transparentność



share

Znów mamy do czynienia z sytuacją paranoidalną albo jak kto woli klasyczną dla „elit” III RP. W normalnej sytuacji politycznej i społecznej dzieje się tak, że to władza robi wszystko, aby ustawić wybory pod siebie. Jednym z narządzi sprzyjających władzy jest oczywiście brak transparentności wyborów. Im mniej możliwości zweryfikowania prawidłowości przebiegu wyborów i później liczenia głosów, tym lepiej dla władzy. Tymczasem od początku, gdy PiS wprowadzał zmiany zmierzające w kierunku pełnej transparentności, opozycja wraz z szacownym gronem „ekspertów” podnosiła larum. Dochodziło do takich absurdów, że przezroczyste urny i obecność kamer w lokalach wyborczych, zdaniem opozycyjnych przeciwników tych zmian, miały służyć fałszowaniu wyborów.



share

Istnieją takie sprawy, które śmierdzą na starcie i dlatego nie da się ich bronić chyba, że chce się roznosić smród. Powiedzmy, że mamy fundację X, a w jej zarządzie zasiada dwóch radnych partii Y i jeden rzecznik ministra tej samej partii. Powiedzmy, że do tej fundacji płynie pół miliarda złotych ze spółek skarbu państwa, będących pod zarządem partii Y. Powiedzmy, że ta fundacja organizuje kampanię za wiele milionów złotych, która „przypadkiem” całkowicie zbiega się programem politycznym partii Y. Załóżmy, że zlecenie na realizację kampanii dostaje, bez przetargu, świeżo założona spółka X, której właściciele do niedawna byli członkami sztabu wyborczego, potem pracownikami polityka partii Y, obecnie zajmującego stanowisko premiera RP. Przyjmijmy te wszystkie założenia i oddajmy sprawę w ręce obywateli, aby posłuchać, co mają do powiedzenia.



share

Jestem chodzącą definicją uczuć ambiwalentnych, gdy słucham rozmaitych opinii na temat uczciwości wyborów. Nie podzielam histerycznych ocen, że w tych wyborach doszło do wielkiego przekrętu, tym bardziej nie widzę skandalu w ogłoszeniu wyników przez PKW. Mamy takie, a nie inne prawo regulujące proces wyborczy i normalne jest, że na 28 tysięcy komisji obwodowych, ktoś zapije, ktoś inny coś spieprzy albo wysadzi korki w wiejskiej świetlicy. Bardzo słusznie Hermeliński powiedział, że PKW nie ma nic do powiedzenia, jeśli chodzi o czas publikacji wyników wyborów, bo jest całkowicie uzależniona od tego, kiedy spłyną dane z ostatniej komisji obwodowej. Pomysły na usprawnienie tego procesu są ze sobą całkowicie sprzeczne. Ci sami ludzie, którzy słusznie wyśmiewając „ruskie serwery” jednocześnie śmieją się, że głosy są liczone ręcznie i nie ma żadnego systemu informatycznego.

Strony