TSUE



share

Zachowam się całkowicie nieodpowiedzialnie i w dodatku głupio, bo to jest czas, gdy ludzie siedzą w domach, a branża internetowa odcina kupony. Cokolwiek pojawi się na wiadomy temat, natychmiast jest klikane i co za tym idzie reklamy nabijają portfele. Mógłbym się przemóc i wrzucić jakąś sensacyjną szczepionkę, tym bardziej, że takie pomysły same się rodzą, ale nie dam rady. Przyznaję mam dość i dlatego dziś robię sobie urlop od powszechnej histerii sztucznie wywołanej i tak samo podtrzymywanej, by zająć się czymś niepopularnym, chociaż jeszcze parę tygodni temu było to najważniejsza sprawa dla Polski i kampanii prezydenckiej.



share

Jeśli chodzi o mnie to kompletnie nic się nie zmieniło, nadal, a właściwie jeszcze bardziej twierdzę, że mamy do czynienia z klasyczną medialną hucpą nastawianą na wielki biznes. Proste dane, o których zresztą pisano i mówiono setki razy, wskazują, że w zasadzie nic się nie dzieje. Przypadki zachorowań liczone na palcach trzech dłoni, statystyki śmiertelności w sposób absurdalny zawyżone, bo zbierane jedynie wśród tych, którzy zostali przebadani, chociaż powszechnie wiadomo, że około 80% populacji przechodzi przez tę infekcję bezobjawowo. Jedynym zdaniem, daj nam Boże takich „epidemii”, skoro już mają się pojawiać.



share

Przyznać się, ale szczerze, jak na spowiedzi, kto przewidział scenariusz kończącego się tygodnia. Dla przypomnienia przywołałam dwie najgłośniejsze sprawy, którymi żyliśmy na początku tygodnia. Numerem jeden była kara, jaką TSUE miało nałożyć na Polskę. Gigantyczna, gargantuiczna, himalajska i tylko gdzie niegdzie było słychać, że wysoka, a chodziło o dwa miliony euro dziennie. Polska byłaby obciążona takimi kosztami, o ile nie zastosuje się do zabezpieczania nakazującego „zawieszenie” Izby Dyscyplinarnej. Druga sprawa to tani melodramat pod tytułem „listy KRS”, o tym spektaklu „wszyscy wszystko wiedzą”, zatem w szczegóły się nie wdaję.

Strony