triumf



share

Po miażdżącym zwycięstwie PiS, nie nad PO, ale nad resztą świata, trwa feta, gdzieniegdzie nawet euforia. Nie ma się czemu dziwić i wypisywanie w takiej chwili zgranych do imentu formułek: „pokora, pokora, pokora” odbija się od ściany ludzkiej natury. Zresztą jeśli wierzyć paranauce zwanej psychologią i jej czarnoksiężnikom, to uczuć nie należy tłumić. To jest czas na radość i triumfowanie, zwłaszcza, że wszystko jest połączone z całymi latami gnojenia Polaków, którzy odważyli się myśleć i czynić inaczej niż nakazały „elity”.



share

W pierwszym odruchu i komentarzu, na widok płonącej katedry Notre Dame, napisałem: „Symboliczne podsumowanie tego, co się stało z Francją”. Szybko okazało się, że nie ma w tym krzty błyskotliwości i oryginalności. Tysiącom, jeśli nie milionom ludzi, w jednej chwili przyszło do głowy to samo lub coś bardzo podobnego. Pożar katedry w mgnieniu oka stał się symbolem i jedyną, choć mocną, konkurencją dla tej reakcji, były teorie odnoszące się do przyczyn pożaru. Czytałem kolejne emocjonalne i radykalne wypowiedzi, co jest normalne w takich sytuacjach, ale już po 10 minutach wiedziałem, jak to się skończy.