego…” – taki był początek. „Nie chcę tam wracać, nie chcę tego więcej widzieć” – tak brzmiał koniec historii. A co było w środku? Nim napiszę co było w środku, poczynię kilka uwag wstępnych. Zawsze tępiłem argumentację, która posiłkując się jednostkowym przykładem stara się zilustrować zjawiska powszechne.